en

User blogs

  • Save this on Delicious
  • Buffer

Nikt nic nie wie – tak najkrócej można streścić sytuację, jeżeli chodzi o sygnalizację świetlną przy ul. Subisława. Choć pieniądze na tę inwestycję były przewidziane już w zeszłorocznym budżecie, świateł jak nie było, tak nie ma. I, co gorsza, nikt nie jest w stanie odpowiedzieć, kiedy powstaną...

Temat niejednokrotnie gościł już na łamach Gazety Źabianki, a to za sprawą licznych sygnałów ze strony mieszkańców. Już w ubiegłym roku donosiliśmy, że gdańscy urzędnicy zdecydowali, iż przy przejściu dla pieszych na ul. Subisława, nieopodal żabiankowego dworca, stanie sygnalizacja świetlna. To właśnie artykuł Gazety Źabianki stał się koronnym argumentem w batalii o ustawienie w tym miejscu świateł.

Tu się igra z życiem!

Do tej pory codzienny widok na przejściu przez ulicę Subisława w pobliżu przystanku SKM był zawsze taki sam - piesi w popłochu umykający przed rozpędzonymi samochodami oraz auta z piskiem opon hamujące tuż przed oczyma przerażonych przechodniów. Mieszkańcy alarmowali, że niewidoczne przejście to śmiertelne zagrożenie dla przechodniów.

- Tu ciągle są takie różne niebezpieczne sytuacje – powiedziała Zofia B. z ul. Subisława. – Samochód omal nie potrącił mojej sąsiadki. Tym razem skończyło się na przestrachu. Ale przecież to tylko krok do tragedii.

- Na przejściu dla pieszych od SKM do deptaka należy wykonać sygnalizację świetlną lub chociaż wykonać lepsze oświetlenie i lepsze oznakowanie poziome – pisał nasz Czytelnik, Andrzej R..

Nasze interwencje

Ulica podlega miastu i to ono jest odpowiedzialne za jej stan. Dlatego też interweniowaliśmy w gdańskim magistracie. Lokatorzy okolicznych bloków uważali bowiem, że w tym miejscu przydałaby się sygnalizacja świetlna.

- Wiadomo, że dopiero, gdyby postawiono tu światła, wtedy byłoby naprawdę bezpiecznie – stwierdził Czytelnik z ul. Subisława. - I chyba nie muszę nikogo przekonywać, że w miejscu, przez które codziennie przewijają się setki pieszych, spieszących się na dworzec, do pracy, do szkół i z powrotem, sygnalizator jest najbardziej potrzebny?!

Sygnalizacja jest uwzględniona w wieloletnim planie inwestycyjnym – mówił już rok temu Antoni Szczyt, naczelnik referatu zarządzania ruchem Wydziału Gospodarki Komunalnej gdańskiego magistratu.

Naczelnik radził wówczas, mieszkańcy w sprawie przejścia przy ul. Subisława złożyli wnioski do urzędu. Taki nacisk i argumentacja są wskazane i zazwyczaj dobrze wpływają na bieg sprawy.

Obiecanki?

Wyglądało na to, że naciski przyniosły oczekiwany skutek. Prezydent wyraził zgodę na umieszczenie tej sygnalizacji w ubiegłorocznym budżecie miasta. Niestety, do tej pory nic się nie zmieniło. Zapytaliśmy, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy.

- Nie wiem, dlaczego te światła jeszcze nie powstały – przyznał Antoni Szczyt. – Proszę o kontakt z Wydziałem Programów Rozwojowych, tam znają terminy realizacji takich inwestycji.

Niestety, we wskazanym wydziale nikt nie był w stanie udzielić odpowiedzi. Po przysłowiowym odsyłaniu „od Annasza do Kajfasza” nie udało się uzyskać żadnej informacji. Wreszcie urzędnicy z magistratu „odbili piłeczkę” do Zarządu Dróg i Zieleni. Tam usłyszeliśmy odpowiedź, że zarząd odpowiada tylko za realizację, a nie za ustalanie terminów inwestycji. Po kolejnych przekierowaniach w końcu okazało się, że osoba, która miała udzielić kolejnej odpowiedzi, jest nieosiągalna.

Podsumowując - urzędnicy nie wiedzą, a świateł jak nie było, tak nie ma. A mieszkańcy wciąż czekają i cierpliwie znoszą codzienne narażanie na niebezpieczeństwo. Kiedy ich cierpliwość się wyczerpie?

(drako)

Deleted user Aug 3 '07

Na osiedlu Morena kolorystyka bloków aż szczypie po oczach. Bodaj jeszcze tylko dwa kolory nie zostały wykorzystane w malowaniu domów – czarny i czerwony. O ile jednak na różowa barwę, fioletową i seledynowa nikomu nie chce się zaprotestować, o tyle barwa czarna i czerwona z pewnością oburzyłaby mieszkańców. Wielu mieszkańców odnosi jednak wrażenie, że spółdzielni zabrakło koncepcji w zakresie stosowania kolorystyki bloków mieszkalnych.

Chyba nie znajdzie się na Morenie rejon bloków o ujednoliconej kolorystyce. Pstre bloki to już standard na osiedlu. Jednym się to podoba, innym jest obojętne, ale dla jeszcze innych obojętne nie jest. Uważają, że tak duża spółdzielnia, jaką jest Morena, powinna mieć jakąś koncepcję doboru barw farby. Ich zdaniem wygląda to tak, jakby było to zupełnie bez znaczenia.

- To kpina – usłyszeliśmy od Ryszarda P., mieszkańca domu przy ul. Powstania Listopadowego. – Proszę przyjechać w rejon naszej jednostki i zobaczyć, jak „gryzą” się barwy naszych bloków. Co pod rękę malarzom wpadło, to poszło w ruch. I mamy teraz kolorystyczny bałagan, coś w rodzaju wojny barw.

- Malowanie bloków na osiedlu budzi mój sprzeciw, chyba nikt nie pytał mieszkańców, czy chcą mieszkać w zaproponowanej kolorystyce – uważa Regina Talik, delegatka na Zebranie Przedstawicieli LWSM Morena. - . Obecnie są dostępne wszelkie barwy, osoba projektująca kolorystykę osiedla miała chyba wizje kolorów, szkoda że nie konsultowała tego z mieszkańcami. Wydaje mi się, że obecny zarząd wykorzystuje jakiś stary projekt bez sprawdzenia, jak to jest odbierane przez mieszkańców. Wystarczy popatrzeć na osiedle i ulice. Widać brak troski o wygląd ulic i bloków. Kilka ocieplonych i pomalowanych bloków na osiedlu jeszcze wyraźniej pokazuje zaniedbania pozostałych. Wygląda to koszmarnie.

W Dziale Technicznym LWSM Morena, mimo wielu prób kontaktu, nikogo nie zastaliśmy. Zarząd także był zajęty, odbywał swoje kolejne posiedzenie. Mieszkańcy pstrych bloków chcieliby wiedzieć, dlaczego zaserwowano im taka wojnę na kolory?

(g)

Deleted user Aug 3 '07

Uchwalony przez Radę Nadzorczą LWSM „Morena” regulamin rozliczenia ciepła wprowadzony uchwałą w dniu 20 marca a dotyczący rozliczenia sezonu 2006/2007 od początku wywołuje olbrzymie kontrowersje wśród członków spółdzielni. Jedną z nich jest data wprowadzenia w marcu 2007 z mocą obowiązywania od sezonu 2006/2007, a inną wprowadzane zmiany w dniu 24 kwietnia i 12 czerwca 2007 r.

Na grupach członkowskich zgłaszano pytania i wątpliwości co do proponowanego regulaminu. Aby wyciszyć kontrowersje rada zorganizowała na temat rozliczenia ciepła spotkanie tuż przed Zebraniem Przedstawicieli. Przyszło na nie około 50 osób, a spotkanie zgodnie z zapowiedzią prowadził Leszek Kwapisz, członek Rady Nadzorczej (autor regulaminu). Spotkanie zaczęło się burzliwie. Leszek Kwapisz usłyszał, że rada nie odpowiedziała na pisma, nie przedstawiła różnych symulacji sposobu rozliczenia ciepła tak, aby wszyscy członkowie mogli wybrać najkorzystniejszą metodę rozliczenia dla danego węzła (nieruchomości). Wprawdzie na tablicach ogłoszeń informowano pod koniec kwietnia o takiej możliwości, ale nie wszyscy o tym wiedzieli, a bez przedstawienia symulacji trudno określić, jaka metoda jest korzystniejsza.

Prawo energetyczne daje dużą swobodę w doborze metody rozliczania dostarczonego ciepła w poszczególnych lokalach w stosunku do ogólnych kosztów zakupu. Zgodnie z art. 45a ust. 1 ustawy – Prawo energetyczne „ Przedsiębiorstwo energetyczne na podstawie cen i stawek opłat (...) wylicza opłaty za dostarczane do odbiorcy (...) ciepło”, a więc do LWSM „Morena”. Opłaty te stanowią koszty zakupu ciepła dostarczonego do budynku, w którym znajdują się lokale mieszkalne i użytkowe, zamieszkałe i użytkowane przez osoby nie będące odbiorcami (art. 45a ust. 2 ww. ustawy).

Zgodnie z zapisem zawartym w art. 45 a ust. 4 ustawy, koszty zakupu dostarczanego ciepła są rozliczane w opłatach pobranych od lokatorów i użytkowników, przy czym wysokość opłat pobieranych powinna być ustalana w taki sposób, aby zapewniała wyłącznie pokrycie ponoszonych przez odbiorcę kosztów zakupu ciepła. W ustępie 10 natomiast czytamy: „regulamin rozliczeń podaje się do wiadomości osobom zamieszkującym lub użytkującym lokale w terminie 14 dni od dnia jego wprowadzenia do stosowania. Jak można rozumieć taki regulamin należałoby wprowadzić przed lub po sezonie grzewczym, aby każdy znał zasady rozliczania kosztów ciepła dostarczonego na potrzeby ogrzania jego mieszkania.

Na Zebraniu Przedstawicieli prezes Longin Mażewski powiedział, że cztery budynki będą rozliczone według zaproponowanego przez mieszkańców innego sposobu rozliczenia. Jakiego? W regulaminie zawarto zapis, który określa taką możliwość: „na pisemny wniosek 2/3 użytkowników danego budynku zarząd może zmienić sposób podziału kosztów w tym budynku pod warunkiem złożenia wniosku do 30 kwietnia danego roku w którym nastąpi rozliczenie”. Rada Nadzorcza wiele razy omawiała na swoich posiedzeniach sprawę ciepła a może trzeba było od razu powiedzieć, aby mieszkańcy każdego bloku sami wymyślili metodę rozliczenia, jeśli taka możliwość istnieje?

Jeśli się weźmie pod uwagę, że na wysokość rachunków wpływają takie czynniki jak: niedostosowanie mocy zamówionej do rzeczywistego zapotrzebowania, niesprawna instalacja, niewłaściwa regulacja instalacji wewnętrznej centralnego ogrzewania (węzły obsługuje GEPEC), brak ocieplenia ścian zewnętrznych budynku, nieszczelne okna, nieekonomiczne użytkowanie instalacji centralnego ogrzewania przez lokatora, to ile spółdzielcy zapłacą za ogrzewanie?

Posiadane przez mieszkańców Moreny podzielniki ciepła są tylko urządzeniami służącymi podziałowi kosztów, a nie do jego zliczania. Podzielnik nie jest zalegalizowanym urządzeniem do mierzenia zużycia ciepła. Zawyżone opłaty za ciepło mogą wynikać z przyjętego systemu rozliczania kosztów ogrzewania, a jak będzie w tym sezonie grzewczym przy stosowaniu różnych systemów rozliczenia, zgodnie z zapisem regulaminu. W regulaminie zastosowano współczynniki „Rm” dla rozliczenia poszczególnych lokali mieszkalnych. Jak wynika z regulaminu oparto się na bazowych wartościach zalecanych przez COB-RTI INSTAL. Czy przyjęto je po przeprowadzeniu badań charakterystyki poszczególnych budynków – jakości materiałów, stanu zużycia, rozkładu mieszkań i korytarzy, przebiegu linii ciepłowniczych – to wszystko też decyduje o faktycznym zużyciu ciepła w danym mieszkaniu. Niektórzy specjaliści twierdzą, że rozliczenia ryczałtowe są bardziej sprawiedliwe, zwłaszcza jeśli budynek jest nieocieplany.

Przeprowadzane badania, jak pisze prasa, wykazały, że sposób montowania podzielników może powodować różnice w odczycie ciepła do 200 procent. W Polsce norma PN EN 835 – określa siłę z jaka należy przytwierdzić podzielnik do kaloryfera. Jest to istotne, bo od tego zależy pomiar zużycia ciepła w mieszkaniu. W mieszkaniach na Morenie były mocowane przy użyciu zwykłego klucza nasadowego.

Jeszcze sprawa opłaty jaką pobiera firma TECHEM za odczyt – jeden licznik 10 zł a dla całej spółdzielni to dodatkowy koszt około 270.000 zł rocznie. W innych spółdzielniach zrezygnowano już ze stosowania rozliczenia na podstawie podzielników. Pobiera się faktyczne zaliczki, bo stosowane zawyżone zaliczki zwracane w ramach rozliczenia rocznego bez należnych odsetek – stanowią nieuprawniony dochód spółdzielni.

(t)

Powiedzieli nam...

Regina Talik, delegat na Zebranie Przedstawicieli:

- W LWSM „Morena” są budynki, których mieszkańcy wystąpili o inne rozliczenie ciepła, jednym z takich budynków jest ten, w którym mieszka twórca regulaminu rozliczenia ciepła. Nasuwa się pytanie dlaczego? Czy może mieszkańcy tego budynku wiedzieli, że regulamin nie spełni ich oczekiwań i wybierali korzystniejsze rozliczenie. W poprzednim roku rozliczenie kosztów następowało w stosunku 80/20, a na ile sprawdzi się w tym roku przyjęty stosunek rozliczenia kosztów?

(t)

Deleted user Aug 3 '07

Śledztwo w sprawie domniemanego fałszerstwa dokumentów w LWSM Morena, prowadzone przez Prokuraturę Rejonową Gdańsk Wrzeszcz, wkroczyło w decydującą fazę. Z naszych ustaleń wynika, że była przewodnicząca rady oraz były sekretarz tej rady nie stawiają się na wezwania prokuratury. Dlatego nie są wykluczone zatrzymania tych osób przez policję. I choć prokuratura nie chce oficjalnie tego potwierdzać, to niemniej zapewnia, że dobro prowadzonego postępowania wymaga sięganie po takie środki i sposoby, aby śledztwo nie utknęło w martwym punkcie.

Chodzi o sprawę, o której już wielokrotnie pisaliśmy na naszych łamach, czyli sprawę domniemanego fałszerstwa dokumentów w Radzie Nadzorczej LWSM Morena. Zarząd spółdzielni prokuraturę Gdańsk Wrzeszcz powiadomił 8 sierpnia 2006 roku. Powiadomił o możliwości popełnienia takiego przestępstwa oraz o usunięciu a następnie ukryciu dokumentu udostępnionego Komisji Rewizyjnej Rady Nadzorczej LWSM Morena. 13 lipca 2006 roku głośno było na Morenie po tym, jak dziewięciu członków Rady Nadzorczej podpisało i skierowało na ręce przewodniczącego Rady Nadzorczej pismo, w którym zaprotestowali przeciwko fałszerstwu dokumentów „dokonanych przez niektórych członków Rady Nadzorczej”. 9 października 2006 roku Prokuratura Rejonowa Gdańsk Wrzeszcz wydała postanowienie odmawiające wszczęcia postępowania. Jednak postanowienie to zarządowi dostarczyła dopiero 22 lutego br. Ten nie zgodził się z treścią postanowienia i wniósł zażalenie do Prokuratury Okręgowej. Tymczasem prokuratura pierwszej instancji sama zdecydowała się je uwzględnić, nie przekazując zażalenia do swojej jednostki zwierzchniej. Po drobiazgowym badaniu sprawy śledczy nie mają wątpliwości, że coś jest na rzeczy.

- Policja na nasze zlecenie jak dotąd usiłuje przesłuchać jeszcze kilka osób, ale te na nasze wezwania nie stawiają się na przesłuchanie – mówi prok. Joanna Wruk. – Chodzi o byłą przewodniczącą Rady Nadzorczej w tej spółdzielni, Lidię R. Byłego sekretarza rady, Grzegorza D. oraz ówczesnego pracownika Działu Samorządowego w LWSM Morena, Michała B. O ile ostatni świadek zadzwonił do nas i poinformował o przyczynach uniemożliwiających chwilowo osobiste stawiennictwo, o tyle dwie pozostałe osoby nie usprawiedliwiły nawet swojego niestawiennictwa. W tej chwili sprawdzamy, czy mamy do czynienia z uporczywym uchylaniem się tych osób, czy też były inne powody, że nie stawiły się.

Prokuratura nie chce powiedzieć wprost, czy zdecyduje się wystawić nakazy zatrzymania tych osób.

- Takie czynności, gdyby wchodziły w grę, nie mogłyby być poprzedzone informacjami – kontynuuje prok. Joanna Wruk. – Na razie podjęliśmy ostatnią próbę wezwania tych osób. Jeśli i to okaże się bezskuteczne, wtedy zastanowimy się, co dalej robić. Oczywiste jest, że musimy sięgać po takie środki i sposoby, aby śledztwo nie utknęło w martwym punkcie. Tego może wymagać dobro toczącego się postępowania.

Śledztwo prowadzone jest w dwóch kierunkach: fałszerstwa dokumentów oraz ukrycia dokumentów. Z zebranych do tej pory dowodów wynika, że sprawa ta może zakończyć się zarzutami postawionymi kilku osobom, ale jakimi i komu, tego prokuratura na tym etapie nie ujawnia. Muszą bowiem najpierw zostać postawione zarzuty, aby stało się to faktem.

(g)

Deleted user Aug 3 '07

Ze Stanisławem Stryszykiem, sekretarzem Zebrania Przedstawicieli LWSM Morena rozmawia Tadeusz Gruchalla

Zdziwiło pana, że delegaci na Zebranie Przedstawicieli LWSM „Morena” przyjęli protokół obrad z poprzedniego zebrania, mimo że nie był przez pana, jako sekretarza ZP podpisany?

- Nie zdziwiło. Członek spółdzielni przeglądając wyłożony materiał przeczytał Akt notarialny protokół i dwa dokumenty zatytułowane Akt notarialny, zmiana protokołu oraz stenogram z ZP o objętości 120 stron. Zobaczył pieczątki Kancelarii Notarialnej oraz pieczęcie notariusza z godłem państwowym.

To oczywiście wzbudziło naturalne zaufanie do treści zawartej w protokole.

- Uważa pan, że skoro w materiałach wyłożonych przed rozpoczęciem obrad zarząd nie dołączył protokołu rozbieżności to może oznaczać, że delegaci nie mieli się dowiedzieć o istnieniu takiego dokumentu?

- To pytanie należy raczej skierować do zarządu. Prezes uważa, że skoro notariusz napisał w Akcie notarialnym zmiana protokołu, że stenogram jest integralną częścią niniejszego protokółu, to wszystko jest w porządku. Czy zarząd wykładając materiały zdawał sobie sprawę, że wprowadzone dwoma aktami notarialnymi zmiany protokołu są niewystarczające i protokół jest w dalszym ciągu wadliwy, tego nie wiem. Z treścią Aktu notarialnego z 26 kwietnia 2006 który nie usunął wszystkich wadliwości i który nie jest podpisany przez przewodniczącego ZP ani przez sekretarza ZP tylko przez notariusza, zapoznałem się przeglądając 4 czerwca br. wyłożone materiały w Domu Kultury. Na moją pisemną interwencję złożoną dzień później otrzymałem zapewnienie, że wszystko jest w porządku, posiadane dokumenty w tej sprawie zostaną wyłożone. Jednak protokołu rozbieżności nie wyłożono.

- W jaki sposób doszedł pan do tego, że protokół nie odzwierciedla dokładnie tego, co wtedy działo się na sali obrad?

- Po okazaniu mi protokołu i przeczytaniu zauważyłem, że zapis: wypowiedzi otwierającej zebranie nie potwierdza tego co zostało przez nią powiedziane, wypowiedzi jednego z kandydatów na przewodniczącego ZP stwierdził, iż był pracownikiem spółdzielni co nie było zgodne z wypowiedzią kandydata, wypowiedzi dotyczące opuszczenia balkonu przez przybyłych na ZP członków spółdzielni zamieszczono w niewłaściwym punkcie porządku obrad, błędnie stwierdzał, iż członek zarządu poinformował zebranych o złożeniu zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa w sprawie firmy RAWAPOL. Zupełnie odmiennie i nie na temat przedstawiał sprawę, którą osobiście wnosiłem, dotyczącą nadwyżki finansowej. To podważyło moje zaufanie, co do wiarygodnej treści protokołu. Postanowiłem więc przesłuchać taśmy z przebiegu obrad.

- Co więc po przesłuchaniu taśm pan ustalił?

- Stwierdziłem, że protokół przedstawia w około 40 zdaniach opis zdarzeń lub wypowiedzi które w porównaniu ze stenogramem nie miały miejsca na Zebraniu Przedstawicieli i tak między innymi oprócz tego co już wymieniłem: błędnie zapisano, że prezes Mażewski złożył informację, gdy tymczasem na życzenie zebranych przedstawił opinie biegłego rewidenta. Druga część zdania jest też niekompletna, bo przewodniczący nie odczytał jak podaje protokół opinii rewidenta, a oczytał opinie dodatkową skierowaną do ZP na wniosek Komisji Rewizyjnej. W protokole mylnie zapisano, że prezes Mażewski stwierdził iż Rada Nadzorcza pozytywne ustosunkowała się do sprawozdania Zarządu. Natomiast pan Mażewski w swej wypowiedzi informował zebranych że Rada Nadzorcza nie zaakceptowała pozytywnie sprawozdania zarządu z działalności. Przypisano przewodniczącemu zebrania zdania których nie wypowiedział. W co najmniej 10 przypadkach kolejność opisanego przebiegu zebrania była wadliwie podana. Numeracja uchwał została pomieszana. Kilka podanych w protokole wyników głosowań nie odpowiadało wynikom obliczonym przez Komisję Skrutacyjną. Błędnie zapisano kilka wypowiedzi zabierających głos na zebraniu.

- To znaczy, że pana zdaniem notariusz sfałszował protokół, czy był po prostu nieprecyzyjny w protokołowaniu?

- Uważam, iż należy uznać, że piszący nie wykazał staranności przedstawienia toku obrad zgodnie z faktycznym przebiegiem Zebrania Przedstawicieli.

- Czy te rozbieżności, o których pan mówi, są tak bardzo istotne, że jako sekretarz nie może pan tego protokołu podpisać? Jeśli mają tło przestępcze, to dlaczego nie powiadomi pan prokuratury?

- Regulamin obrad ZP naszej spółdzielni nie przewiduje zamieszczenia w protokole dokładnie wszystkiego, co działo się na sali. Jednak to, co zostało, zapisane musi w każdym zapisanym słowie i zdaniu odpowiadać prawdzie. Protokół nie może zawierać treści wypowiedzi i opisu zdarzeń, które nie miały miejsca. Moim zdaniem protokołujący wobec zbyt ogólnego wymogu zawartego w regulaminie obrad dotyczącego protokołu, może pominąć coś, co działo się na sali obrad. Gdy przewodniczący lub sekretarz zebrania podpisując ten protokół to zauważą, wtedy wnoszą o uzupełnienie. Z praktyki wiem, że błędny zapis jest zauważalny. Natomiast brak jakiegoś zapisu trudniej wychwycić. Dlatego protokół musi być po przeczytaniu i wniesieniu przez zainteresowanych ewentualnych poprawek przyjęty na kolejnym zebraniu. Co do pytania o tło przestępcze, to nie sądzę aby coś takiego miało miejsce. Jednak nieprawdziwy zapis może być wykorzystany przez jakiegoś zainteresowanego lub zainteresowanych do działania przestępczego.

- A pan dlaczego nie przeczytał na ostatnim zebraniu protokołu rozbieżności? Miał pan przecież możliwość, także był pan sekretarzem obecnego ZP?

- Będąc zajęty wykonywaniem obowiązków sekretarza nim się zorientowałem i zgłosiłem chęć zabrania głosu, to już prowadzący obrady ogłosił głosowanie o przyjęcie protokołu. Dopiero podczas głosowania wniosków na zakończenie zebrania wobec wniosku trzech członków Rady Nadzorczej pomawiającego członków prezydium ZP o przyjmowanie wynagrodzenia za poprawianie protokołu, wyjaśniłem zebranym sprawę, dlaczego protokół z ZP w czerwcu 2006r. Nie został przez sekretarza ZP podpisany.

- Co będzie dalej? ZP protokół przyjęło…

- Pani radca prawny twierdziła teraz, że w ogóle ZP nie ma obowiązku przyjmować protokołu z poprzedniego zebrania. Zarząd już nawet nie wstawił do porządku obrad ZP odbywającego się w dniu 15-06-2007r. punktu o przyjęciu protokołu z zebrania w dniu 30-03-2006r. mimo, iż ze stenogramu wynika, że jak twierdziła wtedy radczyni skreślony z porządku obrad punkt o przyjęciu protokołu znajdzie się na kolejnym porządku obrad, no bo protokół wymaga przyjęcia przez Zebranie Przedstawicieli. Radca prawny spółdzielni, który na ostatnim Zebraniu Przedstawicieli kilkakrotnie oświadczała, że musi zabrać głos, bo dba o stosowanie prawa w spółdzielni pozwalając na głosowanie nad przyjęciem protokołu, który nie był podpisany przez sekretarza w całości, a przez przewodniczącego zebrania w części dotyczącej drugiej zmiany protokołu, chyba ma podstawę prawną twierdzić, że takie działanie ZP było zgodne z prawem.

- Wracając do ostatniego ZP, podobało się panu, jak delegat Jerzy Roszek porównał pracę obecnej Rady Nadzorczej do zakalca i zarzucił przewodniczącemu marnotrawienie pieniędzy?

- Uważam, że pan Roszek ma udokumentowane dowody by tak twierdzić. W zasadzie nie chcę zabierać głosu w tej sprawie.

- Swoje wystąpienie Jerzy Roszek zakończył wnioskiem o samorozwiązanie rady. Pan też uważa, że ta rada źle służy spółdzielni?

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Kilku członków obecnej rady można obwiniać o przyczynienie się do poniesienie kosztów opłat sądowych poniesionych przez spółdzielnię przez to, że pozwolono mimo wiedzy zaczerpniętej z protokołu polustracyjnego na wniesienie pozwu do sądu o uchylenie uchwały podjętej w dniu 6 listopada 2004 roku o wyborze 16 członków Rady Nadzorczej oraz kosztów wniesionej i nie uwzględnionej apelacji od decyzji w pierwszej instancji. Spółdzielnia poniosła też koszty posiedzeń rady i prawdopodobnie komisji związane z zatwierdzaniem uchwał podjętych przez radę uchyloną wyrokiem sądowym. Jeden z delegatów na ZP w czerwcu 2006 roku, składając wniosek uzasadnił go tym, że spółdzielni grozi dalsze pogrążenie w nieładzie, które trwa bez przerwy od czerwca 2004 roku. Z drugiej strony byłem osobiście świadkiem, jak Komisja Rewizyjna nie mogła przeprowadzić kontroli realizacji wniosków podjętych przez ZP w czerwcu 2006 ponieważ zarząd odmówił przedstawienia jej dokumentów określających ich realizacje. Z kolei obecnie uchwalony regulamin Rady Nadzorczej utrudnia możliwość szybkiego dostępu komisji w celach kontrolnych do materiałów spółdzielni. Zgodnie z ustawą, zwykły członek spółdzielni ma większe możliwości dostępu do dokumentacji niż członkowie rady powołanej w celach kontrolnych przez nas, członków spółdzielni. To paranoja. Niezależnie od tego, co już wymieniłem, toczy się jakieś postępowanie w prokuraturze w sprawie fałszowania dokumentów przez członków Rady Nadzorczej.

- Dziękuję za rozmowę.

Deleted user Aug 3 '07

Rozmowa z Elżbietą Nikiel, dyrektorem Zespołu Kształcenia Podstawowego i Gimnazjalnego nr 21

Zdecydowała się pani odejść ze szkoły, dlaczego?

- Podjęłam ją niedawno, aczkolwiek była to trudna decyzja. Dojrzewa się do takiej decyzji albo bardzo krótko, albo bardzo długo. Mnie się wydawało, że szybko dojrzałam, ale potem jednak miałam chwilę zawahania. Trzeba było się zdecydować. Albo stawać do konkursu na całą pięcioletnią kadencję, albo dać sobie spokój. Startować na rok lub dwa, to bez sensu, gdyż nic się nowego nie wniesie. W końcu stwierdziłam, że…

- … „odchodzę”?

- Tak. Źe osiemnaście lat dyrektorowania, to już wiek dojrzały, do pełnoletniości doszłam. Mogę się w końcu z dumą odwrócić i zobaczyć, co zrobiłam dla tej szkoły. Był to trudny okres, wprowadzenie do reformy i wiele rozmaitych przedsięwzięć.

- Ze szkołą związana jest pani od ilu lat?

- Od początku jej istnienia, czyli od 1983 roku. Do roku 1987 jako nauczyciel fizyki, a od 1987 roku zostałam wicedyrektorem, a po dwóch kolejnych latach – dyrektorem. Tak więc funkcje kierownicze w tej szkole sprawowałam przez dwadzieścia lat. Znam osiedle, mieszkańcy znają mnie.

- Mieszka pani na tym osiedlu?

- Od 1983 roku. Gdy zawitałam na Morenę, od razu związałam się z tą szkołą.

- Smutno będzie się rozstawać?

- I smutno, i niesmutno. Bo ja nie chcę być w stanie bezczynności. Mam jeszcze bardzo dużo planów, także tych z oświatą związanych. Zobaczymy co los przyniesie. Myślę o doskonaleniu nauczycielskim albo jakiejś placówce niepublicznej. Zobaczę, pomyślę.

- Będzie pani nadal uczyć w tej szkole?

- Zobaczę, czy mnie tu zechcą. Chciałabym, ze względu na to, że uczę obecnie drugie klasy gimnazjalne fizyki, pozostać z nimi do końca. Jeśli im byłoby przyjemnie i chcieliby mnie. Podjęłabym się nauczania ich do końca gimnazjum. Zmiana nauczyciela, owszem, jest rozwiązaniem, ale czy najwłaściwszym? Uczę wspaniałe dzieci, wszystkie je znam. Wiem, jakie mają słabości, wiem, co jest ich mocną stroną. Wszystkim im życzę wspaniałych wakacji.

- Osiemnaście lat to ten wiek, w którym jest się dojrzałym. Ta dojrzałość pozwala podejmować trafne życiowe decyzje?

- Zdecydowanie tak. Dlatego twierdziłam, że dobrze jest odchodzić na własną prośbę. Pani, która wygrała konkurs, jest osobą jak najbardziej predysponowaną do tego stanowiska. Marlena Grzelak, obecnie wicedyrektor w tej szkole, doskonale sobie poradzi jako dyrektor tej szkoły. Ja zawsze na pierwszym miejscu stawiałam na kontakty międzyludzkie. Wbrew pozorom, nie wszyscy potrafią właściwie z sobą rozmawiać. Najważniejsze jest załatwianie problemów szkoły na miejscu.

- Szkoła to poniekąd przedłużenie domu?

- Zastanawiałam się nad napisaniem wspomnień. Dyrektor jest świadkiem ogromu spraw, które przewijają się przez jego gabinet. Ile tych pomyślnych, ale ile też tragedii dziecięcych i problemów rodzinnych. Wie pan, czasami aż serce boli, żeby dziecku postawić ocenę niedostateczną i pozostawić w klasie na drugi rok, jeżeli wiadomo, że w domu nie ma wsparcia, albo wręcz nie ma możliwości do nauki, czy też zwyczajnie, nie ma wsparcia. Jeżeli nie mamy z kim z rodziców porozmawiać o dziecku, bo ci wciąż albo są pijani, albo pod wpływem innych środków, albo w stanie totalnej życiowej nieporadności. Gdy zapytałam w klasie jedną z dziewczyn, dlaczego znowu się nie nauczyła przez klasówką, bo ma zero punktów, ta zrezygnowana odparła: „a niech pani stawia, mi jest wszystko jedno”. Nie postawiłam, bo wiedziałam, że w jej domu jest coś nie tak.

- Pamięta pani ten swój pierwszy dzień w tej szkole?

- Pamiętam początki mojego dyrektorowania. Byłam wtedy bardzo wystraszona, dlatego teraz staram się wesprzeć moją następczynię.

- Dlaczego wystraszona? Przecież szkoła ta była pani znana, pracowała pani w niej wcześniej jako wicedyrektor?

- Nie ma porównania! Nawet nie ma porównania bycie wicedyrektorem a dyrektorem. Jedynie nauczyciel, który zostaje wicedyrektorem może odczuwać łagodniejsze przejście. To też wiązało się z obawami, czy sobie poradzę. W szkole jest bowiem jednoosobowa odpowiedzialność. Za wszystko odpowiada dyrektor.

- Pierwszy dzień w tej roli, jaki był?

- To była sierpniowa rada, po nieprzespanej nocy. Przygotowywałam się do niej, aby wiedzieć, co zrobić, jak zrobić, co powiedzieć, jak zarządzić? Tu ma się pod sobą wszystko: od kadr, przez księgowość, sekretariat, finanse aż po samych uczniów. Byłam bardzo zestresowana. Miałam wtedy 36 lat i byłam wtedy najmłodszym dyrektorem w gdańskich szkołach.

- To jako „kokietka” szybko zjednała pani sobie ludzi?

- Nie było łatwo. Były to czasy burzliwe. Niech się nie wydaje, że teraz w Polsce mamy burzliwe dzieje. Jakoś nie potrafimy znaleźć teraz spokojnego morza… Wtedy w szkole wrzało. Ponieważ staram się szybko zapominać o złych rzeczach, już nic nie pamiętam. I niech tak pozostanie.

- Co się wtedy udało?

- Pierwsze remonty podłóg z własnych pieniędzy.

- Jak to z własnych?

- Mieliśmy kolonie i na nich zarabialiśmy. Powstało wtedy tutaj Centrum Kultury i Sportu. Źycie pozalekcyjne kwitło bardziej niż teraz. Miejmy nadzieję, że te czasy wrócą…

- I chyba ogromny sukces z pływalnią, którą udało się w strukturach szkoły pozostawić?

- I do tego UKS, skupiony na pływaniu, który powstał niedawno. Dzieciaki nie mogą startować w lidze, kiedy nie są w klubie, stąd UKS. Fakt, że szkoła zachowała swój profil pływacki do dziś, jest takim moim małym sukcesem przy wsparciu rodziców i trenerów.

- Jako dyrektor nie chowała pani głowy w piasek, gdy na przykład miasto chciało szkole zabrać basen, a ludzie protestowali przed taką decyzją.

- Nie narzekałam nigdy na współpracę z kuratorium, ani z miastem. Jednak gdy miałam własne, inne zdanie w danej sprawie, to je wyrażałam. I już chyba wszyscy byli do tego przyzwyczajeni. Oświata, szkoła, jest czymś, gdzie ścierają się rozmaite opcje polityczne, o różnych przekonaniach. Dyrektor musi umieć odnaleźć się w tym, żeby dla niego było najważniejsze dobro szkoły. Wszystko inne – na dalszym planie. Tu nie może być miejsca na politykę. Gdyby ktoś chciał jednak inaczej, to za długo nie pobędzie dyrektorem.

- Wyczuwam, że jest pani zadowolona odchodząc na emeryturę. Bo ma pani świadomość tego, że pozostawiła tu znaczącą cząstkę swojego życia, pozostawiła po sobie szkołę lepszą, atrakcyjniejsza i na domiar przekaże szkołę osobie, której chciała.

- Dokładnie tak, przekażę szkołę osobie, której bardzo chciałam. Na pewno było mi już nieraz smutno…

- Smutno? To z jakiego powodu?

- Źe tak szybko to życie tu zleciało. Źe tak szybko mija czas. Tylko z tego powodu.

- Jest pani pewna, że następczyni będzie gwarantem tego, że szkoła będzie się rozwijać we właściwym kierunku?

- Nie rozważam tego w tej kategorii. Jest nowa pani dyrektor. Ona wzięła na siebie odpowiedzialność, nie ja. Ja zrobiłam, co mogłam. Dalej musi sobie radzić sama i realizować własną wizję szkoły. I w tym jest normalność, bowiem też źle czułabym się, gdybym miała realizować do końca wizję poprzedniego dyrektora. Od 15 sierpnia nowa pani dyrektor zacznie realizować swoją wizję i będzie mi przyjemnie, jeśli mnie zaprosi.

- Czyli do 15 sierpnia pani będzie podejmować decyzje, także kadrowe, choć dotyczące już nowego roku szkolnego?

- Owszem, ale nie podejmę żadnej decyzji bez woli nowej dyrektorki, a mówiąc dokładniej – bez jej decyzji. Moja rola w tym wszystkim będzie już tak naprawdę tylko czystą formalnością.

- Czy jest jakieś zdarzenie, o złych pani zapomina, które pozostanie w pani pamięci na zawsze?

- Zapamiętałam takie jedno, ale nie nadaje się do gazety.

- Nawet miłe nie nadaje się do gazety?

- Było wesołe, śmieszne, ale związane z kontrolą, więc nie chcę o tym mówić.

- A uczeń czymś zaskoczył?

- Podbiegł do mnie ostatnio jeden i wyznał, że jestem mu bliska, więc żebym nie odchodziła…

- A czego pani nigdy nie zapomni z tej szkoły?

- Atmosfery. Jest wyjątkowa. No idealnie nie jest nigdzie, nawet w domach…

- Jak będzie wyglądać pani pożegnanie?

- Najpierw pożegnam się z prezydium Rady Rodziców, potem trzecich klas, ogólne na zakończenie roku szkolnego a zaraz potem z pracownikami szkoły.

- Odchodzą także wraz z panią jeszcze dwie wicedyrektorki?

- Tak, a zważywszy nas to, że jedna z wicedyrektorek rezygnuje z funkcji, a druga zostaje dyrektorem, w szkole będzie cała dyrekcja nowa, bo i dyrektorka i czterech wicedyrektorów.

- Na swoim koncie ma pani Nagrodę Ministra Edukacji Narodowej, Medal KEN i wiele innych. A miasto Gdańsk w jaki sposób pożegna Elżbietę Nikiel?

- Nie wiem, podobno mam otrzymać Nagrodę Prezydenta Miasta Gdańska.

- Pozostawia pani dobrą załogę?

- Zdecydowanie. To wspaniali ludzie. Oczywiście sporo młodych osób. Pracować przychodzą tu już nasi absolwenci. Uważam, że kadrę zawsze należy odmładzać.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: TG

Deleted user Aug 3 '07

Od lipca spółdzielnia podwyższyła opłaty za wywóz śmieci spod naszych domów. Nowa stawka, 3 zł brutto od osoby, nie jest zależna od spółdzielni, lecz wynika z faktycznie ponoszonych kosztów. Mieszkańcy śmietniki dopomagają zapełnić członkom spółdzielni ich sąsiedzi – właściciele okolicznych domów jednorodzinnych. Podrzucanie przez nich nieczystości odbywa się już bez jakiegokolwiek skrępowania – ot, w biały dzień. To bulwersuje ludzi z LWSM Morena, którzy nie chcą płacić za nieswoje brudy.

Zarząd spółdzielni poinformował, że od 1 lipca 2007 roku ulega zmianie miesięczna opłata za usuwanie nieczystości z nieruchomości mieszkalnych. Nowa stawka wynosi 3 zł brutto od osoby. Konieczność podjęcia tej decyzji wynikała przede wszystkim z blisko 70 procentowego wzrostu, postępującego od 2005 roku, opłaty z tytułu składowania odpadów komunalnych liczonych od każdej tony odpadów złożonych na składowisku komunalnym w Gdańsku Szadółkach. Z wnioskiem o dokonanie podwyżki opłaty za usuwanie nieczystości wystąpiła w październiku 2006 r. firma usuwająca nieczystości z obszaru spółdzielni, czyli Przedsiębiorstwo Robót Sanitarno-Porządkowych S.A. w Gdańsku. Zarząd skierował zapytania ofertowe do firm zajmujących się gospodarką odpadami działających na terenie Trójmiasta z wnioskiem o przedstawienie oferty cenowej na świadczenie usług usuwania nieczystości. Złożone oferty zawierały stawki opłaty w wysokości od 3,32 zł brutto do 4,06 zł brutto od osoby, a więc były sporo wyższe od opłaty zawartej we wniosku PRSP S.A. Warto zaznaczyć, że dotychczasowa stawka obowiązywała w niezmienionej wysokości od stycznia 2003 roku.

Mieszkańcy tymczasem są zbulwersowani, gdyż ze śmietników znajdujących się przy ich budynkach coraz częściej korzystają właściciele okolicznych domków.

- Często widujemy, jak podjeżdżają tu pod śmietniki swoimi autami z bagażnikami wypełnionymi workami śmieci – mówi Klaudiusz Ł., mieszkający przy ul. Bulońskiej. – Z naszego balkonu widać to bardzo wyraźnie. Ludzie Ci nie czują nawet żadnego skrępowania. Zachowują się tak, jakby mieli do tego pełne prawo. Nie wyglądają na biednych, podjeżdżają luksusowymi autami. I wywalają, bo lepiej komuś to zrobić, niż samemu płacić. Czas najwyższy, aby spółdzielnia zainteresowała się kompleksowym rozwiązaniem tego problemu.

Florian Wojciechowski, przewodniczący Rady Nadzorczej LWSM Morena przyznaje, że zjawisko to nie jest spółdzielni obce.

- Wiemy o takich nagannych zachowaniach sąsiadów – powiedział naszej gazecie. – Z pewnością będzie trzeba pilnie zająć się tą kwestią, bo mieszkańcy powinni mieć absolutną gwarancję tego, że płacą za swoje, a nie obce. Z zarządem rozważymy, co zrobić z tym fantem tym bardziej, że proceder ten się nasila i jest już zauważalny niemal we wszystkich naszych jednostkach mieszkalnych. Właściciele domów jednorodzinnych, oczywiście nie wszyscy, wola komuś podrzucać śmieci, niż płacić samemu za ich wywóz. Być może będzie trzeba zamykać śmietniki, chociaż wtedy też nie będzie gwarancji, że przyjezdni nie zrzucą swoich brudów tuż przed ogrodzeniami śmietników.

Może warto, aby spółdzielnia wystąpiła do prezydenta Gdańska, aby ten w ramach swoich kompetencji zlecił strażnikom miejskim przeprowadzenia kontroli w sąsiednich posesjach – mają pomysł niektórzy członkowie spółdzielni. – Niech im udokumentują wywóz swoich śmieci.

- Jeśli chodzi o wywóz nieczystości, to spółdzielnia ma możliwość negocjowania ceny z firmą, która obsługuje osiedle – twierdzi Regina Talik, delegatka na Zebranie Przedstawicieli LWSM Morena. - Jeśli porównać cenę do obowiązującej na innych osiedlach, to jest ona różna. Zależy od podpisanej umowy z wykonawcą tej usługi. A patrząc na to, że pod kontenery przyjeżdżają samochody i wyrzucają śmieci, to według mnie jest winne są władze miasta, bo nie sprawdzają czy mieszkańcy domków jednorodzinnych mają podpisane umowy na wywóz nieczystości. Tutaj nie ma możliwości kontrolowania przez spółdzielnie i tylko od ludzi zależy, czy będą wykorzystywać innych, aby płacili za wywóz ich nieczystości. Sprawa, choć śmierdząca, musi bulwersować, bo wszyscy za tę usługę musimy płacić.

I jak się okazuje, od lipca nawet drożej...

(g)

Deleted user Aug 3 '07

Ulica Powstania Listopadowego już nie jest w utrzymaniu LWSM Morena, ale jeszcze nie jest prawnie w utrzymaniu Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku. Zawisła chwilowo w próżni. Jak to możliwe?

Kierowcy mogą tu łamać resory swoich pojazdów, a piesi ocierać się o nieszczęśliwy upadek. Dziura na dziurze w nawierzchni tej drogi powoduje coraz więcej narzekań. Dlaczego nikt nie interesuje się stanem nawierzchni tej drogi?

- Bardzo mi przykro, ale ulica ta jest w utrzymaniu nie naszym, lecz miasta – odrzuca zarzuty Bogusław Heger, wiceprezes zarządu LWSM Morena. – My już w tą drogą nie mamy nic wspólnego.

- Rzeczywiście ulica Powstania Listopadowego na Morenie nie jest już w utrzymaniu spółdzielni mieszkaniowej na Morenie, ale nie jest jeszcze w naszym stałym utrzymaniu, gdyż nam jej prawnie do tej pory nie przekazał Wydział Skarbu UM w Gdańsku – tłumaczy Maciej Radowicz z Dyrekcji Dróg i Zieleni w Gdańsku. – My możemy jedynie skutecznie zajmować się drogą, jeśli zostanie nam przekazana w zarząd trwały. Źeby jednak tak się stało, to Wydział Skarbu musi najpierw tą ulice wycenić. Wycena jest konieczna po to, abyśmy potem z tytułu pełnienia zarządu trwałego mogli odprowadzać 1 procent wartości tej ulicy. Brzmi to zapewne bardzo skomplikowanie, ale taki jest ustawowy wymóg i jest to niezależne od nas. W tej chwili czynność ta trwa i podejrzewamy, że w ciągu miesiąca, może odrobinę dłużej, droga ta zostanie nam przekazana.

Maciej Radowicz zaznacza, że obowiązuje ustawa o zamówieniach publicznych i Zarząd Dróg i Zieleni nie może wydawać pieniędzy na coś, co nie jest w zarządzie trwałym. Toteż ulica Powstania Listopadowego utknęła czasowo w próżni.

- Mamy pat, gdzie spółdzielnia drogę przekazała, a my jeszcze nie otrzymaliśmy jej w zarząd trwały, ale taka jest procedura i jej nie ominiemy – dodaje Radowicz.

(g)

Deleted user Aug 3 '07

Bezpieczne i bardzo wytrzymałe. Takie mają być szyny, po których pod koniec tego roku pojedzie tramwaj na Chełm. Pierwsze 50 metrów torów nowej linii tramwajowej robotnicy położyli przy ulicy Sikorskiego.

Budowie linii tramwajowej kibicują mieszkańcy osiedla, gdańscy urzędnicy i radni. Pojawienie się pierwszych torów przy ulicy Sikorskiego ucieszyło panią Jolantę, mieszkankę z ulicy Chałubińskiego.

- Mieszkam na siódmym piętrze i codziennie z balkonu przyglądam się pracom. Pierwsze tory to realny znak, że budowa nie utknie w połowie, ale tramwaj naprawdę pojedzie przez naszą dzielnicę. Nie mogę się doczekać, kiedy przesiądę się z autobusu na tramwaj – mówi mieszkanka osiedla.

Na tramwaj chełmianie czekają prawie trzydzieści lat. Plany budowy linii tramwajowej prowadzącej z centrum na Chełm pojawiły się już w latach 70.tych. Przygotowano nawet infrastrukturę. Pas zieleni biegnący wzdłuż ulicy Armii Krajowej czekał na ułożenie szyn. Wybudowano też wiadukty ze schodami, które miały prowadzić na przystanki. Przez wiele lat schody prowadziły donikąd, a pasem zieleni mieszkańcy spacerowali z psami, biegali, jeździli rowerami.

Szansa w Unii

W poprzedniej kadencji Rady Miasta Gdańska temat budowy tramwaju powrócił za sprawą radnej Agnieszki Pomaskiej. Pomaska, wówczas studentka i najmłodsza gdańska radna wyszła z inicjatywą umieszczenia tramwaju na liście zadań w wieloletnim planie inwestycyjnym Gdańska. Stworzyła nawet własną stronę internetowa poświęconą właśnie tramwajowi. Jako radna bieżącej kadencji przygląda się postępowi prac.

- Oglądałam pierwsze szyny i niezmiernie się cieszę, że są. Tym bardziej, że wiele osób podchodziło z rezerwą do tej inwestycji – przypomina radna Pomaska. - Były obawy, że przedsięwzięcie nie ruszy wcale, a jeśli uda się rozpocząć budowę to i tak budowlańcy nie zmieszczą się w terminie. Na razie nie ma żadnych problemów i prace postępują zgodnie z harmonogramem. Wygląda na to, że linia tramwajowa będzie gotowa na czas.

Agnieszka Pomaska, kiedy postanowiła walczyć o tramwaj możliwość sfinansowania przedsięwzięcia widziała w Unii Europejskiej. Udało się. Unia dopłaci do budowy tramwaju w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Warunkiem otrzymania pieniędzy jest zakończenie prac do końca tego roku.

Symbol integracji

- Prace przebiegają zgodnie z harmonogramem. Na 30 października planowane jest zakończenie prac budowlanych – informuje Antoni Szczyt, zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta w Gdańsku. - Oczywiście dopuszczam jakieś drobne poprawki, ale pierwszy kurs tramwajem odbędzie się jeszcze w tym roku. Cieszę się, bo tramwaj na Chełm to sukces Gdańska. Europa zachodnia buduje komunikację dużych miast właśnie w oparciu o tramwaje. Tak jest choćby we Francji czy u naszych sąsiadów, Niemców, gdzie buduje się tzw. szybkie tramwaje, miejskie tramwaje lub „pratramwaje”, takie które wyjeżdżają za miasto i jeżdżą także po torach kolejowych.

Dyrektor Szczyt przypomina, że budowa linii tramwajowej na Chełm to kolejny etap realizacji Gdańskiego Projektu Komunikacji Miejskiej.

- W ramach tego projektu była restrukturyzacja Związku Komunikacji Miejskiej, zakup 33 nowych autobusów czy modernizacja 20 kilometrów torów tramwajowych. Linia na Chełm to 4,9 kilometra torów, razy dwa, bo torowiska są podwójne. Tramwaj na Chełm usprawni gdańską komunikację i zastąpi pięć funkcjonujących obecnie linii autobusowych, które zostaną ograniczone lub zlikwidowane.

Zdaniem Antoniego Szczyta tramwaj na Chełm jest symbolem integracji komunikacji miejskiej. Przemieszczając się po mieście tramwajem szybciej dotrzemy na przystanek SKM czy autobusowy węzeł przesiadkowy.

Bezpieczne i mocne

Tramwaj na Chełm będzie zatem szybszy niż autobus, bardziej ekonomiczny i ekologiczny. Ma też być bardzo bezpiecznym środkiem komunikacji, a to ze względu na mocne i precyzyjnie wykonane tory. Szyny są spawane przy użyciu tzw. technologii termitowej. Termit to materiał stosowany jako środek do spawania rur i szyn kolejowych. Materiał ten umieszcza się w dozowniku pod szyną, a zapalony termit dostarcza ogromnej energii potrzebnej by powstała precyzyjna spoina. Dzięki temu, że spawanie z użyciem termitu wypełnia metalem wewnętrzne powierzchnie styku, jest on bardzo wytrzymały, odporny na korozję i dobrze przewodzi prąd elektryczny. Pierwsze 50 metrów torów chełmskiej linii tramwajowej przy zastosowaniu tej technologii położono przy ulicy Sikorskiego. W następnej kolejności będą układane tory na początku trasy na skrzyżowaniu ulic 3 Maja i Armii Krajowej.

(mag)

Deleted user Aug 3 '07

48 mieszkań zostało zalanych, kiedy Gdańskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej wpuściło wodę do rur centralnego ogrzewania. Popękały odpowietrzniki w lokalach na ostatnich kondygnacjach.

Poszkodowani zostali mieszkańcy kilkunastu bloków na jednostce F przy ulicach Cieszyńskiego, Kopeckiego i Więckowskiego. Rury zaczęły przeciekać przed godziną 14, w poniedziałek 2 lipca. W lokalach na ostatnich kondygnacjach lały się fontanny wody z odpowietrzników przy grzejnikach. W wielu przypadkach woda zalała także mieszkania piętro, a nawet dwa piętra niżej.

- Woda lała się ciurkiem po rurach centralnego ogrzewania – mówi mieszkaniec z trzeciego piętra w bloku przy Cieszyńskiego. – Awaria dotknęła dwóch pomieszczeń. Ze ścian odeszła farba. Woda dostała się pod podłogę, co spowodowało wybrzuszenia parkietu. Zalane zostało też mieszkanie sąsiadów mieszkających piętro niżej.

Nie pomogło podstawianie misek i wycieranie kałuży ścierkami. Woda leciała z czwartego piętra przez kilka godzin. Lokatorzy interweniowali w spółdzielni. Dopiero około godziny 16 pracownik administracji przyszedł zakręcić zawór centralnego ogrzewania w piwnicy. Mimo to woda lała się jeszcze przez godzinę.

Kto odpowiada za awarię?

Mimo, że zdarzenie miało miejsce w godzinach pracy spółdzielni ( w poniedziałki pracuje do 17), pełniący obowiązki prezesa spółdzielni Stanisław Jaruzel o awarii dowiedział się od nas następnego dnia. Po godzinie od naszego telefonu ustalił, że zalanych zostało 48 lokali na terenie jednostki F.

- Rzeczywiście mieliśmy dziesięć zgłoszeń, wpłynęła też pisemna skarga. Odpowiedzialne za zaistniałą sytuację jest Gdańskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej – stwierdził. – Pracownicy GPEC puścili wodę w centralnym ogrzewaniu bez porozumienia z nami. Nie mieliśmy nawet możliwości powiadomienia mieszkańców. Takie sytuacje nie mogą mieć miejsca, tym bardziej, że trwa sezon urlopowy i wielu lokatorów przebywa poza domem.

GPEC utrzymuje, że woda została puszczona w porozumieniu z pracownicą administracji spółdzielni.

- 2 lipca, o godzinie 9 dostaliśmy zgodę od pani Grażyny Brychczyńskiej na puszczenie wody – informuje Alina Geniusz-Siuchnińska, rzecznik prasowy GPEC. – Woda została puszczona w standardowym ciśnieniu. Gdzie zatem tkwi problem? W tym, że odpowietrzniki były niesprawne albo lokatorzy nie odpowietrzyli kaloryferów. GPEC odpowiada za węzeł, a za kaloryfery i instalacje wewnątrz odpowiedzialna jest spółdzielnia mieszkaniowa. Ta sytuacja pokazuje, że warto większą uwagę poświęcić na komunikowanie się.

Kolejka po odszkodowanie

Lokatorzy z czwartych kondygnacji twierdzą, że odpowietrzniki na ostatnich piętrach nie wytrzymały ciśnienia wody, bo przed laty instalacje zostały niefortunnie zmodernizowane. Rury ucięto na wysokości metra i założono odpowietrzniki.

- Rury od centralnego ogrzewania ucięto, bo takie były wówczas wymogi techniczne. Ktoś podjął taką decyzję i zadanie zostało wykonane – wyjaśnia Stanisław Jaruzel.

Poszkodowani lokatorzy zamierzają ubiegać się o odszkodowanie za poniesione straty. Pierwsze wnioski o rekompensatę za zniszczenia już wpłynęły do spółdzielni.

- SM „Chełm” jest ubezpieczona w Filarze. Poszkodowani lokatorzy mogą domagać się zatem odszkodowania za poniesione straty – dodaje S.Jaruzel.

(mag)

 

Deleted user Aug 3 '07
Pages: «« « ... 14 15 16 17 18 ... » »»
  • Save this on Delicious
  • Buffer

News

Koszalin

Kalendarium[edytuj] do XII w.[edytuj] ok. 847 Starcie zbrojne osadnik w Koszalina z grupą skandynawskich wojownik w przybyłych w te okolice w poszukiwaniu surowc w kopalnych, w szczeg lności mie

تست

سلام علیکم میخوام تست کنم

Lorem ipsum2

test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test

Lorem ipsum

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Duis egestas erat eget purus cursus tempus. Pellentesque dolor nulla, vestibulum vel dapibus eu, mollis eu nisl. Maecenas quam magna, imperdi

Trzy czwarte sukcesu

Mecz siatk wki Polska Brazylia, czyli wielka inauguracja hali widowiskowo-sportowej Ergo Arena już za nami. Emocji było co niemiara. Szykowały się protesty, a nawet blokada osiedla. Tymczasem na razie

Sport w kadrze i na żywo

Niezwykłe rozpoczęcie roku szkolnego szykuje się w Zespole Szk ł nr 7. Planowane są nie tylko rozgrywki sportowe, ale także rozstrzygnięcie wielkiego konkursu fotograficznego.Pomysł na połączenie inau

Osiedle na podglądzie

Kamery są potrzebne. O monitorowaniu deptaka oraz naszych osiedlowych uliczek m wi się od dawna. Jest nadzieja, że wreszcie nadejdzie przełom w tej sprawie.Sieć kamer to ochrona mieszkańc w przez band

OnLine

Friends OnLine

No Title

 
FOLLOW US: