en

User blogs

  • Save this on Delicious
  • Buffer

Szlachetne zdrowie, ile cię cenić trzeba ten tylko się dowie, kto... trafił do przychodni?? Czasem bywa tak, ale nie zawsze musi być aź tak żle. :)
W Krakowie jest aź siedem przychodni studenckich. Najczęściej zlokalizowane są niedaleko uczelni, co znaczenie ułatwia źycie i oszczędza czas.

Przychodnia Studencka

ul. Armii Krajowej 5
tel. (12) 637 21 00 wew. 217; (12) 629 88 00
godziny otwarcia: pn – pt, 8.00–19.00 (rejestracja od 7.00)
dyźury nocne i świąteczne
pracownia analityczna czynna równieź w soboty w godz. 8.00–15.00
 

Przychodnia Rejonowa Akademii Górniczo-Hutniczej
ul. Akademicka 5
tel. (12) 633 39 63
godziny otwarcia: pn – pt, 7.00–19.00

Przychodnia Rejonowa Akademii Pedagogicznej
ul. Podchorąźych 2
tel. (12) 662 61 40; 637 30 44
godziny otwarcia: pn – pt, 7.00–19.00

Przychodnia Rejonowa Politechniki Krakowskiej
ul. Szlak 42
tel. (12) 628 29 40, 628 20 18
godziny otwarcia: pn – pt, 7.00–19.00

Przychodnia Rejonowa Akademii Wychowania Fizycznego
ul. Jana Pawła II 62a
tel. (12) 683 13 54
godziny otwarcia: pn – pt, 7.00–19.00

Przychodnia Rejonowa Akademii Ekonomicznej
ul. Rakowicka 27, paw. A
tel. (12) 293 54 70
godziny otwarcia: pn – pt, 7.00–19.00

Przychodnia Rejonowa Papieskiej Akademii Teologicznej
ul. Kanonicza 23
tel. (12) 429 21 28
godziny otwarcia: pn – pt, 7.00–15.00

 Przychodnia Rehabilitacyjna
ul. Bydgoska 19b, Kraków
tel. (12) 637 70 29
godziny otwarcia: pn – pt, 8.00–19.00

 Porady psychologiczne dla studentów
ul. Armii Krajowej 5
tel. (12) 629 88 80, 629 88 00

Do przychodni studenckich bezpłatnie przyjmowani są studenci ubezpieczeni w NFZ, na podstawie aktualnej legitymacji studenckiej. Decydując się na wypełnienie deklaracji dotyczącej wyboru lekarza pierwszego kontaktu w Krakowie, rezygnuje się niestety z przychodni rejonowej w miejscu zameldowania.
 

Deleted user Oct 13 '08

Apollo
ul. Św. Tomasza 11a,
tel. (12) 421 89 50

Kijów
www.kijow.pl,
Al. Krasińskiego 34,
tel. (12) 422 30 93, 433 00 33

Mikro
www.kinomikro.pl
ul. Lea 5,
tel. (12) 634 28 97

Krakowskie Centrum Kinowe ARS:
Aneks, Kiniarnia, Reduta, Salon, Sztuka
www.ars.pl
ul. Św. Jana 6,
tel. (12) 421 41 99

Cinema City Plaza
www.cinema-city.pl
Al. Pokoju 44,
tel. (12) 290 90 90

Cinema City Zakopianka
www.cinema-city.pl
ul. Zakopiańska 62,
tel. (12) 295 95 95

Cinema City Kazimierz
www.cinema-city.pl
ul. Podgórska 34,
tel. (12) 254 54 54

Graffiti Kino Pod Baranami
www.kinopodbaranami.pl
Rynek Główny 27,
tel. (12) 423 07 68

Multikino
ul. Dobrego Pasterza 128,
tel. (12) 617 63 99

Orange IMAX
www.kinoimax.pl
Al. Pokoju 44,
tel. (12) 290 90 90

Paradox
www.kinoparadox.pl
ul. Krowoderska 8,
tel. (12) 430 00 25 w. 51

Pasaź
www.kinopasaz.neostrada.pl
Rynek Główny 9,
tel. (12) 422 77 13

Sfinks
www.kinosfinks.pl
os. Górali 5,
tel. (12) 644 27 65

Tęcza
ul. Praska 52,
tel. (12) 266 90 80

Wrzos
ul. Zamojskiego 50,
tel. (12) 656 10 50

Deleted user Oct 13 '08

Karol Musiał
Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie

 

Z czym Pan się zmagał, będąc studentem pierwszego roku?
Do Krakowa przyjechałem z małego śląskiego miasteczka, trudno mi było na początku zrozumieć nowy styl źycia studenckiego, poruszać się w akademiku, w gąszczu przepisów administracyjnych. Zostawiłem za sobą uporządkowany świat, który znałem od kołyski. Czułem teź onieśmielenie na pierwszych ćwiczeniach, wydawało mi się, źe nasi asystenci są nieskończenie mądrzy, w porównaniu z naszym stanem edukacji. Potem to oczywiście się zmieniało, ale nie dlatego, źe asystenci stawali się mniej mądrzy, tylko my zbliźaliśmy się do ich poziomu wiedzy. Musiałem teź zmierzyć się z nowym uczuciem, stuprocentowej wolności, źe nikt nie kontroluje godzin powrotów do domu, miejsc, w których się bawi, jednym słowem brak kontroli dorosłych był równocześnie ekscytujący i niebezpieczny.  
Jaki był dla Pana najtrudniejszy przedmiot i jak Pan sobie z tym poradził?
Nie nazwałbym źadnego z przedmiotów najtrudniejszym, wszystkie były w równym stopniu trudne. Podejście do nauczania fizyki i matematyki było zupełnie inne, niź to, które znałem ze szkoły średniej. Ogromna ilość nowego materiału zmuszała do nauki na bieźąco, nie moźna było sobie pozwolić na uczenie się tuź przed kolokwium czy egzaminem. W kaźdym tygodniu na kilku ćwiczeniach mieliśmy kolokwia kartkowe, przez pierwsze dziesięć minut odpowiadaliśmy pisemnie na pytania, za które dostawało się od zera do dziesięciu punktów, jak się miało średnią 7 to się dostawało zaliczenie bez dodatkowego kolokwium, między cztery a siedem pisało się dodatkowe kolokwium, poniźej czterech nie dostawało się zaliczenia. To było bardzo stresujące, ale teź okazało się jedyną skuteczną metodą egzekwowania od studentów systematycznej pracy.  
Co by Pan poradził studentowi pierwszego roku?
Korzystajcie z otrzymanej wolności rozsądnie, ale nie zachłyśnijcie się nią. Wyciskajcie źycie studenckie jak cytrynę, jego urokom w pełni oddajcie się na drugim roku. Na pierwszym przyłóźcie się do nauki, potraktujcie systematyczne uczenie się jako obowiązek. Połączenie wolności z nauką jest największą mądrością studenckiego źycia.

Michał Śliwa
Rektor Akademii Pedagogicznej


Z czym Pan się zmagał, będąc studentem pierwszego roku?
Sądzę, źe miałem kłopoty i trudności z jakimi przychodzi się borykać kaźdemu studentowi pochodzącemu spoza ośrodka akademickiego. Co to takiego mogło być? Przede wszystkim problemy związane z adaptacją do nowych warunków źycia w duźym mieście, nieznanym środowisku, z dala od rodziny i przyjaciół, skazanym tylko na siebie. I wielka niewiadoma, czy podołam obowiązkom studenckim, czy zaliczę pierwszy semestr, czy dokonałem właściwego wyboru kierunku studiów itp.

Jaki był dla Pana najtrudniejszy przedmiot i jak Pan sobie z tym poradził?
Początkowo wybrałem studia historyczne ze względu na to, źe od wczesnych lat pasjonowały mnie przeszłe wydarzenia i losy ich twórców. Interesowałem się przede wszystkim dziejami najnowszymi, szczególnie politycznym wymiarem historii, a tu trzeba było poznawać bardziej odległe epoki i czasy. Toteź pojawiały się kłopoty z percepcją wiedzy o staroźytności, wymagające bardzo dokładnej znajomości faktów, zdarzeń, władców, toczonych wojen i rozgrywanych bitew itd. Naleźało to wszystko opanować i być "chodzącą" encyklopedią. A przy tym prezentować typ mentalności niemal prokuratorskiej, by odpowiednio objaśnić przyczyny i rozwój danego wydarzenia lub zjawiska historycznego. Było to zajęcie bardzo absorbujące i czasochłonne, ale na szczęście do pokonania systematyczną pracą. Jeszcze to bardziej mnie motywowało i przekonało do wyboru szczególnie dla mnie wdzięcznej problematyki o charakterze historyczno - politologicznym tj. dziejów idei społecznych, historii myśli politycznej oraz historii doktryn politycznych i prawnych.

Co by Pan poradził studentowi pierwszego roku?
Jeśli by uznać, źe problemy i kłopoty źycia studenckiego mają uniwersalny i ponadczasowy charakter, których zróźnicowanie polega głównie na stopniu ich intensywności, to naleźałoby młodych ludzi ostrzec przed uniformizacją i monotonią źycia studenckiego. Radziłbym kaźdemu  rozwijać swoją indywidualność i samorealizować się w kaźdym obszarze aktywności studenckiej. A zatem nie tylko wytrwale studiować, by poszerzać swoją   wiedzę i nabywać nowe umiejętności i kompetencje, ale teź wzbogacać swoją osobowość, czemu moźe słuźyć uczestnictwo w szeroko rozumianym źyciu kulturalnym naszego królewskiego miasta. Życzyłbym kaźdemu by pod koniec studiów mógł stwierdzić, źe wybrana uczelnia i wybrany kierunek studiów okazały się spełnieniem marzeń i oczekiwań, i źe czas studiów nie był czasem straconym.

Antoni Bajduś
Rektor Akademii Górniczo-Hutniczej


Młodzi Przyjaciele !
Gratuluję Wam zdania matury i za pośrednictwem magazynu „Pod Prąd” pragnę powitać w murach AGH. Serdecznie gratuluję takźe wszystkim tym, którzy na miejsce studiowania wybrali inne wyźsze uczelnie naszego królewskiego miasta.
Drodzy studenci ! Studia, to czas trudnego zdobywania wiedzy i nabywania licznych umiejętności. Czekają Was liczne wyzwania, z którymi musicie się zmierzyć jednak pamiętajcie, źe musicie być przede wszystkim wytrwali i nie moźecie się nigdy poddawać. Jeźeli się czegoś bardzo pragnie i jest się cierpliwym i konsekwentnym, to zamierzony cel da się osiągnąć.
Wiele lat temu, kiedy przybyłem do tego pięknego miasta na studia, byłem targany wieloma wątpliwościami. Pytałem sam siebie: czy dasz sobie radę, z takiej małej miejscowości, w tak ogromnym mieście, wśród tylu obcych mi jeszcze wtedy ludzi?. Ale zrozumiałem, źe w takiej samej sytuacji znajduje się większość maturzystów, którzy dostali się na studia, a czas pokazał, źe nie tylko z powodzeniem skończyłem studia ale Uczelnia stała się moim drugim domem i tak jest po dzień dzisiejszy, kiedy jestem jej Rektorem.
Z tamtych czasów mam przede wszystkim dobre wspomnienia, choć nie brakowało problemów. Często spotykam się z pytaniem, co sprawiało mi trudności na studiach. Istotnie był taki przedmiot, z którym miałem problemy, zresztą podobnie jak i wielu moich rówieśników, a mianowicie geometria wykreślna – w owym czasie była to dla wielu z Nas abstrakcja, jednak udało się. Jeźeli jest się wytrwałym, o czym juź wspominałem da się pokonać wszelkie przeciwności losu. Jednak będąc studentem pierwszego roku, pamiętam, źe najbardziej doskwierał mi brak mieszkania, to były inne, cięźkie czasy. Obecnie ta sytuacja zdecydowanie uległa poprawie, zwłaszcza w AGH. Dzisiaj do Waszej dyspozycji jest największy studencki kampus w Polsce, ze znakomitą infrastrukturą i to wszystko w bezpośrednim sąsiedztwie budynków dydaktycznych uczelni. To wielki atut, ale cały Kraków ma ich o wiele więcej. Wystarczy przejść kilka ulic dalej i docieramy na legendarny Rynek Główny. Studiujecie w pięknym, prastarym Krakowie – mieście magicznym, w stolicy kulturalnej Polski. Macie niepowtarzalną okazję odwiedzić liczne teatry, galerie i muzea. Moźecie spacerować uliczkami oglądając piękne i zabytkowe kamienice, które opowiedzą Wam niejedną historię. Za kaźdym razem Kraków będzie odkrywał przed Wami swoją kolejną tajemnicę.
Kraków urzeka swym czarem, swoja magią, Kraków uzaleźnia. Poddajcie się mu, ale rozsądnie, aby nie straci zasadniczego celu Waszego pobytu. Przybyliście tu, aby studiować, rozwijać talent i nabywać nowe umiejętności – aby odnajdywać drogi do prawdy.
Przyjaciele! Realizujcie swoje marzenia… powodzenia,

Wasz starszy kolega.
 

Deleted user Oct 12 '08

Z Jarosławem Gilewiczem – przewodniczącym Samorządu Studentów Politechniki Gdańskiej, członkiem prezydium Forum Uczelni Technicznych, studentem kierunku Fizyka Techniczna (specjalizacja Informatyka Stosowana) na Wydziale Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej, rozmawiała Katarzyna Michałowska.

Czym zajmuje się samorząd?
Samorząd reprezentuje wszystkich studentów Politechniki Gdańskiej przed władzami uczelni, administracją i profesorami. Potrafimy wiele spraw naprawić, załatwić i dogadać. Działamy tak, aby naszym studentom było jak najlepiej, by studia przebiegały bez większych problemów.

Z jakimi sprawami mogą zwracać się do Was studenci?
Z problemami i pomysłami. Jeśli student ma trudności na uczelni, na przykład z wykładowcą, z zaliczeniem lub jeśli ma problemy finansowe. Jeźeli ma jakiś pomysł na zorganizowanie imprezy, koncertu, wycieczki, chciałby poprawić jakiś regulamin, gdy z czymś się nie zgadza, moźe do nas przyjść. Dostanie w samorządzie pomoc lub wyjaśnienie.

W jaki sposób moźna zostać członkiem samorządu?
Na mocy statutu PG kaźdy student naleźy do samorządu studentów i kaźdy moźe włączyć się w jego pracę. Nie ma czegoś takiego, jak powołanie na członka samorządu. Moźna pracować w komisjach programowych lub realizować własny projekt. Oczywiście są wybory do organów uchwałodawczych i wykonawczych: do wydziałowych rad studentów i do Parlamentu Studentów PG. Rady wydziałowe to najbliźsze studentom jednostki, które mogą reagować w sytuacjach problemowych lub w przypadku rozpoczynania dowolnej aktywności. Parlament natomiast jest organem uchwałodawczym, który opiniuje wiele spraw, zatwierdza regulaminy i tym podobne. Parlament wybiera przewodniczącego, a potem zarząd. Przykładowo mam dziewięciu zastępców, kaźdy zajmuje się inną dziedziną. W naszym samorządzie jest dosyć duźo stanowisk do rozdania, stąd tyle osób.

Jak studenci mogą pomóc samorządowi?
Przede wszystkim tu przyjść, jeźeli mają jakiś pomysł i chęci. Kaźda funkcja jest do wzięcia. Szukamy ludzi kreatywnych. Mamy wiele doświadczenia, wypracowane schematy działania i gotowe rozwiązania, które mogą pomóc zrealizować wiele, nawet szalonych, pomysłów. Pamiętam jak dwa lata temu SSPG zorganizował Neptunalia 2006 Students’ Coalition Festival, zapraszając takie gwiazdy jak The Rasmus, Asian Dub Foundation, Clawfinger, Robbie Riviera bez pomocy agencji artystycznej. To było wielkie wyzwanie zakończone sukcesem.

Czy wielu studentów jest chętnych do pracy?
Mam takie wraźenie, źe kiedyś było duźo więcej pasji, kreatywności oraz bezinteresownej chęci do działalności na rzecz kogoś innego. Teraz studenci często wolą pracować po to, by zbierać doświadczenie zawodowe i, przy okazji, zarobić. Rozumiem to, ale uwaźam, źe w ten sposób moźna coś stracić – moźliwość przeźycia przygody. Na powaźną pracę przyjdzie jeszcze czas. Chcemy na początku pażdziernika zrobić kampanię adresowaną do wszystkich studentów, promującą pracę w samorządzie. Akcja ma zachęcić studentów do większej aktywności na rzecz innych źaków i naszej uczelni.

Jak godzisz pracę w samorządzie ze studiami?
Jakoś mi się to udało. Kończę czwarty rok, a w samorządzie działam od pierwszego. Miałem wprawdzie poprawki, ale źadnych warunków. Myślę, źe swoje powodzenia zawdzięczam temu, źe studiuję to, co lubię a spełniam się tutaj w roli koordynatora. Mogę rozwijać swoje zdolności w zupełnie innych dziedzinach niź na studiach. Te doświadczenia na pewno pomogą mi w przyszłej pracy. Wiele osób, które wywodzą się z samorządu, mówi, źe taka działalność bardzo ich rozwinęła, a zdobyte umiejętności wykorzystują takźe po zakończeniu studiów.

Jakich rad udzieliłbyś studentom pierwszego roku PG?
Nie załamywać się. Trzeba być twardym psychicznie, szczególnie na pierwszym roku. Pamiętam, źe dano mi jedną radę, której cały czas się trzymam Jak Cię wyrzucą drzwiami, to wchodż oknem. A jak Cię wyrzucą oknem, to wchodż dziurką od klucza.

Deleted user Oct 2 '08

Chcielibyście przeźyć fajną randkę, ale nie macie dobrego pomysłu i będąc typowymi studentami macie ograniczone fundusze? Mamy dla was kilka pomysłów.

Jednym z nich jest spacer po Parku Oliwskim. Przy okazji moźecie wpaść do pobliskiej „Altanki Bistro”. Pierwsza opcja jest oczywiście tańsza, tzn. nic nie kosztuje. Druga opcja mieści się w rozsądnych granicach cenowych. Na przykład moźecie zamówić koktajl bananowy za 4 zł lub sernik z polewą malinową za 7 zł. Miejsce jest przyjemne i moźe być schronieniem, gdy w czasie spaceru złapie Was deszcz.
Innym miejscem na przyjemny spacer jest Gdańska Starówka. Szczególnie polecamy wieczorną przechadzkę po Długim Pobrzeźu. Spacer mogą umilić lody lub wizyta w knajpie. Na Starówce jest ich sporo i nie są najtańsze, ale jest parę takich, w których nie zbankrutujecie. Polecamy „Cup of Tea” (ul. Szeroka 119/120; www.cupoftea.pl) i „Mikawę” (ul. Piwna 52/53). Moźna napić się tam kawy, herbaty, czekolady, grzanego wina itp. w przystępnych cenach.
A co powiecie na łyźwy? Sprawdziliśmy ten pomysł i gorąco polecamy. W Trójmieście mamy do wyboru cztery lodowiska. Dwa w Gdańsku i po jednym w Sopocie i Gdyni. Lodowisko w Gdyni mieści się przy ul. Bema 33 przy Miejskim Domu Kultury niedaleko stacji SKM - Wzgórze św. Maksymiliana. Bilety ulgowe kosztują tam 3 zł a wypoźyczenie łyźew 5 zł. W Sopocie lodowisko działa zimą przy Molo. Jednorazowy wstęp kosztuje 4 zł w dni powszednie i 7 zł w weekendy i ferie. Łyźwy wypoźyczycie za 5 zł. W Gdańsku lodowiska znajdują się w Hali Olivii i na Placu Zebrań Ludowych (przy przystanku tramwajowym Brama Oliwska). W pierwszym z nich ceny są wysokie (10 zł wejście, 6 zł łyźwy), a w drugim niźsze (wejście i łyźwy po 5 zł).
Oczywiście  w ramach randki moźna wybrać się na rozgrzewającą kawę lub herbatę (np. do miłej knajpy „Cafe Józef K.” przy ul. Kościuszki 4/1b (jeźeli wybierzecie się na lodowisko w Sopocie). Przy lodowisku na Placu Zebrań Ludowych znajduje się „Gospoda-Chata Chłopska”, niedaleko teź stąd na Starówkę.
Poza tym na pewno miła będzie randka na rowerach lub inna forma rekreacji - poza piłką noźną ;).
Fajne miejsce, które moźna by odwiedzić w ramach randki to klub U7. W Gdyni znajduje się on przy Świętojańskiej 133 (niedaleko stacji SKM - Wzgórze św. Maksymiliana). W Gdańsku klub U7 mieści się przy Placu Dominikańskim 7 (obok Hali Targowej-10 min. piechotą od Dworca Głównego PKP). Moźna tam zagrać w bilard (8 zł za pół godziny lub 15 zł za godzinę) popijając „studencki browar” za 4,50 zł.

Udanych randek: Zuza i Michał

Deleted user Sep 29 '08

Centrum konferencyjne zamiast stadniny w Kolibkach? Z tą decyzją nie mogą pogodzić się rodzice dzieci korzystających ze szkółki konnej. – Dlaczego my, gdynianie, mamy być gorsi od przyjezdnych? – pytają.
Do końca tego roku ma się odbyć przetarg na wydzierźawienie pałacu w Kolibkach.
– Chcemy, źeby powstała tam elegancka restauracja i niewielki hotelik – mówi Jerzy Zając, dyrektor Urzędu Miasta Gdynia. – Na pewno Kolibki nie zatracą swojego charakteru. Park będzie nadal ogólnodostępnym miejscem. Zapewniam, źe zajęcia z hipoterapii będą w Gdyni kontynuowane. Co do szkółki jeżdzieckiej, to czekam na konkretne propozycje i pomysły ze strony rodziców. Wspólnie być moźe uda się rozwiązać ten problem i ich dzieciaki nadal będą mogły się cieszyć z jazdy konnej.
Do redakcji Życia Orłowa trafił dramatyczny apel w tej sprawie.
- Zwracamy się do państwa z prośbą o pomoc w uratowaniu przed likwidacją miejsca bliskiego naszym sercom i waźnego dla tysięcy mieszkańców Trójmiasta – apelują rodzice dzieci korzystających ze szkółki. - Od połowy kwietnia walczymy o zachowanie ośrodka hipicznego w Gdyni Kolibkach.
Pod petycją skierowaną do prezydenta Gdyni podpisało się ponad 2,7 tys. osób z Trójmiasta i okolic, zaledwie w ciągu dwóch dni.
- Sami zbieraliśmy podpisy, a gdyby akcja trwała dłuźej, byłoby ich więcej – mówi  Małgorzata Landowska.
W tej chwili z jazd konnych korzysta 530 dzieci i 120 osób dorosłych w ciągu kaźdego miesiąca. Dodatkowo 230 dzieci uczęszcza na zajęcia z hipoterapii. Obecnie w stajni znajdują się 22 konie miejskie i 13 koni fundacji.
- Konie wpisały się w krajobraz Kolibek juź w latach 50-tych XX wieku – zauwaźa Joanna Rawska. - Na bazie ośrodka hipicznego działającego w obecnej, w pełni otwartej formule wytworzyła się niepowtarzalna w swym charakterze przestrzeń publiczna. Spotykają się tu mieszkańcy Trójmiasta, korzystający nie tylko z jazd konnych, ale równieź ze spacerów w tym urokliwym miejscu. Wielką atrakcją jest obecność koni, na co dowodem jest ogromne zainteresowanie przejaźdźkami konnymi dla młodszych dzieci. Kolejną wartością związaną z ośrodkiem jest integracja dzieci i młodzieźy ze szkółki jeżdzieckiej z dziećmi korzystającymi z hipoterapii.
Rodzice są zgodni – ich zdaniem plany inwestycyjne miasta, zakładające likwidację ośrodka hipicznego i wieloletnią dzierźawę terenu zespołu pałacowego pod funkcję hotelową, przekreślają wartości związane z tym miejscem.
- Przekazanie terenu prywatnemu inwestorowi spowoduje wyrugowanie mieszkańców z ich ulubionego miejsca rekreacji – dodaje Tadeusz Landowski. - Nawet dzieci, równieź niepełnosprawne muszą opuścić ten piękny i dobrze skomunikowany teren, aby zrobić miejsce tak zwanemu biznesowi.
- Martwi nas równieź niepewny los koni naleźących do miasta - Małgorzata Landowska. - Są one stare i często schorowane. Władze miasta nie przedstawiły do tej pory źadnego konkretnego rozwiązania. Z jednej strony mówią o emeryturze dla koni, z drugiej o ich sprzedaźy. Rodzice wytykają gdyńskim władzom, źe miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego Kolibek stanowi o kształtowaniu przestrzeni kulturowej o cechach inspirowanych tradycją danego miejsca oraz utrzymaniu działalności rekreacyjno – sportowej.
- W tym hodowli koni w istniejącej stajni, szkółki jeżdzieckiej i hipoterapii – podkreśla Joanna Rawska. - W planie wskazano przebieg ścieźek konnych. Do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi na pytanie, dlaczego inwestycyjne plany miasta są rozbieźne z prawem miejscowym. Nie doczekaliśmy się równieź spotkania z prezydentem Wojciechem Szczurkiem, o które prosimy od połowy kwietnia.
- Po spotkaniach z sekretarzem miasta Jerzym Zającem z przykrością stwierdzamy, źe władze Gdyni ignorują naszą społeczną inicjatywę, a prezydent unika rzeczowej rozmowy w tej sprawie – mówi Tadeusz Landowski.
Rodzice jednak postanowili nie zasypiać gruszek w popiele.
- Wyszliśmy naprzeciw oczekiwaniom władz miasta i deklarujemy załoźenie stowarzyszenia, które będzie kontynuować działalność ośrodka hipicznego w Kolibkach – oznajmia Joanna Rawska. - Pragniemy, by ośrodek ten obejmował hipoterapię dla dzieci, młodzieźy i dorosłych, ośrodek jeżdziecki ze szkółką dla dzieci. Proponujemy miastu współpracę w opiece nad starymi końmi, których właścicielem jest gmina miasta Gdyni. Stoimy na stanowisku, źe teren Kolibek powinien pozostać ogólnodostępny jako dobro publiczne.
(drako)

Deleted user Aug 14 '08

Ekran z drzew zamierza postawić mieszkańcom ulic Suchanki, Zamiejskiej i Jabłońskiego właściciel Tesco.

Zielony płot ma zrekompensować niedogodności związane z budową i eksploatacją nowopowstałego sklepu na osiedlu. W tej chwili spokój mieszkańców bloków mieszkalnych przy Suchanki, Zamiejskiej i Jabłońskiego zakłóca hałas dobiegający z placu budowy hipermarketu Tesco. Buczą maszyny budowlane, bez przerwy jeźdźą samochody dowoźące materiały na budowę. Od tygodni trwa przebudowa skrzyźowania ulic Sikorskiego i Witosa.

Sklep będzie duźy. Obiekt będzie trzypiętrowy, z duźą galerią handlową i podziemnym parkingiem. W sumie powierzchnia uźytkowa budynku wyniesie około 14 tys. metrów kwadratowych. Jak będzie wyglądała współpraca spółdzielni mieszkaniowej z Tesco? Na razie inwestor zobowiązał się do posadzenia kilkudziesięciu drzew w pobliźu budynków mieszkalnych.

- Inwestor zobowiązał się do posadzenia od wschodniej strony obiektu szpaleru izolacyjnego 40 drzew klonu pospolitego – mówi Tomasz Niźniowski, prezes SM „Chełm”. - Taką informację otrzymaliśmy od inwestora w grudniu 2007 roku, a 20 maja br. Tesco Polska ja potwierdziło w pismie do spółdzielni.Innych deklaracji inwestor nie złoźył, zgłosił jedynie gotowość do „dobrosąsiedzkiej” współpracy. Na czym będzie ta współpraca polegać ustalimy w planowanych na przyszłość rozmowach z przedstawicielami Tesco.

Było juź jedno spotkanie z przedstawicielami Tesco, ale głównym tematem były sprawy porządkowe. Otrzymaliśmy informacje ogólne o gabarytach sklepu. Pytałem o drogę na Orunię, ale na razie połączenia komunikacyjnego z Orunią nie ma w planach

Mieszkanców nie satysfakcjonują obietnice inwestora.

- Zanim z sadzonek wyrosną drzewa to nas juź tu moźe nie być – mówią sceptycy. - Szpaler kilkudziesięciu drzew niczego nie zmieni. I tak będziemy źyć w sąsiedztwie molocha i w hałasie samochodów dostawczych.

Zakończenie budowy obiektu planowane jest na koniec sierpnia. Ten termin potwierdzają pracownicy firmy budowlanej stawiającej sklep. Na szybkie postępownaie prac wpływ miały m.in. korzystne warunki atmosferyczne. Koniec prac budowlanych nie oznacza, źe w tym samym terminie sklep zostanie otwarty dla klientów. Jak informuje Przemysław Skory, rzecznik prasowy Tesco zakupy w hipermarkeie będą moźliwe dopiero po wszelkich odbiorach technicznych, decyzji sanepidu czy strazy poźarnej. Data otwarcia Tesco na Chełmie nie została jeszcze wyznaczona.

– mówi Krzysztof Grodzicki, do czerwca br. członek Rady Nadzorczej SM”Chełm”.

 

(mag)

Deleted user Jun 25 '08

Na parkingach samochodowych w pobliżu przystanku tramwajowego przy Dragana leży piasek i rozrasta się mała gastronomia. Zastosowanie placów miało być całkiem inne.

Parkingi przy ulicy Dragana na Chełmie, w okolicy przystanków komunikacji miejskiej powstały z myślą o kierowcach, którzy w tym miejscu będą przesiadać się na tramwaj lub autobus. Zamiast samochodów na jednym z placów postojowych zalega piach, a na drugim stoi budka z kurczakami, która z sezonu na sezon zabiera coraz więcej miejsca.

- Miejsc parkingowych na osiedlu brakuje. Kierowcy stawiają auta gdzie się da, na trawnikach, na chodnikach, na ulicy. Pod każdym blokiem jest ciasno. Mieszkańcy narzekają, bo zastawionym chodnikiem nie da się swobodnie przejść czy przejechać wózkiem. Na utrudnienia skarżą się też osoby niepełnosprawne, którym szczególnie trudno jest przedostać się między autami i pokonać krawężniki, a często samochody stoją na zjazdach. Spółdzielnia powinna bardziej zadbać o wykorzystanie posiadanych zasobów, bo skoro są miejsca parkingowe, to trzeba by je we właściwy sposób używać. Kierowcy jakoś nie są przekonani do tych miejsc, bo na jednym jest grillowanie i spożywanie kurczaków, a na drugim wieczny bałagan. Może gdyby je odpowiednio oznakować, oświetlić, to by kierowcy się przekonali – sugeruje Marcin Firlej, mieszkaniec osiedla.

Mieszkańcy pobliskich bloków zdążyli się już przyzwyczaić do panującego w tym miejscu nieładu.

- Nie zwracam już na to uwagi – przyznaje pan Łukasz z Dragana. - Wysiadam z tramwaju i idę prosto do domu. Z oferty gastronomicznej nie korzystam, samochodem nie jeżdżę, więc ani parking, ani jego zastosowanie mnie szczególnie nie interesuje. Ale gdybym mógł decydować to wolałbym, żeby teren był posprzątany, a wolne miejsca na osiedlu odpowiednio wykorzystane. Zresztą nie jest to jedyny plac, na którym jest bałagan. Wystarczy przejść się kilkanaście metrów dalej, w sąsiedztwo biblioteki i klubu Alf. Tam wciąż straszą hałdy piasku, sterty gałęzi i zniszczone budynki przypominające, że przed laty mieścił się tu sklep mięsny.

Nieporządek na placu przy budynku, w którym mieści się osiedlowy klub Alf, władze spółdzielni tłumaczyły, że jest to jedyne miejsce na osiedlu, gdzie można składować, np.: piasek potrzebny na akcję zima. Dlaczego parkingi przy Dragana 15 w pobliżu przystanków tramwajowych nie są uprzątnięte i kto dał zgodę na ustawienie w tym miejscu małej gastronomii? Zdaniem władz spółdzielni kierowcy nie parkują samochodów w tym miejscu.

- Parking przeważnie stoi pusty – mówi Tomasz Niżniowski, prezes SM „Chełm”. – Natomiast kwestia zalegającego tam piachu zostanie wkrótce uporządkowana. Piasek był tam składowany w trakcie wykonywania robót budowlanych przy linii tramwajowej. Zgodnie z informacją otrzymaną od wykonawcy zostanie on w ciągu kilku tygodni wykorzystany lub całkowicie usunięty z parkingu. Natomiast zgodę na ustawienie na parkingu małej gastronomii wydała Rada Obwodowa Jednostki „G” – dodaje prezes.

(mag)

Deleted user Jun 3 '08

Od piętnastu lat Szkoła Podstawowa nr 8 im. Przyjaciół Ziemi na Chełmie uczy, bawi i wychowuje najmłodszych obywateli. Piętnaście lat to mnóstwo wspólnych przedsięwzięć, konkursów, zabaw, zawodów sportowych, egzaminów…A ci, którzy tworzą ”Ósemkę” mówią o swojej szkole: ekologiczna, przyjazna, twórcza i integracyjna.

 

„Dziś drogie dzieci wesołe słowa obwieszczamy 15-lecie szkoły - naszej mamy!

Bardzo ją lubimy, więc pyszny tort dla niej zrobimy.

Chłopcy założą krawaty i udekorują ją w kwiaty.

Obdarujemy prezentami ją koniecznie, bo czujemy się w niej bezpiecznie.”

Tak jest od piętnastu lat, od 1 września 1993 roku, kiedy w „Ósemce” po raz pierwszy zadzwonił szkolny dzwonek. Wówczas do szkoły przyszło 1232 uczniów, a pracę w nowej szkole rozpoczęło 61 nauczycieli.

Gmach, w którym można się zgubić

Decyzję o utworzeniu nowej szkoły na Chełmie gdańscy radni podjęli w lipcu 1993 roku.

Dwa miesiące później, we wrześniu pierwsi uczniowie placówki wraz z wychowawcami udali się na wycieczkę po gmachu szkoły. Natychmiast przekonali się, że szkoła jest nietypowa, kryje w sobie wiele ciekawych miejsc i zakamarków, a nawet można się w niej zgubić. Pierwszym dyrektorem SP nr 8 została Regina Białousow. Początki były trudne, gołe ściany, puste regały, ale wszyscy z zapałem wzięli się do pracy. W oknach sal lekcyjnych pojawiły się firanki, na parapetach kwiatki, na ścianach obrazki, gazetki ścienne, prace uczniów. Robiło się coraz przyjemniej....

- Lubię moją szkołę – mówi dwunastoletnia Ania. – Mam miłych nauczycieli, fajne koleżanki i można po lekcjach chodzić na dodatkowe zajęcia.

Przed uczniami „Ósemki” otwiera się mnóstwo możliwości rozwoju. Każdy kto chce poszerzać swoją wiedzę i rozwijać talenty ma do wyboru bogatą ofertę zajęć pozalekcyjnych. Po lekcjach można uczestniczyć w zajęciach w ramach koła informatycznego, matematycznego, plastycznego, tanecznego, ortograficznego czy teatralnego. Można rozwijać umiejętności sportowe, wybrać się na zajęcia z edukacji morskiej, uczyć się języków obcych. W ramach zajęć przygotowują się do licznych olimpiad i konkursów.

- Nasi uczniowie to m.in.: laureaci międzynarodowego konkursu matematycznego Kangur, finaliści olimpiad wojewódzkich w matematyce, fizyce i chemii, wielokrotnie nagradzani i wyróżniani w konkursach ekologicznych, plastycznych, literackich, zawodach sportowych – mówią z dumą nauczyciele.

Dyrekcja szkoły przeznaczyła 100 godzin na rozwój zainteresowań uczniów. Najpoważniejszy problem to znalezienie pomieszczeń do prowadzenia dodatkowych zajęć. W placówce wykorzystano już nawet piwnice. W piwnicznych pomieszczeniach budynku działa, na przykład, szkolny teatr lalek „Spodzianka”. Jest scena, ciężkie kurtyny, widownia i lalki wykonane w większości przez dzieci, ich rodziców i dziadków. Opiekunką grupy teatralnej i reżyserem spektakli jest Katarzyna Pawłowicz, pedagog z wieloletnim stażem.

Otwarci na bliźniego

Uczniowie „Ósemki” co roku uczestniczą w imprezach charytatywnych: Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, akcjach “Góra Grosza”, “Złota Puszka”, pomagają indywidualnie dzieciom potrzebującym pomocy, wspomagają finansowo schronisko dla bezdomnych zwierząt.
- Nasza szkoła nosi imię Przyjaciół Ziemi – mówi piątoklasista Wojtek. – Uczymy się szanować przyrodę, sprzątamy ziemię, oszczędzamy wodę, opiekujemy się zwierzętami, a znak naszej szkoły to Zielona Koniczynka.

Imię Przyjaciół Ziemi „Ósemka” otrzymała z okazji dziesiątej rocznicy istnienia, 6 czerwca 2003 roku. Zielona Koniczyna to symbol pełnych nadziei, bliskich z przyrodą uczniów chełmskiej placówki. Według tradycji każdy listek koniczyny coś symbolizuje. Pierwszy oznacza nadzieję, drugi wiarę, trzeci miłość, a czwarty szczęście.

Od początku w szkole są klasy integracyjne. Dzieci niepełnosprawne mają możliwość wyrównania szans życiowych, ucząc się razem z innymi. Rodzice tych dzieci mają z kolei pewność, że ich pociecha przebywa pod fachową opieką nauczyciela prowadzącego i wspomagającego. Program nauczania w klasach integracyjnych modyfikowano i dostosowywano do indywidualnych możliwości każdego ucznia. Przez lata kontakty dzieci zdrowych i niepełnosprawnych zaowocowały wzajemną tolerancją i poszanowaniem dla inności. Uczniowie, z potrzeby serca, zbierali pieniądze dla kolegów chorujących na przewlekle choroby. Uczyli się dzielić tym, co mają - dzieciom z domów dziecka darowali zabawki, książki, podręczniki szkolne. Pieniądze na różne cele zbierali sami. Co roku szkoła organizuje kiermasz Bożonarodzeniowy, na którym wystawiane są prace wykonane przez dzieci: własnoręcznie zrobione ozdoby choinkowe, kartki świąteczne, pudełka na prezenty. Na wiosnę, z okazji święta szkoły uczniowie sprzedają własne prace plastyczne, własnoręcznie lub z pomocą mam przyrządzane kanapki, sałatki i ciasta.

- Cieszę się, że moje córka uczy się w tej szkole. Z małej, nieśmiałej dziewczynki wyrosła na odpowiedzialną i uczynną osobę. Jest samodzielna, chętnie udziela się w różnych szkolnych przedsięwzięciach. Śpiewa i tańczy, próbuje pisać opowiadania. Więcej też pomaga w domu, opiekuje się młodszym bratem – zdradza mama dziesięcioletniej Patrycji.

- Każdy rodzic jest dumny, kiedy może zobaczyć osiągnięcia swojego dziecka. A „Ósemka” nam to umożliwia organizując wystawy prac plastycznych, kiermasz, wystawiając spektakle teatralne. W tej szkole każdy dobrze się czuje i dobrze się bawi – dodaje mama Dawida.

Są miejsca, których się nie zapomina

Na piętnaste urodziny szkoły przybyły tłumy gości. Nauczyciel, którzy zaczynali pracę w tej placówce i dzisiejsza kadra pedagogiczna, absolwenci i obecni uczniowie, rodzice uczniów, radni Gdańska, duchowni. Obecna dyrektor placówki Maria Rudnicka z „Ósemką” związana jest od piętnastu lat. Dobrze pamięta czasy, kiedy szkolne wyposażenie nie było zbyt bogate. Dzisiaj jest dumna z sali multimedialnej wyposażonej w wysokiej jakości sprzęt oraz centrum multimedialne w szkolnej bibliotece. Dziś dba nie tylko o odpowiednie wyposażenie placówki, ale też o stworzenie jak najlepszych warunków do podnoszenia kwalifikacji przez grono pedagogiczne. Z liczącej ponad sto osób kadry aż 57 to nauczyciele dyplomowani. Ponad 1000 uczniów, ścisk na korytarzach, twórcza energia rozpierająca wychowanków szkoły to czynniki powodujące, że dyrekcja „ósemki” martwi się szczególnie o bezpieczeństwo swoich podopiecznych. Szkoła stara się o monitoring.

- Zależy nam na wyposażeniu całego kompleksu, wewnątrz i na zewnątrz, w kamery. Planujemy oświetlenie boisk i terenów zielonych oraz wygospodarowanie miejsca na dodatkowy parking samochodowy – mówi dyrektor Maria Rudnicka.

Za sukces uważa zainstalowanie sygnalizacji świetlnej na przejściu w pobliżu szkoły.

- To efekt kilkuletnich starań – dodaje. – Odkąd są światła liczba wypadków z udziałem dzieci spadła do zera.

Co jeszcze marzy się dyrektor Rudnickiej, nauczycielce z duszą artystki, autorce tekstów, muzyki i aranżacji widowisk muzycznych dla dzieci - „Uczniowie 1000 – letniemu Gdańskowi”, „Planeta Ziemia” i „Jeden jest Gdańsk”? Zmiany w architekturze zieleni wokół szkoły oraz plac zabaw z prawdziwego zdarzenia dla wszystkich dzieci uczących się w szkole. Jubileusz „Ósemki” był okazja do refleksji i wypowiadania na głos marzeń o przyszłości placówki. Uczniowie zaprezentowali bogaty program artystyczny. Gości zachwycały specjalnie skomponowane na tę okazję piosenki, ułożone wiersze i ubrane w piękne słowa wspomnienia z historii szkoły. Wszyscy, którzy przybyli na uroczyste obchody święta szkoły deklarowali, że tej imprezy nie zapomną. Bo są miejsca, czasy i ludzie, których się nie zapomina…

(mag)

Deleted user Jun 3 '08

W budynku campusu było już pusto i spokojnie za oknem padał deszcz ze śniegiem, ale w pokoju, w którym odbywało się spotkanie Stowarzyszenia Studentów Niepełnosprawnych „Ad Astra” panowała przyjemna atmosfera a w tle słychać było muzykę. Nieśmiało zapukałam do drzwi i od samego początku spotkałam się z serdecznym przyjęciem.

Pokój nie był za duży tak naprawdę przypominał małe biuro- sprzęty komputerowe i biurka. Jedyną rzeczą, która czyniła go nietypowym były liczne plakaty promujące niepełnosprawność jako coś normalnego a nie kalectwo czy przekleństwo.
Tuż przed rozpoczęciem spotkania Hubert (vice-prezes) wypisuje i zawiesza na drzwiach maksymę dzisiejszego zebrania:
Najpierw jestem człowiekiem, matką, żoną, naukowcem, przyjacielem i tak dalej. To moim zdaniem jest najistotniejsze, aby nie definiować siebie jako człowieka niepełnosprawnego na pierwszym miejscu - Ewa Nowicka-Rusek laureatka konkursu - „Człowiek bez barier 2007” - profesor antropologii społecznej:wykłada, bada, podróżuje, nie widzi.

Atmosfera
Od przeczytania tych słów wszystko się zaczyna. W spotkaniu zarządu brało udział siedem osób (niepełen skład). Przy kawie i ciastkach tematy osobiste swobodnie przenikały do omawianych projektów. Pomiędzy planowaniem andrzejek, sylwestra i kooperacji ze stowarzyszeniami z innych krajów, co jakiś czas ktoś wtrącał własną historię czy anegdotę. Pomiędzy licznymi żartami słychać było słowa zachęty i wsparcia. Wszystko to jasno odzwierciedlało jak bardzo się lubią i jak dużym zaufaniem darzą siebie nawzajem. Niesamowite było też to, że wszyscy potrafili być ze sobą tak swobodni, bezpośredni i naturalni a zarazem tak bardzo profesjonalni w realizacji i planowaniu zamierzeń. Każdy był gotowy, entuzjastyczny i chętny do wykonania nowych zadań. Krok po kroku przechodzono do omawiania różnych pomysłów kładąc ogromny naciski na to by we wszystkich wydarzeniach brali udział zarówno studenci niepełnosprawni, jaki i pełnosprawni (uwzględniano to by nie czuli się niczym skrępowani).

Przy herbacie o stowarzyszeniu
O osobistą rozmowę poprosiłam Martę (3rok kognitywistyka), Beatę (3rok filologii romańskiej) i Renatę (1rok filologii polskiej). Usiadłyśmy w kółku każda z dziewczyn była uśmiechnięta, nieskrępowana, naturalna i popijała herbatę.
Po chwili żartów na temat tego, że najbardziej zestresowaną osobą w tym gronie jestem ja sama zapytałam je o to, jakie są cele i założenie stowarzyszenia.
Marta - „Ad astra” ma na celu aktywizację osób niepełnosprawnych na studiach. Osób, które zazwyczaj odczuwają lęk przed takim krokiem obawiając się trudności lub nie tolerancji ze strony normalnych studentów. Ponadto jest pomocna w zaakceptowaniu własnej tożsamości poprzez możliwość rozmowy lub warsztaty. Dodatkowo pomagamy studentom niepełnosprawnym w składaniu czy pisaniu petycji np. o wybudowanie windy. Każdy z nich może przyjść po poradę albo po prostu porozmawiać. W stowarzyszeniu są specjalne dyżury. Staramy się także o wymiany zagraniczne w celu zyskania nowych doświadczeń.
Członkowie stowarzyszenia informują również niepełnosprawnych licealistów o tym, że bez problemu mogą podjąć studia a także o możliwości uzyskania stypendium, dofinansowania czy wzięcia udziału w projekcie unijnym.
- Jest także sporo integracji – dodaje Renata - Wspólne wigilie, andrzejki, sylwester, obozy adaptacyjne,wyjazdy rehabilitacyjne wszystko otwarte na nas i naszych pełnosprawnych przyjaciół.
Ważne jest też to by studenci w trakcie studiów nie zapominali o tym, że są niepełnosprawni po to by proces rehabilitacji był realnie procesem. Dzięki stowarzyszeniu mają oni możliwość korzystania z basenu czy sali rehabilitacyjnej - uzupełnia Marta.

Identyfikacja
Po kolejnym łyku herbaty zapytałam je o ich opinie na temat, dlaczego ludzie pomimo własnej niepełnosprawności boją się być identyfikowani z grupą niepełnosprawnych.
- Ludzie nie wiedzą o korzyściach płynących z należenia do takiej grupy, albo nie chcą identyfikować się ze swoją niepełnosprawnością. Obawiają się etykietki, bo jeśli nie są niepełnosprawni ruchowo tzn. widocznie, wtedy nie chcą być kojarzeni z innym niepełnosprawnymi, bo takimi się po prostu nie czują. Niepełnosprawni mogą się także bać ogólnie tego, co dzieje się w stowarzyszeniu jak i własnych reakcji np. tego by swoim zachowaniem nie urazić innych - po chwili zastanowienia odpowiada Marta
- Ale my mimo wszystko się w tym nie poddajemy! Mamy taką myśl, plan by rozkręcić to jak najdalej - z entuzjazmem przerywa jej Renata
Po chwili milczenia do rozmowy włącza się Beata - To może dziwne, ale nie miałam oporów mówić o tym, że jestem chrześcijanką wśród ludzi niepełnosprawnych, ale wśród ludzi z roku, znajomych nie umiałam mówić o tym, że jestem niepełnosprawna. W „Ad astrze” znalazłam się dzięki temu, że chciałam skorzystać z rehabilitacji a podczas jej trwania poznałam niesamowitych ludzi. To właśnie przyjaźnie są czymś, co mnie trzyma w stowarzyszeniu. Będąc z tymi ludźmi nie myślę o tym, że jestem niepełnosprawna, co nie zmienia faktu, że jest to dla nas rzecz wspólna, która nas łączy i jednoczy i to też sprawia, że dobrze się ze sobą czujemy. Gdy weszłam już w relację z tymi ludźmi zaczęłam bez skrępowania mówić o tym, że jestem członkiem takiego właśnie stowarzyszenia.
- A ja - radośnie wtrąca Marta-do końca nie potrafię powiedzieć jak to się stało, że jestem w „Ad astrze”. Po pewnym czasie dostałam propozycję bycia w zarządzie i pomyślałam, że z racji tego, że jestem bardziej sprawna mogę pomóc tym, którzy są mniej sprawni. Niektóre osoby są trochę wyobcowane, brak im kontaktu z drugim człowiekiem i po to jest właśnie to stowarzyszenie by każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Samoakceptacja
Cała nasza rozmowa staje się coraz bardziej swobodna i przyjacielska, dlatego odważyłam się spytać je o cos naprawdę osobistego - o to, w jaki sposób budowały własną tożsamość, poczucie samoakceptacji i jak duży wpływ miała na to ich niepełnosprawność. Wtedy nastał moment ciszy. Zaczęła Marta – Nigdy nie myślałam o swojej niepełnosprawności w kategorii kompleksu, a wręcz przeciwnie postrzegałam ją raczej jako błogosławieństwo. Myślę, że wpływ na to miał fakt, iż w trakcie wypadku byłam chrześcijanką. Z roku na rok (minęło już 11 lat) utwierdzam się w przekonaniu, że nie mogłabym funkcjonować bez tej niepełnosprawności. Dzięki temu cierpieniu potrafię cieszyć się życiem, czerpać z niego, dystansować się do siebie i świata. Może wpływ na to miała moja rodzina, która zawsze mnie akceptowała, wspierała i utwierdzała w tym, iż jestem taka sama jak oni. Pomocne było także to, że po udarze szybko wróciłam do sił fizycznych, psychicznych i intelektualnych.
Tuż po tej wypowiedzi spokojnym i opanowanym głosem zaczyna mówić Renata – Proces akceptacji i dowartościowania samego siebie jest bardzo długi i ciężki i ciągle we mnie trwa. Od dzieciństwa czułam się gorsza, już w przedszkolu słyszałam: jesteś inna, my się z Tobą nie bawimy. Wtedy zaczęłam zastanawiać się, dlaczego ludzie nie widzą tego, co w środku tylko to, co na zewnątrz. Do dzisiaj mam takie wątpliwości. Z nowymi ludźmi, nie czuję się pewnie bojąc się tego, że będą na mnie dziwnie patrzeć. Mam nadzieję, że w stowarzyszeniu będę mogła zaakceptować siebie wśród ludzi niepełnosprawnych i to będzie dobry początek do tego by móc się czuć w pełni akceptowaną w społeczeństwie. Pomimo licznych zapewnień o sympatii wobec mnie wciąż patrzę na siebie przez pryzmat tego, co słyszałam w dzieciństwie, ale wciąż uczę się podchodzić do siebie inaczej i mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda.
Kolejnym moment ciszy, podczas którego dziewczyny pokrzepiająco i ze zrozumieniem uśmiechają się do Renaty.
Moja niepełnosprawność - nieśmiało zaczyna Beata - mnie ukształtowała, prawdopodobnie gdybym była zdrowa to dziś byłabym zupełnie kimś innym. Od dzieciństwa spędzałam czas w sanatoriach i szpitalach z dziećmi z podobnymi problemami zdrowotnymi. W ich towarzystwie czułam się normalna, bo niczym się od siebie nie różniliśmy, to dało mi dobre podłoże do zaakceptowania siebie. W liceum, gdy te kontakty się pourywały zaczął się kryzys mojej samoakceptacji – nikomu nie mówiłam i unikałam tematu o własnej niepełnosprawności. Zrezygnowałam nawet z pływania, które bardzo lubię, dlatego, że na basenie moja niepełnosprawność była widoczna. Dopiero na studiach w „Ad astrze” znowu znalazłam swoją grupę odniesienia, ludzi, którzy mnie rozumieją. Powoli się przyzwyczajam i wracam do tej dobrej samoakceptacji. Dzięki stowarzyszeniu odnowiłam swoją pasję - znowu pływam.

Radość
Siedzą przede mną trzy zdolne, ambitne, atrakcyjne, a przede wszystkim szczęśliwe młode kobiety. Oprócz niepełnosprawności łączy je także niesamowita radość życia, radość pomimo - to jest naprawdę fascynujące. Nie mogąc się powstrzymać pytam o to, czym dla nich jest radość życia.
Renata odpowiada niemalże bez zastanowienia z uśmiechem na ustach - To umiejętność cieszenia się każdym dniem niezależnie od tego czy jest się pełnosprawnym czy nie. Tak, to cieszenie się każdym kolejnym dniem.
Tuż po niej wypowiada się Beata - Bycie sobą. Świadomość, że nie muszę nikogo udawać i mogę być tylko sobą, że jestem akceptowana przez najbliższe mi osoby i nie musze niczego ukrywać.
Najdłużej na odpowiedzią zastanawia się Marta - To trudne pytanie… Dostrzeganie we wszystkim piękna zarówno w tym, co mnie dotyka, otacza i w wydarzeniach, które mnie dotyczą. Radość życia jest wtedy, gdy świadomie otaczam się i dostrzegam to piękno.

Małgosia Mysakowska

Deleted user Dec 12 '07
Pages: «« « ... 6 7 8 9 10 ... » »»
  • Save this on Delicious
  • Buffer

News

Koszalin

Kalendarium[edytuj] do XII w.[edytuj] ok. 847 Starcie zbrojne osadnik w Koszalina z grupą skandynawskich wojownik w przybyłych w te okolice w poszukiwaniu surowc w kopalnych, w szczeg lności mie

تست

سلام علیکم میخوام تست کنم

Lorem ipsum2

test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test 22test

Lorem ipsum

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Duis egestas erat eget purus cursus tempus. Pellentesque dolor nulla, vestibulum vel dapibus eu, mollis eu nisl. Maecenas quam magna, imperdi

Trzy czwarte sukcesu

Mecz siatk wki Polska Brazylia, czyli wielka inauguracja hali widowiskowo-sportowej Ergo Arena już za nami. Emocji było co niemiara. Szykowały się protesty, a nawet blokada osiedla. Tymczasem na razie

Sport w kadrze i na żywo

Niezwykłe rozpoczęcie roku szkolnego szykuje się w Zespole Szk ł nr 7. Planowane są nie tylko rozgrywki sportowe, ale także rozstrzygnięcie wielkiego konkursu fotograficznego.Pomysł na połączenie inau

Osiedle na podglądzie

Kamery są potrzebne. O monitorowaniu deptaka oraz naszych osiedlowych uliczek m wi się od dawna. Jest nadzieja, że wreszcie nadejdzie przełom w tej sprawie.Sieć kamer to ochrona mieszkańc w przez band

OnLine

Friends OnLine

No Title

 
FOLLOW US: