en

User blogs

  • Save this on Delicious
  • Buffer
Deleted user

Kiedyś stałem tam na dole i patrzyłem na niego. Lśnił w blasku słońca ponad kołdrą z chmur, która z dawien dawna stanowiła jedynie początek jego wspaniałości. Nie pamiętam od kiedy zacząłem marzyć aby być tam na górze, uśmiechać się patrząc wstecz na to co poniżej. Chciałem zdobyć ten szczyt. Pragnąłem tego za wszelką cenę.

Trochę bez wiary i trochę z nadzieją zaproponowałem swój udział w przygotowywanej właśnie wyprawie. Jakież było moje zdziwienie gdy dowiedziałem się, że wchodzę. Myślałem, że oszaleje z radości ale tak się nie stało. Zaczęły się przygotowania. Nie byliśmy pierwsi, szlak był przetarty. Pięć etapów, każdy zakończony szaleńczą wspinaczką i krótkim wypoczynkiem, mającym przygotować do jeszcze większego wysiłku. Zaczęło się.

Nie ma co ukrywać, bałem się jak nigdy dotąd. Co będzie jeśli nie wytrzymam tempa, jeśli nie podołam wymaganiom? Pocieszające było to, że nie tylko ja miałem takie odczucia. Choć strach paraliżował nas wciąż szliśmy zgodnie z planem. Właściwie nie było to nic trudnego gdyż szczęśliwie omijaliśmy przeciwności. W chwilach odprężenia zachwycałem się pięknem przyrody. Zewsząd otaczały nas zielonkawe krzewy spokojnie snujące się po niewielkich pagórkach na których od czasu do czasu pojawiało się jakieś zwierzątko zamieszkujące tutejszą okolicę. Naprawdę byłem szczęśliwy.Radość jednak nie trwała wiecznie.

Ku naszemu zdziwieniu nagle wyrosła jak spod ziemi prawie pionowo wzbijająca się w górę skała. Ilu członków wyprawy tyle było pomysłów jak sobie z nią poradzić. Było ciężko. Część odpadła. To był straszny widok. Znowu bardzo się bałem. Byłem gotów zrobić wszystko aby ten pierwszy raz mieć za sobą. Wszedłem. Nie była to tak do końca moja zasługa ale wszedłem. Właściwie to nie grałem do końca fair, ale tak bardzo pragnąłem zdobyć ten szczyt. Wtedy najważniejsze było osiągnięcie założonego celu co małymi kroczkami próbowałem zrealizować.

Potem była następna ściana, kolejne wzgórze jeszcze jedna wspinaczka i koniec etapu pierwszego. Myślałem, że oszaleje ze szczęścia ale tak się nie stało. Dalej wspinałem się i to było najważniejsze. Znowu zaczęliśmy. Początek jak zawsze spokojnie, bez zgrzytów nabieraliśmy obrotów. Wzniesienie pierwsze, drugie, ..., n-te, ..., mordercza wyprawa trwała. Znowu część poległa, a ja sobie tylko znanymi drogami dotrzymywałem reszcie kroku. Sposób sposobowi nie równy ale ciągle byłem członkiem wyprawy. A najbardziej chciałem wejść na szczyt. Koniec drugiego etapu uwieńczony był przednią wspinaczką. Wzgórze wydawało się nie do zdobycia. Spojrzał mi wtedy prosto w oczy mój nieodłączny towarzysz strach. Skupiłem się w sobie i poszerzyłem gamę środków pozwalających dotrzeć do celu. Musiałem tam wejść. Straciłem więcej czasu niż reszta ale dogoniłem ich zaraz po bardzo krótkim wypoczynku. Zaczęło mi się to podobać, choć trzeba przyznać, że faktycznie nastąpił pewien kryzys. Sam nie wiem co, tak jakoś samo z siebie wyszło i nie chciało się schować. Nic to, pomyślałem i spojrzałem za siebie. Uśmiechnąłem się, za mną rozpościerała się tonąca w białym puchu dolina. Tak jak sobie wyobrażałem to było niesamowite uczucie. Ja ponad tym wszystkim, ja tutaj pomiędzy bielą śniegu i gdzieniegdzie mozolnie wydobywającą się spod jego szaty zielenią trawy i mchu, które to ścieliły się na surowej szarości skał. Spojrzałem przed siebie. Był tam i czekał na mnie. Nieporuszony, dumny i wyzywający. Był ponad tym wszystkim jak ja byłem ponad tamtym.

Nawet nie zauważyłem kiedy zaczął się trzeci etap. Szedłem, szedłem, szedłem. Często byłem zmęczony więc pragnąłem jedynie odpocząć. Jak przez mgłę pamiętałem, że mam cel i muszę do niego dążyć. Właściwie to w tym wszystkim powoli zapominałem dlaczego idę z wyprawą. Po prostu wstawałem rano i zdobywałem kolejne wzniesienie. Tak mijał dzień po dniu.

Jak zawsze na koniec trudne wejście. Jakoś tam było. Należał mi się wypoczynek. Jak człowiek ma chwilę wolnego to zaraz rozmyśla, dręczy się stara się zrobić użytek ze swojego umysłu. Praktycznie moje metody kończenia etapów sprawdzały się, ale nie byłem do końca przekonany czy potrafię wspinać się, wchodzić na wzniesienia, czy na prawdę poradziłbym sobie w górach. Nie wiedzieć czemu przypomniałem sobie tą podeptaną trawę na koniec pierwszego, połamane gałęzie na drugim i kopniętego w złości grzyba na trzecim. Nic to, pomyślałem i spojrzałem za siebie. To mnie podniosło na duchu. Byłem ponad. Spojrzałem przed siebie. Był. Nic nie mówił ale był.

Poszedłem dalej. Następny etap niewiele różnił się od poprzednich. Ciężka wspinaczka, dzień pierwszy, drugi, ...Znowu mi się powiodło. Myślałem, że będę szalał z radości ale tak nie było. Jak zawsze w takich sytuacjach spojrzałem za siebie. Poniżej leżała dolina ukryta w kłębach chmur. Przeszedłem już kawał drogi, trudny i zarazem wspaniały był to czas. Spojrzałem przed siebie. Promienie słońca oplatały szczyt, który był zwieńczeniem mojej wymarzonej wędrówki. Kiedyś zdobędę go.

Poświęciłem na to sporo czasu i dokończę to co zacząłem. Ale czy wejście na ten szczyt jest aż tak ważne? Czy wchodząc nie zostawiłem cząstki siebie podczas drogi?

Kiedy już wejdę przede mną nie będzie nic. Spojrzę wtedy w dół i myślę, że zobaczę jak wiele szczytów jest jeszcze do zdobycia. Może wtedy pomyślę nie tylko o tym który ale i o tym jak zdobyć kolejny szczyt.

"Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?"

(Marka 8,36)

Mirek

Deleted user Jan 26 '99
Deleted user

Tytuł już jest: “Nerwy w konserwy, czyli jak rozładowywać napięcie”. Warsztat literacki też przygotowany, na biurku piętrzą się różne podręczniki (np. “ Walka ze stresem”, “Bądź szczęśliwa i rozluźniona” itp.), z magnetofonu dobiegają kojące dźwięki Chopina, z kubka unosi się aromat kawy, obok czystych jeszcze kartek leżą dwa starannie zatemperowane ołówki. Podobno wielu znanych pisarzy używało ołówków. Może dlatego, że ołówek...

...ołówek właśnie się złamał, ale jest jeszcze drugi....

... który ma w graficie coś, co tak drapie kartkę, że dreszcz przebiega po kręgosłupie.

Podobno również wielu pisarzy używało zwykłych (nawet tak zalewających jak ten) długopisów. Nowocześni pisarze używają komputerów. Może to i wygodne urządzenie, ale łatwo się psuje, po jednym rzuceniu o ścianę do niczego się nie nadaje (a kto kazał mu się zawieszać?). Przejdźmy do zasadniczego tematu:

Człowiek jest istotą emocjonalną jednakże nierozsądnym byłoby całkowite opieranie się na tychże. Istnieją pewne argumenty za...

...zaścianą jakich “kopytny” słucha tak głośno “Jesteś szalona”, że można oszaleć. Po raz kolejny pomocna okazała się “Walka za stresem”, po kilku rzutach o ścianę uciążliwy sąsiad poskromił nieco swą miłość do Disco Relaxu. Wróćmy do tematu:

...tym aby wyzbyć się wszystkiego co może tłumić nasze emocje. Co jednak rozumiemy pod...

...pod oknem banda rozwrzeszczanych dzieciaków gra w berka. Stanowczo wyrażony protest wywołał u łotrzyków jedynie falę gromkiego śmiechu przerywanego jedynie w celu zaprezentowania w całej okazałości narządu mowy. Zgraja opuściła plac zabaw dopiero gdy za jednym z nich poleciał kubek z kawą. Potrójny zysk. Kawa dawno wystygła, a Basia dała mi ten kubek przez czystą złośliwość, doskonale wie, że żółty kolor działa na mnie jak płachta na byka. Nie dam się łatwo wyprowadzić z równowagi. Wracam do artykułu:

...pojęciem emocji? Zagadnienie to uważa się za niezwykle skomplikowane...

...skomplikowany to był mój związek z Michałem. Gdyby tylko nie był taki przewrażliwiony... żeby obrazić się, bo potłukłam głupi wazon, a tej blizny we włosach nikt nawet nie zauważy. Dziwny człowiek, chociaż czasem... No i co tak siedzę i ryczę, przecież mam pisać:

...i takie w istocie jest.

Ciekawe kto dzwoni. Nie, nie odbiorę, czuję, że to jakaś zła wiadomość. Ten dzwonek jest tak uporczywy, że przebija się nawet przez mój krzyk. Dopiero rzucenie w aparat magnetofonem przerwało go. Przy okazji ustało to bemblotanie Chopina.

Nie bójmy się jednak trudnych wyzwań. Mając ogromne doświadczenie w walce ze stresem mogę...

Znowu dzwonek, tym razem do drzwi. Sąsiad przyprowadził dwóch miłych panów, którzy chcą mnie zabrać do takiego sanatorium, gdzie będę mogła w spokoju dokończyć mój artykuł.

Anita

Deleted user Jan 26 '99
Deleted user

Uporaj się z gniewem zanim ten cię zniszczy!

Trudno znaleźć osobę, która nigdy nie była zraniona przez druga osobę. Niestety, trudno jest także o ludzi, którzy całkowicie przebaczyli wyrządzona im krzywdę. Rewanż i chowanie urazy są bardziej popularne niż przebaczenie. Większość z nas woli widzieć, jak ludzie płacą za swoje wykroczenia, ciesząc się widokiem tych, którzy „otrzymują to, na co zasłużyli”.

Większość z nas woli pielęgnować urazę, nigdy nie darując winy i używa jej jako broni, która od czasu do czasu wypala we wspólnej walce.

Staw temu czoła. Nasza duma buntuje się przeciwko poddaniu się w walce o oczyszczenie siebie z zarzutów. Zbyt często domagamy się, by zmieniło się wszystko wokół, tylko nie my sami. W rezultacie to my ponosimy duchowy, emocjonalny i fizyczny koszt.

Kiedy przebaczamy, to tak jakbyśmy wyciągnęli z naszej duszy korek i pozwolili wypłynąć wszelkiej goryczy, urazie, złości, i gniewowi. Kiedy przebaczamy, doznajemy uwolnienia od spowodowanego przez złość napięcia, wysokiego ciśnienia krwi, nie domagamy się by nas wysłuchano i usprawiedliwiono z naszej dezaprobaty i goryczy. Następnie, kiedy Bóg napełnia nasze serca miłością, ona uzdalnia nas do tego, by nie okazywać gniewu w stosunku do innych. Ona sprawia, że nie żądamy, by inni postępowali z nami według tych samych kryteriów. Zamiast tego, możemy miłować ludzi takim, jacy są i traktować ich tak, jak traktowałby ich Jezus.

Przebaczenie ma dwie „dwie strony medalu”.

Z jednej strony, winowajca przyznaje się do popełnionego błędu, przeprasza i prosi o wybaczenie, mając nadzieję, że je otrzyma. Chociaż ból emocjonalny, który jest rezultatem zranienia, utrudnia całkowite przebaczenie, to może on chociaż częściowo być uśmierzony przez przyznanie się winowajcy do popełnionego zła. Usprawiedliwienie na pewno ułatwia przebaczenie, które polega na tym, by żyć już dalej tak, jakby nigdy nic złego się nie wydarzyło.

Z drugiej strony, nie jest dopuszczalne dalsze obwinianie czy stałe oczekiwanie zadośćuczynienia. Angielski pisarz tak to ujmuje; „Są w moim życiu inni, agresywni, niepokorni ludzie, którzy nie chcą czy nie potrafią przyznać się do tego, że zrobili coś złego... Ludzie, którzy podsycają lekko tląca się we mnie frustrację, która wzmaga i roznieca gwałtowny płomień oburzenia. Co z nimi? Z tymi, którzy nie przestają deptać mojego „Ja” i mojej godności? Z tymi, którzy raną mnie najmocniej? Panie, ile razy mam przebaczyć?”

„Odpowiedź Jezusa wskazuje na to, że nie ma znaczenia, ile razy – siedem czy siedemdziesiąt siedem. Ważna jest fundamentalna postawa w stosunku do ludzi i siebie samego, która stara się zapobiegać wzmaganiu się długotrwałej urazy... Nie jest to łatwa droga do przebycia, ale jest ona jedyna, bo prowadzi do pełnego rozwoju naszej przemienionej osobowości.

Każda odmowa przebaczenia niszczy bardziej mnie samego niż winowajcę”.

(wg „Naszych Inspiracji”)

Deleted user Jan 26 '99
Deleted user

Sesja się zbliża a wraz z nią jej wierny przyjaciel – STRES . Jest specyficznym przyjacielem bo atakuje wszystkich, którzy chcą zwycięsko przebić się przez jej front by dobrnąć do następnego semestru w miarę nie okaleczonym przez poprawki, zbóje itp. Zdobyłam trochę informacji o tym w co się należy uzbroić by pokonać stres przed egzaminami aprzynajmniej zmniejszyć jego siłę oddziaływania na studenta. Przeczytajcie co radzą inni...

 


Przede wszystkim dużo mleka przed snem, jabłka, a w ogóle wszystkie owoce cytrusowe, też soki różnego rodzaju no i staram sobie radzić sama

A dlaczego sama?

Jeżeli ktoś jest koło mnie, wywołuje jeszcze większą presję, wtedy ja się jeszcze bardziej denerwuję. Po za tym jem dużo czekolady. Czekolada uważam, że jest super.

Ewelina, I ekonomia

Sama nie wiem jak rozładowuję stres. Po prostu to mi samo przechodzi. Bardzo się denerwuję się tydzień , czy tam kilka dni przed egzaminem, rzadko, w zasadzie nigdy, w dniu egzaminu. W tym dniu zazwyczaj idę i nie zdaję sobie sprawy, że tam będą ważyć się moje losy ( np. na egzaminie wstępnym ) . I zawsze idę wcześniej, siadam sobie przed salą i słucham co mówią inni...

Asia, I ekonomia

Generalnie idę na spacer i najczęściej już przed samym egzaminem się nie uczę, bo nie jestem w stanie. Najczęściej śpię albo oglądam telewizję, spotykam się z ludźmi, ewentualnie coś poczytam jeszcze. W przeddzień absolutnie nic, wysoki poziom napięcia.

Justyna, IV psychologia

Siedzę dużo w domu. Dużo jem niestety z powodu tego, że się dużo denerwuję. A szczególnie zabieram sobie coś słodkiego właśnie przed egzaminem, żeby się jakoś odstresować. A poza tym staram się nie myśleć o tym co robię i prawdę mówiąc zachowuję się bardzo często głupkowato przed samym egzaminem. Staram się nie ulegać ogólnej atmosferze...co nie znaczy, że nigdy nie złamię, ale staram się nie dać i zazwyczaj przesadzam z tą „głupawką przedegzaminową”, ona jest bardzo charakterystyczna .

Dorota,,V psychologia

Studiuję na politechnice tak, że tam tego jest dużo ( stresu - przyp. red). Każda sesja to jednak przesiew. No nie wiem, najlepiej jakoś odreagować, pójść i gdzieś się wyłączyć z tego życia studenckiego.

A jak ty odreagowujesz stres?

Różnie: impreza, kino, coś, żeby w ogóle zapomnieć.

Robert, II mechaniczny

Teraz np. ze stresu przed egzaminem, żeby go zmniejszyć, śmiałyśmy się i jadłyśmy. Czasami szłyśmy na dyskotekę, żeby się pobawić albo kupowałyśmy sobie coś dobrego.

Ania i Emila, IVchemia

Nie wiem, jakaś dobra książka, kino. W sytuacji gdy ktoś się nie przejmuje nie ma ku temu żadnej potrzeby

A ty się przejmujesz, czy nie?

Może mniej niż na pierwszym roku, zdecydowanie mniej.

Czyli ty jeżeli coś to kino i...

...dobra książka, czasem po prostu wszystko odkładam i się nie przejmuje, ale to przechodzi z czasem.

Jacek, IV mechaniczny.


Ja przed egzaminem (ostatnio miałem zbója we wrześniu), to musiałem się do niego dużo uczyć w wakacje i odprężałem się chodząc dużo po lesie ( jestem myśliwym) tak, że mogę pogodzić przyjemne z pożytecznym.

Michał, II zarządzanie i ekonomia

Ja sobie nie radzę

Artur II zarządzanie i ekonomia

Dzięki serdeczne za to, że zechcieliście się podzielić się tym, jak sobie radzicie, czy też nie radzicie ze stresem przed egzaminem. Może wasze cenne uwagi pomogą innym w walce z nim w sesji zimowej.

Monika

Deleted user Jan 26 '99
Deleted user

Fobia – lęk, który pojawia się w określonych sytuacjach i przed konkretnymi przedmiotami.

Lęk ten często ma charakter paniki. Zasadniczym elementem fobii staje się unikanie za wszelką cenę. Człowiek cierpiący na fobie wie, ze ten lek jest nieuzasadniony, bezpodstawny, ale ta świadomość nie wystarcza do zwalczenia go. nasilenie lęku zmniejsza się nieraz w obecności osób bliskich.

Niektóre rodzaje fobii:

- akrofobia – lęk wysokości

- hipsofobia – lęk głębokości

- agorafobia – lęk otwartej przestrzeni

- keraunofobia – lek piorunami, burzą

- myzofobia – lęk przed brudem

- nozofobia – lęk przed chorobą

- bakteriofobia – lek przed bakteriami

- klaustrofobia – lęk przed przebywaniem w zamkniętych pomieszczeniach

- archanofobia – lęk przed pająkami

- dromofobia – lek przed podróżowaniem

- fobofobia – lęk przed lękiem

- monofobia – lęk przed samotnością

- socjofobie (fobie społeczne): lek przed kontaktami z innymi ludźmi, lek przed znalezieniem się w sytuacjach publicznych, lęk przed czerwienieniem się

- inne: lęk przed zwierzętami, wypadkiem samochodowym, ciemnością, szkoła, zagubieniem się w tłumie.

Deleted user Jan 26 '99
Deleted user

Według psychologii emocje są wynikiem procesów myślowych iprzeżyć, czyli tego, jak postrzegamy konkretne sytuacje i ludzi. Nasuwa się jednoznaczny wniosek, że to każdy z nas decyduje o tym,co myśli i jakie uczucia mają towarzyszyć tym czy innym myślom.

Okazuje się, że sami jesteśmy odpowiedzialni za to, jak się czujemy i co odczuwamy. Nikt nie jest w stanie nas uszczęśliwić bez naszej decyzji wyboru szczęścia.

Nie podoba ci się ten wniosek? Z reguły najchętniej odpowiedzialnością za nasze uczucia obarczamy innych lub sytuacje, które sprowokowały w nas takie czy inne emocje. Masz wpływ na to, co zrobisz z uczuciami, które dopadają cię w danej sytuacji zanim tobą zawładną.

Twoje uczucia są twoim wyborem!

Wybieramy negatywne emocje i wyładowujemy je na tych, którzy blokują nasz cel. Albo kierujemy je do środka – przeciwko sobie – i wpadamy w depresję.

Najkrótsza definicja depresji brzmi: „Gniew skierowany do wnętrza siebie z powodu zablokowanego celu” lub „Smutek stłumiony w środku”.

Emocje negatywne i pozytywne – to zbyt uproszczony i zafałszowany podział!

Jest przecież cenny smutek, który prowadzi do upamiętania, jest gniew, który budzi się na widok bezprawia i grzechu, jest żal, który wyraża chęć poprawy.

Są natomiast ludzie, którzy odczuwają radość, kiedy znajomym się nie wiedzie, satysfakcję, gdy oszukali drugiego człowieka, ukojenie, bo dobrze się zemścili za swoje krzywdy.

Nie same emocje są pozytywne czy negatywne, lecz to, jaki stan umysłu je wywołuje i czego są efektem.

Naucz się panować nad własnymi emocjami!

1. Uświadom sobie, co naprawdę odczuwasz. Nazwij emocje po imieniu. Czuję się zraniona... Czuję się zagniewana.. Czuję się zdradzona... To wcale nie jest łatwe, szczególnie, gdy nigdy wcześniej tego nie praktykowałeś.

2. Ustal źródło, przyczynę konkretnej emocji. Czuję się poniżona, ponieważ on się ze mnie śmiał w towarzystwie innych ludzi. Czuję się zaniepokojona, ponieważ miała wrócić do domu dwie godziny wcześniej. Zauważysz, że najczęściej przyczyna ta jest poza naszą kontrolą.Nie jesteśmy w staniekontrolować innych ludzi czy warunków pogodowych. Ale siebie tak! (W tym miejscu warto zaznaczyć, że niektóre emocje mogą być efektem fizycznych zaburzeń w organizmie, takich jak nadczynność tarczycy – niepokój, pobudliwość, drażliwość. Anemia daje znać o sobie w postaci obniżonego nastroju. Zaburzenia biochemicznego funkcjonowania mózgu mogą uzewnętrzniać się w niekontrolowanych emocjach. W tego typu przypadkach konsultacja medyczna, dobra diagnoza i dobra farmakoterapia zazwyczaj pomagają w usunięciu fizycznej, organicznej przyczyny.)

Naszą odpowiedzialnością jest uświadomienie sobie tego, co odczuwamy oraz umiejętne kontrolowanie i rozładowywanie naszych emocji. Jest to ważna życiowa umiejętność. Od niej zależyjakość twojego życia...

(wg „Naszych Inspiracji”)

Deleted user Jan 26 '99
Deleted user

rys. corel galleryNiebawem po ślubie, tuż po wprowadzeniu się do wynajmowanej chałupki, okazało się, że czas romantycznych wieczorków, pysznych kolacyjek w przytulnej kuchni i sielskiego życia we dwoje definitywnie się skończył.

Słyszałam wcześniej takie zdania, że „po ślubie jest zupełnie inaczej, twarda rzeczywistość wkracza bezpardonowo” itp. Nie wierzyłam. Teraz chyba wiem o czym mowa...

Okazało się mianowicie, ze mam fobię!

Nie na męża, oczywiście. Na węża też nie, ale na takie małe, obrzydliwe z pazurkami, łysym ogonem i szarym (niektórzy mówią: pięknym, szarym” – nie rozumiem ich wcale) futerkiem.

Tak, to właśnie MYSZ! Ratunku! Jak widzę tylko ten wyraz, zaczyna mnie dziwnie telepać w środku. Od chwili kiedy ją zobaczyłam, moje życie legło w gruzach. Ze szczęśliwej, świeżo upieczonej mężatki, przeobraziłam się w znerwicowaną i wypaloną. Można powiedzieć: „Cóż taka mała myszka wobec wielkiego człowieka?” Niby tak, ale jak skoczy na mnie?! Wbije się pazurami i będzie wymachiwać tym swoim łysowatymogonem! A do tego jak będzie głodna, to na pewno odgryzie mi ucho! I co wtedy?! Wyobrażacie sobie?! I jak tu być spokojna i miłą dla męża, jeśli każdy szmerek z kuchni jest natychmiast wychwytywany przez moje uszy (jeszcze na szczęście całe)?

A propos kuchni – wchodziłam tam tylko wtedy, gdy niezbędnie musiałam i robiłam to według ścisłego planu strategicznego. Mianowicie: chcąc uprzedzić niechcianą lokatorkę kuchni, że właśnie nadchodzi właściciel lokalu i że należałoby się ewakuować, waliłam ręką trzy minuty w drzwi (tak długo na wypadek gdyby spała). Pomagało ale do czasu. Otóż któregoś wieczoru myłam sobie spokojnie (no, powiedzmy, że spokojnie) naczynia, a ta bezczelna i niewychowana wylazła nieproszona obok zlewu i centralnie szła na mnie. Naprawdę! Na szczęście refleks miałam w znacznie lepszym stanie niż nerwy – udało mi się zbiec i jakoś uszłam z życiem (tylko gardło mnie trochę potem bolało).Następnego dnia zainstalowaliśmy łapki (wiem, że to okrutne, ale czy ja jej – a właściwie im – kazałam akurat do nas przyłazić?!).

Myszy już nie ma, ale nerwica nadal trwa. Ostatnio o ból brzucha i kołatanie serducha przyprawił mnie cień mojej własnej ręki! Nieźle, co?

Tak, tak czytałam gdzieś, ze „nerwicy gorzej się pozbyć niż myszy z domu”. Ale ta przynajmniej nie ma pazurów ani tego łysolca.

O fuj! Nie mogę już więcej pisać o tym, bo nasilają mi się odruchy drgawkowo – wymiotne i pogłębiają zmarszczki na twarzy od grymasu obrzydzenia i strachu. Może niektórzy powiedzą: „Wystarczy sprawić sobie kota (tyle ich przecież biednych pałęta się po piwnicach) i kłopot z głowy”. O! To tylko wydaje się takie proste! Kotów też się boję, ale to już zupełnie inna historia.

Znerwicowana Aga

Deleted user Jan 25 '99
Deleted user

Konspekt lekcji wychowawczej

Klasa: IV.

Temat: Emocje.

Metody: poglądowa łączona z dyskusją.

Cel poznawczy: zapoznanie uczniów z definicjami różnych emocji.

Cel kształcący: wykształcenie w uczniach umiejętności wyrażania swoich emocji.

Cel wychowawczy: przekonanie uczniów, że nie warto opierać się na emocjach, ponieważ fakty są bardziej realne.

PRZEBIEG LEKCJI

1. Czynności porządkowe.

2. N: Dzisiaj porozmawiamy o emocjach. Jakie znacie emocje?

U: Strach, radość, gniew, żal...

3. N: Zanotujcie definicję emocji: silne przejęcie się czymś, podniecenie, wzruszenie, silne przeżycie uczuciowe, np. gniew, obawy, radości , tremy itp.

4. N: Omówimy bliżej kilka emocji.

{Po tych słowach włączyć mechanizm uruchamiający model Frankenstein’a.}

Jak nazwalibyście emocję której właśnie doznaliście?

U: Strach, przerażenie...

N: Bardzo dobrze. Jest to bardzo głęboka emocja i często towarzyszą jej reakcje fizjologiczne, zatem zupełnie naturalne jest, że niektórzy z was przed chwilą oblali się potem.

5. N: Kolejna emocja: jak określilibyście moje wtorkowe emocje gdy Stasiu nie odrobił lekcji?

U: Gniew, wściekłość...

N: Tak, gniew jest również silną emocją, która z kolei często prowadzi do zachowań agresywnych.

Sprawdzić czy uczniowie przestrzegają harmonogramu odwiedzin Stasia w szpitalu.}

6. N: Co czujecie gdy jest dzwonek na przerwę?

U: Radość, ulga...

N: A co gdy okazuje się, że znowu woźny upił się i zostało jeszcze 10 minut lekcji?

U: Źal, zawód...

7. N: Do omówienia kolejnej emocji poproszę o pomoc Jasia. Chodź na środek klasy i opowiedz nam o twoich problemach wtedy, gdy zostałeś w tej samej klasie na drugi rok.

Opowiadanie ucznia}.

N: Jakie emocje odczuwałeś Jasiu przed chwilą?

U: Wstyd, trema, upokorzenie...

8. N: Czasem pewne osoby wyglądają na bardzo rozemocjonowane, a jednak ich zachowanie nie jest efektem odczuwania emocji. W naszej ocenie musimy być ostrożni, np. dziwne zachowanie Zosi jest przejawem nie emocji lecz szaleństwa (biedaczka siedziała najbliżej Frankenstein’a).

9. Praca domowa.

Napisać wypracowanie (co najmniej siedem stron) na temat:

“Fakty, a nie emocje, określają rzeczywistość”.

(ex)nauczycielka z dwuletnim stażem

Deleted user Jan 25 '99
Deleted user

Rodzina jednogłośnie (tzn. Pokrętkowa tylko głosowała „za”, ale ona ma głos decydujący) postanowiła kupić nowe łóżko do sypialni.

Pokrętkowie dokonali wstępnego rozpoznania rynku i zasiedli do narady. W grę wchodziły dwa łóżka, ale każde z małżonków chciało inne. Pan domu sporządził listę kilkunastu argumentów za jego wyborem (na pierwszych miejscach listy znajdowały się pięciokrotnie niższa cena w odróżnieniu od łóżka, które wybrała jego żona, oraz to, że zmieszczą się na nim oboje, a przy tym nie będzie trzeba wyrzucać innych mebli z sypialni). Rzeczywista głowa rodziny swój wybór argumentowała tylko tym, że czuje, iż powinni kupić to łóżko właśnie. No i kupili. Raty spłacać będą jeszcze prawnuki, a Pokrętek śpi w kuchni na materacu.

Pozornie sprawa na tym się zakończyła. Jednak Pokrętek był bardzo niezadowolony z wyboru żony. Koledzy z pracy podburzali go cały czas, że powinien zaoponować. Pokrętek pamiętał jednak doskonale jak zakończył się jego bunt, gdy jeszcze na początku ich małżeństwa, nie chciał zrobić obiadu. Liczne blizny na głowie nadal przypominają mu to przykre doświadczenie. Ostatecznie Pokrętek wybrał taktykę zimnej wojny. Sumiennie wypełnia wszystkie swoje obowiązki domowe, a bunt demonstruje w czasie wolnym. Stoi wtedy całymi godzinami, zupełnie nieruchomo, w oknie i gapi się bezmyślnie w niebo. To jego specyficzne zachowanie dziwi wszystkich, ale Pokrętek odmawia jakichkolwiek wyjaśnień. Atmosfera w domu zagęszcza się z dnia na dzień...

Cała ta sytuacja wywołała niemały stres u Pokrętka. W pracy, podczas przerwy śniadaniowej, dostał zawału. Jednak już pod koniec zmiany czuł się znacznie lepiej i pracował prawie tak samo wydajnie jak inni koledzy. A bo to dla niego pierwszyzna ?

Pokrętkowa nigdy jeszcze nie miała zawału, ani żadnych innych chorób psychosomatycznych (pierwszy miałaby szansę dostać z wysiłku, gdyby ktoś kazał jej powtórzyć to słowo). Wszelkie stresy rozładowuje pląsając po mieszkaniu w falbaniastej spódniczce, zrobionej ze starej firanki. Ten taniec to podobno partie z „Jeziora łabędziego”, jednak pozostałym członkom rodziny kojarzy się to dużo bardziej z treningiem zapaśnika sumo.

Napięcia w domu rodzinnym w ogóle nie zauważyła Pokrętkówna, gdyż jest zakochana do szaleństwa w Leonardo Di Caprio. Mdleje z nadmiaru emocji gdy tylko usłyszy jego imię, co też jej koledzy z klasy skrzętnie wykorzystują i gdy tylko jakiś nauczyciel próbuje zrobić sprawdzian, to pokazują Pokrętkównej, za jego plecami, zdjęcie jej idola. Dziewczyna mdleje, nauczyciel panikuje, a uczniowie po raz kolejny odnieśli sukces nad niesprawiedliwym ustrojem społecznym, który każe im chodzić do szkoły.

Pierworodna Pokrętków jest święcie przekonana, że gdyby jej wybrany ujrzał ją, to od razu by ją pokochał. Dlatego już od dłuższego czasu zbiera pieniądze na bilet do Ameryki, od pół roku odkłada każde kieszonkowe, ma już 6 złotych, a niedługo będzie kolejna dyskoteka szkolna i znowu będzie mogła pozbierać trochę butelek po piwie.

Małego Pokrętka koledzy z klasy zaczęli przezywać „synem Szymona Słupnika” albo „Sztywnego Joe”, od czasu jak pierwszy raz zobaczyli jego ojca w oknie. Chłopak próbował tłumaczyć, że nie jest to jego ojciec, tylko mama zaczęła parać się krawiectwem i w oknie stoi manekin. Jednak koledzy nie w ciemię bici i nie dali się nabrać. Nie łyknęli też bajeczki o tym, że jego ojciec pracuje w Archiwum X i wypatruje przybycia obcych. Przez to wszystko mały Pokrętek ma zaplanowany czas po lekcjach na pięć następnych miesięcy. Codziennie ma jedną albo dwie walki o honor. Przez te wszystkie ciosy w głowę, które oberwał, nauka idzie mu co raz gorzej, a i nawet już nie pamięta dlaczego się bije. Idzie mu jednak całkiem dobrze. Z walki na walkę na boisku szkolnym gromadzą się co raz większe tłumy.

Nauczyciele początkowo nie wiedzieli jak mają zareagować. Szybko jednak zaczęli sprzedawać bilety wstępu i zbierać zakłady.

Od jakiegoś czasu walkom małego Pokrętka przygląda się jakiś facet. Mówi, że chciałby trenować razem z nim. Tylko jak on się nazywa? Nagota, czy tak jakoś.

Pies Pokrętków od czasu awantury z łóżkiem zachowuje się bardzo dziwnie. Przy lada głośniejszym dźwięku z żałosnym skowytem chowa się pod szafą. Jednak prawdziwy horror zaczyna się gdy ktoś przy nim wypowie słowo "łóżko". Azora nagle ogarnia całkowity paraliż; leży tak, z łapami wyciągniętymi sztywno w górę, ślina cieknie mu z pyska, a z gardła wydobywa się rzężenie. Taki stan może trwać nawet dwie godziny. Jedynym, co może przywrócić mu świadomość wcześniej, jest porcja jego ulubionego Whiskasa.

Trzeciego dnia zagęszczenia atmosfery wydarzyła się najdziwniejsza rzecz. Karaluchy z całego mieszkania zeszły się do łazienki. Trzy godziny trwało ich zbiorowe samobójstwo (po kolei wskakiwały do klozetu).

Tydzień po zakupie łóżka atmosfera nadal była napięta. Czy w rodzinie Pokrętków zapanują jeszcze kiedyś zwyczajne klimaty? Kiedy znowu spędzą kilka godzin razem, przed telewizorem? Czy jeszcze kiedyś Pokrętkowie przeżyją romantyczny wieczór, jak wtedy, gdy Pokrętkowa pomogła mężowi umyć klatkę schodową? Czy jest coś, co może uratować sytuację?

Cóż, autorka ma czas, do następnego numeru gazetki, na znalezienie odpowiedzi na te pytania.

Autorka

Deleted user Jan 25 '99
Deleted user

Chciałabym być szczęśliwą osobą tzn. chciałabym robić to, co naprawdę lubię, czego tak naprawdę chcę, czyli “ tworzyć coś z niczego, wznosić coś nowego”. Zawsze byłam samodzielna, bardzo lubiłam poznawać nowe rzeczy. Dlatego chciałabym, aby praca przynosiła mi satysfakcję, dawała możliwość zrealizowania się i żeby nie była to kwestia materialna. Z drugiej strony, chcę, żeby moje życie się ułożyło, aby nie było w nim ostrych zakrętów. Rzecz nie w tym, że potrzebuję spokojnego życia, po prostu nie lubię zbyt wielu burz i wichrów. Wolałabym, aby rodzina była takim miejscem, gdzie mogę przyjść, gdzie jest mi zawsze dobrze i gdzie czuję się rozumiana.

Asia, budownictwo lądowe

Najbardziej chciałabym, kiedy moje życie już się skończy, żebym mogła powiedzieć, że niczego nie żałuję.

Ania, III historia

Nigdy nie chciałbym zaznać biedy. Tylko tyle i ogólnie szczęścia.

Andrzej, III fizyka biomedyczna

Ja podobnie, też chciałbym szczęścia zaznać i wszystkiego, co możliwe.

Mateusz, III fizyka biomedyczna

Chciałybyśmy spełnienia w życiu prywatnym i zawodowym.

Agnieszka i Asia, IV filologia germańska

Chciałabym od życia nareszcie spokoju. Chciałabym ukończyć moje studia. Ponieważ żyję bardzo intensywnie, chciałabym, aby to życie nabrało troszeczkę spokoju, ułożyło się. I żebym mogła uczyć, bo bardzo to lubię. Chciałabym uczyć w średniej szkole, właśnie już to robię, ale żebym mogła spokojnie uczyć, muszę zakończyć studia. A tak bym chciała jeszcze może miłości i dobrej znajomości języka, aby być fachowcem w tej dziedzinie.

Alicja, IV filologia germańska

Szczęścia i zdrowia.

Przemek, nie studiuje, ale chce, na filologii rosyjskiej

Myślę, że dla mnie najważniejsze jest życie osobiste, życie rodzinne po prostu, żebym była szczęśliwa. Jeśli będę kiedyś w jakimś związku małżeńskim , to chodzi mi właśnie o takie szczęście rodzinne. Kończę te studia, ale nawet nie musiałabym pracować zawodowo, nie jest to moim celem i nie będę się czuła niezrealizowana i niespełniona, jeżeli będę tylko przy garnkach, w domu, przy dzieciach. Nie będzie to dla mnie karą...Studia są moją ambicją i będę szczęśliwa, jeżeli je skończę. To są bardziej moje marzenia ,ale jakaś wielka kariera zawodowa nie jest mi potrzebna do szczęścia, raczej szczęście rodzinne. Choć kiedyś chciałam być kobietą podziwianą.

Agnieszka, chemia

Deleted user Nov 26 '98
Pages: «« « ... 2733 2734 2735 2736 2737 »
  • Save this on Delicious
  • Buffer

News

Coarse words and new thinking

As is often pointed out, coarse or profane language usually represents an outburst of emotion, not careful reason. The president of the United States recently used coarse language while discussing im

Spy suspect s arrest: What motivates turncoats?

Recommended: How much do you know about China? As for geopolitics, the US is now aware that China has developed a full spectrum intelligence capability. “I don’t think this should be seen as someth

The U.S. Has Cut Half of Its Aid to Palestinian Refugees Pending U.N. Reform

The U.S. is the largest donor to the agency that supports millions of Palestinian refugees

Science Says: That Michigan meteor could have been meatier

Science Says: That Michigan meteor could have been meatier

Despite tragic blaze, New York s fire fatalities are sharply down

Just one year ago, New York City officials were celebrating the lowest number of fire fatalities the city had ever seen in over 100 years. It was the largest number of fatalities in a single fire in

States make headway on opioid abuse

In Massachusetts and Rhode Island partial year estimates for 2017 show drops of 10 percent and 9 percent respectively in overdose deaths. Massachusetts was the first of what are now many states that

Watch today’s SpaceX launch live right here at 12:30 PM

SpaceX might have some seriously grand plans for the near future of its rocket program, but until the world s most powerful rocket is ready to head skyward, it s business as usual at the commercial

Palatine boy scouts send science experiment into space via SpaceX rocket

A SpaceX rocket that launched Monday toward the International Space Station is carrying an experiment from a boy scouts troop in Palatine.

Adsense

Loading...
Oxwall: 1.8.4 (10800) Page: 2.402s | 2.00 MBMB Request: BLOGS_CTRL_Blog::index Components: 20 Events: 191 Database: 79qrs | 2.330s CLEAR CACHE