en

User blogs

  • Save this on Delicious
  • Buffer
Deleted user

Powiedzmy, że chłopakowi o imieniu Kamil spodobała się dziewczyna o imieniu Kasia. Zaprosił ją do restauracji, ona przyjęła zaproszenie. Dobrze się ze sobą bawili. Kilka dni później tak samo dobrze bawili się w kinie i w kawiarni. Po jakimś czasie zaczęli regularnie się spotykać.

Pewnego wieczoru, wracają do domu. Nagle Kasia mówi:

„Zdajesz sobie sprawę, że spotykamy się już dokładnie od sześciu miesięcy?”

W samochodzie nastaje cisza. Dla Kasi jest to bardzo głośna cisza.

Myśli sobie: „O kurcze, chyba się tym przejął. Może czuje się zniewolony naszym związkiem... Może myśli, że ja chcę go do czegoś zmusić...”

A Kamil myśli: „Kurcze, sześć miesięcy.”

A Kasia myśli: „No ale ja też nie wiem, czy chcę takiej poważnej relacji z Kamilem. Często chciałabym mieć trochę czasu, żeby pomyśleć dokąd zmierzamy. Tzn. dokąd my właściwie zmierzamy – małżeństwo, dzieci, całe życie razem? Czy jestem na to gotowa? Czy ja go w ogóle znam?

A Kamil myśli: „To znaczy...pomyślmy...październik, wtedy zaczęliśmy, to było zaraz po tym, jak odebrałem samochód z przeglądu. Niech sprawdzę licznik...o, muszę zmienić olej.

A Kasia myśli: „Jest zdenerwowany, widzę jego twarz. Może jednak nie miałam racji, może on chce się bardziej zaangażować. Może wyczuł we mnie pewną rezerwę. Tak, tak na pewno było. To dlatego tak niechętnie mówi o swoich uczuciach. Boi się odrzucenia”.

A Kamil myśli: „No i przy okazji niech znowu sprawdzą moją skrzynię biegów. Nieważne co te cwaniaki mówią. Wciąż ciężko chodzi. Niech tylko spróbują zwalać na pogodę. Jaka pogoda?! Jest 15 C, a skrzynia biegów działa jak w traktorze! A ja zapłaciłem 300zł. Tym złodziejom!

A Kasia myśli: „Jest zły. Nie winię go, też bym była zła. Czuję się winna, że doprowadziłam go do takiego stanu, ale nie zmienię swoich uczuć.

A Kamil myśli: „Pewnie powiedzą, że gwarancja jest tylko na trzy miesiące. Oszuści!

A Kasia myśli: „Może jestem zbyt romantyczna, czekając na rycerza na białym koniu. Może siedzę obok odpowiedniej osoby. Osoby, z którą lubię być, na której mi zależy i której zależy na mnie. A on teraz cierpi z powodu moich egoistycznych, dziecinnych marzeń!

A Kamil myśli: „Gwarancja? Chcą gwarancji. Ja im dam gwarancję! Wezmę gwarancję i...i...

„Kamil!”

„Co?”

„Proszę nie zamęczaj się tak. Może ja nie powinnam... Czuję się tak...” (szlochając)

„Co?”

„Jestem taka głupia. Wiem, że nie ma żadnego rycerza. Wiem, że nie ma żadnego białego konia!”

„Źadnego konia?”

„Myślisz, że jestem głupia?!”

„Nie!!! Bo ja właśnie, bo ja... potrzebuję trochę czasu!”

Następuje piętnastosekundowa przerwa, podczas której Kamil myśli tak szybko jak tylko może, próbuje znaleźć bezpieczną odpowiedź. W końcu ją znajduje.

I mówi: „Tak.”

Kasia głęboko poruszona dotyka jego ręki.

„Och Kamil, czy Ty też tak myślisz?”

„O czym?”

„O czasie.”

„No... tak.”

Kasia spogląda mu głęboko w oczy, co sprawia, że Kamil jest jeszcze bardziej zdenerwowany. Nie wie, co powiedzieć dalej, zwłaszcza jeśli usłyszy jeszcze coś o białym koniu. W końcu Kasia mówi:

„Dziękuje, Kamil. Dziękuję.”

Potem Kamil odwozi ją do domu, a ona kładzie się na łóżko i z udręką w duszy płacze do świtu.

A Kamil wraca do domu, robi sobie kanapki, włącza telewizor i natychmiast głęboko angażuje się w powtórkę meczu tenisowego między dwoma Czechami, o których nigdy wcześniej nie słyszał. Cichy głosik gdzieś z tyłu umysłu mówi mu, że coś ważnego działo się wcześniej w samochodzie, ale jest święcie przekonany, że nie ma sposobu, by kiedykolwiek coś z tego zrozumiał, więc decyduje, że lepiej o tym nie myśleć.

Następnego dnia Kasia dzwoni do swojej przyjaciółki i rozmawiają o całej tej sytuacji przez dobre kilkadziesiąt minut. Analizują wszystko, co ona powiedziała i co Kamil powiedział, przechodząc przez to raz za razem, próbując odkryć, co oznaczało każde słowo i gest. Będą kontynuowały dyskusję na ten temat tygodniami, a może i miesiącami, nigdy nie dojdą do ostatecznych wniosków, ale i nigdy się tym tematem nie znudzą.

A Kamil zapyta kiedyś ich wspólnego znajomego:

„Ty, Adam, czy Kasia miała kiedyś konia?”

Rick Amos

Deleted user Apr 25 '98
Deleted user

Zaręczeni czy zadręczeni?

Na początku było fajnie. Romantyczne spacery, kawiarnie, długie listy i długie rozmowy, przyspieszone bicie serca i mnóstwo pieniędzy wydanych na karty telefoniczne. Po prostu zakochaliśmy się w sobie. Niewielkim efektem ubocznym były m.in. kłopoty ze skupieniem się podczas pracy i „całkowite” zagubienie, gdy byliśmy osobno.

Po jakimś czasie siły do sprawiania wrażenia, że jest się ideałem, znacznie opadły. Tym samym procentowy udział randek kawiarniano-spacerowo-kinowych w stosunku do całkowitej liczby naszych spotkań malał z dnia na dzień. Oprócz tego, te cechy, które na początku wydawały się najwspanialszymi zaletami, zaczęły mieć również i złe strony.

Pomimo różnych pojawiających się problemów miłość zwyciężyła. Cóż było robić? Trzeba się było zaręczyć. Zaręczyny i czas po nich były bardzo romantyczne. Chcieliśmy po prostu być razem. Jednak szybko musieliśmy powrócić do rzeczywistości i:

- powiadomić rodziców,

- doprowadzić do ich pierwszego spotkania (i na dodatek być na tym spotkaniu),

- przypomnieć sobie czy i gdzie się urodziło, ochrzciło, itd. i zdobyć poświadczające to dokumenty,

- odpowiedzieć na szereg różnych pytań (sobie, rodzicom, księdzu czy pracowniczce Urzędu Stanu Cywilnego) np.:

· jakie nazwisko będzie nosić po ślubie narzeczona?

· czy robić listę prezentów?

· gdzie przenocować wujka Franka po weselu?

· znaleźć osoby chętne do sponsorowania wesela (zazwyczaj najbardziej zainteresowani są rodzice narzeczonej)

· itp..

Całkowita ilość szczegółów, które trzeba załatwić, nie zmieściłaby się w całym tym numerze gazetki, dlatego ich wszystkich nie wymienimy. Pocieszające jest to, że niedługo skończą się przygotowania, a zacznie się (i to podróżą poślubną!) normalne życie razem.

Jeszcze narzeczeni: Gosia i Bartek

Deleted user Apr 25 '98
Deleted user

Pech już nigdy nie opuści Pokrętka. Co roku jest to samo – rocznica ślubu wypada w Walentynki. Nigdy nie mógł się z nim pogodzić, z tym przeklętym zbiegiem okoliczności.

Ta rocznica, dwudziesta, należy do tych najtragiczniejszych, bo okrągłych – tak okrągłych jak jego Lola. Gdyby to była zwykła rocznica ślubu, to pikuś. Kupiłby jej jakiś prezent, złożyłby życzenia, powiedziałby, że jest szczęśliwy, że nadal są razem i mógłby spokojnie oglądać mecz. A tak, to Pokrętkowa domaga się okazywania czułości i miłosnych wyznań. Już tydzień temu wbiła się w różową mini, którą miała na sobie, gdy się poznali. Nawet śpi w niej, bo nie może jej ściągnąć. Ciągle włącza kasetę z przebojami ich młodości (głównie piosenki Foga) i w tanecznych pląsach przelewa swe ciało po mieszkaniu, obijając się o meble. A uśmiecha się przy tym tak, jakby ją ktoś wpuścił do Szydłowskiego i powiedział: „Bierz co chcesz”. Od patrzenia na nią można się nabawić anoreksji lub innego aniona.

Z tego wszystkiego od dwóch tygodni Pokrętek musi się codziennie po pracy zalewać w trupa, bo tylko wtedy żonka nie próbuje wciągać go we wspomnienia tego, jak się poznali.

Najgorszy jest ten strach, że kiedyś po pijaku wygada się, że ożenił się z nią, bo się założył z kumplami o piwo. Gdyby się o tym dowiedziała, to nawet Rambo z Czterema Pancernymi i psem by go nie obronili.

To już prędzej chyba wybaczyłaby mu, że ją kiedyś zdradził i że ich młodszy syn nie jest jej dzieckiem. Zresztą ona chyba coś podejrzewa, nigdy go nie lubiła, zawsze biła go mocniej niż samego Pokrętka i starszą córkę.

I oto nadszedł ten apokaliptyczny dzień. Pokrętek kupił żonie gustowną, czterobiegową wiertarkę udarową. Po pracy przyjął podwójną dawkę alkoholu i z ciężkim sercem (głową i nogami też) zbliżał się do domu.

I wtedy wydarzył się cud! W najśmielszych marzeniach Pokrętek nie mógłby sobie czegoś takiego wymarzyć. Ulica szła pani z pieskiem. Nagle piesek wyrwał się i pobiegł przed siebie, tuż pod koła rozpędzonego TIR-a. Kierowca TIR-a w ostatniej chwili wykonał dosyć brawurowy manewr, wjechał na chodnik – prosto na Pokrętka. No to Walentynki i rocznica ślubu z głowy – hura!!! Ba! Z głowy żonka i cała kochana rodzinka na kilka miesięcy (nawet jeśli przyjdą do szpitala, to będzie mógł udawać, że jest w śpiączce).

Stało się! A jednak przyszli... Pokrętkowa nie zważając na specyficzną atmosferę szpitala zupełnie nie przystającą do jej nie odreagowanych walentynkowo-rocznico-ślubowych zapędów, zaczęła wyśpiewywać nad łóżkiem lubego pieśń własnej kompozycji pt.: „ Ich trzech i Lola”, na melodię: „To ostatnia niedziela”.

1. Kochanie, kochanie to

co się z nami stanie?

Chyba już mnie nie kochasz,

Bo rocznicę masz w nochu.

2. Nie kochasz mnie wcale

choć odeszli rywale.

Kilku mnie podrywało,

Nawet żenić się chciało.

3. Józek miał dresik z kreszu,

to był człowiek biznesu.

Lecz go w dal odrzuciłam,

Tylko Ciebie lubiłam.

4. Kazik sklep swój posiadał,

w Makdonaldzie jadał.

Mogło być z nim jak w niebie,

Lecz ja wybrałam Ciebie!

5. A ten z piętra czwartego,

też nie byle czego.

Ja nie patrzę na niego-

-kocham Ciebie jednego!

6. Jak mnie nie chcesz już kochać,

to nie będę szlochać.

Odejdź, zabierz berety.

Zostaw Szazy kasety!

Nie da się ukryć – Pokrętkowa proponuje rozwód! Co w tej sytuacji zrobi nasz poturbowany, ale jakże sympatyczny bohater – nie wiadomo. Póki co nadal udaje nieprzytomnego. A może zasnął?

Dalsze losy rodziny Pokrętków w następnym numerze gazetki „Płyń pod prąd!”.

Deleted user Apr 25 '98
Deleted user

Czy lubisz rodzinne tradycje, starannie pielęgnowane zwyczaje, których „nie wolno” zmienić? Kiedyś bardzo ich nie lubiłam. Kojarzyły mi się z czymś sztucznym, sztywnym, z zupełnie zbędną otoczką. Teraz, gdy już minął okres młodzieńczych buntów, patrzę na takie zwyczaje inaczej. Myślę, że pomagają stworzyć niepowtarzalną atmosferę wokół rodzinnych wydarzeń np.: świąt. Chyba także to dzięki tradycjom czujemy się w rodzinie tak swojsko i... rodzinnie.

Kiedy wspominam Boże Narodzenie z mojego dzieciństwa, mam okazję docenić szczególny charakter tego święta (właśnie dzięki rodzinnym tradycjom). Spędzaliśmy je u moich dziadków na wsi (w Obrzycku, Wielkopolska). Pamiętam jak wspólnie z siostrami stroiłyśmy choinkę, którą dziadek przynosił w Wigilię z lasu, jak sklejałyśmy łańcuchy z papieru lub słomy, robiąc zawody, która sklei dłuższy. Karpie zawsze kilka dni wcześniej pływały w wannie, a w domu unosiły się zapachy „wschodnich” potraw, bo dziadkowie pochodzili z Przemyśla. Jedliśmy np. kwasówkę – zupę z wywaru po przegotowaniu kiszonej kapusty. Albo kutię – mieszaninę maku, miodu, ziaren pszenicy i bakalii. Oczekiwaliśmy za to „wielkopolskiego” Gwiazdora, a nie Św. Mikołaja, bo ten drugi przychodził do nas tylko 6 grudnia.

Teraz choć dziadkowie już nie żyją, moja mama stara się podtrzymać niektóre z tych świątecznych, rodzinnych tradycji. I nadal doświadczamy choć trochę z uroku dawnych świąt. Mam ochotę przyjąć takie zwyczaje, bo chciałabym je kiedyś wprowadzić w mojej przyszłej rodzinie.

Pomyśl o Waszych świątecznych tradycjach. Może niektóre z nich zachować? A może wprowadzisz całkiem nowe, stworzone przez siebie zwyczaje.

Źyczę Ci pięknie tradycyjnych świąt w tym roku i w przyszłości.

Gosia

Deleted user Dec 26 '97
Deleted user

Radość, spokój, odprężenie, odpowiedni nastrój, życzliwość w relacjach między ludźmi – słowem: sielanka. Tak właśnie powinny wyglądać idealne święta i chyba wielu z nas marzy o czymś takim.

Moje święta nigdy nie były idealne w ten sposób, zawsze któregoś z tych elementów brakowało lub dodane było coś co wprowadzało dysharmonię.

Niedawno zrobiłam wycieczkę we wspomnienia. Odnalazłam migawki ze Świąt Bożego Narodzenia, które przeżyłam i które z jakichś powodów zapamiętałam...

Odkąd pamiętam święta zawsze oznaczały zjazd rodzinny w domu babci i dziadka. Wszędzie było pełno ludzi – w kuchni w czasie przygotowań prawie deptaliśmy się nawzajem. Tata kręcił sernik w glinianej misce, mama pomagała babci przyrządzić karpia, dziadek biegał po ostatnie zakupy, ja kursowałam między choinką a miską z kremem. Choinka pachniała lasem, błyszczała, było ciepło i rodzinnie.

Były też inne święta – w czasie stanu wojennego. Byłam u babci ale rodzice mieli duże trudności z otrzymaniem pozwolenia na wyjazd z Gdańska...

Głęboko wrył się w moją pamięć rok 1982. W drodze do babci mieliśmy wypadek. Samochód wpadł do rowu. Wspomnienia, które pozostały nie są wcale świąteczne – potłuczone szkło, rozbity samochód, gorzkie łzy i zimno.

Zdarzały się wigilie, podczas których nasza rodzina nie mogła być razem. Któregoś roku brakowało dziadka – był w szpitalu. Innym razem taty, który zamiast siedzieć przy stole jadł karpia z kroplówki.

Przez te wszystkie lata zmieniały się okoliczności, problemy z którymi się borykaliśmy. Zmienialiśmy się my sami. Jednak w tym kalejdoskopie wydarzeń jedno było stałe – Bóg i Jego obecność wśród nas. Fragment z Ewangelii Łukasza 2,1–19, który dziadek lub tata czytali tuż przed rozpoczęciem wieczerzy wigilijnej, pokazywał nam, że nie dla siebie samych zbieramy się przy wigilijnym stole ale dla Boga. To Jezus Chrystus gromadził nas abyśmy wspólnie mogli Go wielbić i cieszyć się Jego miłością. Modlitwa była dla nas schronieniem przed codziennością, a słowa anioła, mówiącego: „ Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu, gdyż dziś narodził się wam zbawiciel, którym jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym” ( Łk. 2,10-11) były ukojeniem i lekarstwem na przerastające nas okoliczności.

Obecność Boga pośród nas nadawała sens życzeniom i łamaniu się opłatkiem. Nawet przy odnajdywane pod choinką prezenty przypominały nam, że największym darem jaki otrzymaliśmy kiedykolwiek jest Jezus Chrystus.

Dopiero niedawno w pełni zrozumiałam, że Święta Bożego Narodzenia to nie dwanaście potraw, góra prezentów i nastrój w hollywoodzkim stylu. Boże Narodzenie to, jak sama nazwa wskazuje, urodziny Boga. Ten fakt to sens tych świąt, określający ich specyficzny nastrój, którego ludzkie starania nie wytworzą.

Aneta

Deleted user Dec 26 '97
Deleted user

( LUB UTRACONA WIARA )

Pamiętam moment kiedy przestałam wierzyć w Świętego Mikołaja (u nas na Kociewiu mówi się na niego Gwiazdor). Co roku w wieczór wigilijny mama otwierała w drugim pokoju okno i wyciągała poukrywane prezenty. Następnie mówiła, że właśnie przyjechał pod okno Gwiazdor i dał dla mnie prezenty, ale bardzo się spieszył, dlatego nie mógł zaczekać aż mama mnie zawoła. Obiecał jednak, że za rok porozmawia ze mną i żebym była grzeczna. Czasem nawet mama posuwała się do tego, że wołała mnie i krzyczała: „Zobacz jeszcze go widać”, a ja z wypiekami na twarzy usiłowałam dojrzeć coś w ciemności.

Pamiętnej Wigilii w prezentach, które rzekomo przywiózł Gwiazdor, rozpoznałam zabawki, które kilka dni wcześniej „przypadkiem” znalazłam pod ubraniami.

Deleted user Dec 26 '97
Deleted user

rys. Marcin GromkeAKADEMIKOWY CZAS PRZEDŚWIĄTECZNY-CZYLI CO ZROBIĆ BY POCZUĆ ŚWIĘTA...

Zostało już tylko kilka dni do wyjazdu do domu, dlatego niewiele jest czasu na to, by stworzyć chociaż na chwilę świąteczny nastrój w pokoju akademickim. A warto, warto...

Można to zrobić w sposób prosty, łatwy i przyjemny. Na przykład krótki spacer po lesie (np.: wracając ze stołówki na Traugutta) może zaowocować kilkoma znalezionymi gałązkami świerku lub sosny (zwłaszcza, gdy dzień wcześniej wiał silny wiatr). Można je ułożyć na talerzu lub wstawić do wazonu, do tego jakaś świeczka i jest już świątecznie, i pachnąco w pokoju. (rys.1.)

Jeśli stać Cię na wydatek, kup złotą farbę w spray’u i popryskaj znalezione w lesie suche szyszki-to fajnie wygląda.

Gdy naprawdę nie mamy ochoty na spacer, chwila relaksu przed kolokwium w celu wycięcia choinki z kartonu lub białego papieru może się przydać. Jest to proste: (rys.2.)

Takie spięte cztery choinki dadzą nam stojącą choinkę dowolnych rozmiarów i koloru (zależnie od inwencji).

Przy choince można postawić aniołka, zrobionego z białego lub kolorowego papieru: (rys.3.)

Tak wytworzony nastrój przypomina o nadchodzących świętach i mobilizuje do zrobienia akademickiej Wigilii w gronie swoich znajomych. Dlatego warto włożyć trochę wysiłku, zebrać się w sobie, nabrać powietrza i rzucić hasło: „Zrobimy Wigilię?!” Zawsze znajdzie się jakaś dziewczyna, która umie zrobić ciasto, chłopak, który zaoferuje pomoc przy zakupach.

Gdy byłam na pierwszym roku zrobiliśmy ze znajomymi z roku taką Wigilię. Było nas ok.15 osób. Ta impreza różniła się od innych, byłą uroczysta, świąteczna oraz smakowita. Było po prostu extra. W tym roku też rzucam hasło!

Oto propozycja 12 jarskich potraw, które można przygotować na akademikową Wigilię.

1) Musi być RYBA:

wystarczy kupić 1 kg. Śledzi (bardzo tanie na rynku), obtoczyć w mące i usmażyć na oleju. Palce lizać!

2) BARSZCZ:

Można zrobić barszczyk z paczki, jeżeli chce się mu dodać trochę świątecznego smaku, można ugotować w nim suszony grzybek oraz trzy pokrojone czerwone buraczki. Przed podaniem należy barszcz odcedzić.

3) GRZYBY:

Wystarczy pokrojone pieczarki podsmażyć z cebulą (koniecznie posolić i popieprzyć), gdy puszczą sok, dodać śmietanę lub kefir-sosik pyszny już gotowy!

4) KORECZKI zawsze na czasie:

Na wykałaczki można nabić wszystko (!)-ser, śledzia, ogórek konserwowy, paprykę. Będzie to wyglądało ładnie i smakowicie.

5) JAJKA Z MAJONEZEM:

Znany zapychacz żołądka. Można ozdobić je gałązką świerkową (by nie pomyliły się nam święta).

6) Nieśmiertelna SAŁATKA Z TUŃCZYKA:

1 puszka tuńczyka w sosie własnym,

1puszka kukurydzy,

4 jajka,

1 cebula,

1 majonez (mały),

sól, pieprz.

Mieszamy i jemy (czyż to nie jest proste?). Gdy chcemy, by było więcej, można ugotować jedną torebkę ryżu (bardzo nie zmieni smaku, a będzie pożywniejsza).

7) MAKARON (z tym, to można zawsze coś pomieszać...):

1 paczka wiórków kokosowych.

1 paczka rodzynek,

1 puszka ananasów,

1 paczka makaronu (0.5 kg.),

1 śmietana (12% w kubeczku).

Mieszamy razem składniki-pyszne!

8) KOMPOT Z SUSZONYCH OWOCÓW (podajemy owoce razem z kompotem, kto lubi może wyjadać z kubeczków tych, którzy nie lubią...):

10 dkg. suszonych jabłek,

10 dkg. suszonych moreli,

20 dkg. suszonych śliwek,

1 cytryna (wycisnąć),

o,5 szkl. cukru.

Zalać 2l wody, ugotować, dosłodzić w razie potrzeby.

9) CIASTO-najprościej z paczki.

10) MANDARYNKI.

11) ORZECHY-do tego należy złapać dziadka.

12) CIASTKA GWIAZDECZKI Z LUKREM.

MAMY 12 POTRAW I AKADEMIKOWA WIGILIA GOTOWA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Deleted user Dec 26 '97
Deleted user

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Czy będziemy obchodzić rocznicę urodzin prawdziwej osoby? Czy naprawdę istniał ktoś taki, jak Jezus z Nazaretu, który urodził się w betlejemskiej stajni? Może to tylko mit, legenda?

Spójrzmy na dzisiejszą datę w kalendarzu, w gazecie. Choć nawet nad tym się nie zastanawiamy, to mówi ona, co zostało naukowo dowiedzione, że chodził po ziemi, prawie dwa tysiące lat temu człowiek, który wywarł największy wpływ na bieg historii, wpływ trwający nie kilka lub kilkanaście lat, lecz dwadzieścia stuleci.

Jego narodziny i życie miały jeden główny cel. Było nim rozwiązanie problemu grzechu i winy każdego człowieka. Jezus urodził się po to, aby dobrowolnie umrzeć za wszystkie nasze grzechy. Bóg stawia każdego człowieka przed wyborem: albo uznać i przyjąć fakt, że Jezus zapłacił karę za jego grzechy, albo ten fakt i dar odrzucić. Wiąże się to z przyjęciem lub nie przyjęciem przebaczenia grzechów.

Wiele osób myśli, że wystarczy uznawać podstawowe prawdy wiary, praktykować, starać się być dobrym. To nie jest złe, ale pamiętajmy, że zbawienie jest darem. Nikt nie może na nie zasłużyć: „ Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od Was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił” (List św. Pawła do Efezjan 2, 7-8). To Bóg pierwszy wyciągnął do nas rękę. „ Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (Ewangelia św. Jana 3, 16). Pismo święte domaga się od nas zdecydowanego określenia się do wiary Jezusa na krzyżu i Jego panowania w naszym życiu. „Ten, kto ma Syna, ma życie, a kto nie ma Syna Bożego, nie ma też i życia” (Pierwszy List św. Jana 5, 12).

Nigdy nie jest za późno, by podjąć decyzję zaufania Jezusowi. On może zmienić Twoje życie!

jeśli chcesz porozmawiać z kimś o przyjaźni z Bogiem, napisz:
trojmiasto@podprad.pl

Deleted user Dec 26 '97
Deleted user

LUB WIGILIA U POKRĘTKÓW

Powoli nadchodzi wigilijny wieczór. Na sali rozlega się donośne rzężenie. W Domu Spokojnej Starości został już tylko jeden dziadek i to on właśnie wydawał te niepokojące dźwięki. Pozostali pensjonariusze już znaleźli swoje rodziny zastępcze na okres Świąt Bożego Narodzenia.

Pokrętek z synem jak zwykle na ostatnią chwilę szukają kogoś kto zajmie dodatkowe, puste miejsce przy stole. Wszyscy sąsiedzi już na kilka dni przed świętami znaleźli kogoś, wobec kogo można spełnić dobry uczynek i przez co święta nabiorą sensu. Pokrętkowie odwiedzili już wszystkie dworce, przytułki i mosty, ale nie znaleźli żadnego bezdomnego. Znowu inni ich wyprzedzili... Teraz pełni smutku przyglądają się ostatniemu dziadkowi, który na stałe podłączony jest do rozrusznika serca, a pokarm przyjmuje tylko przez kroplówkę ( odpada więc dzielenie się opłatkiem, zresztą nie wiadomo czy do kolacji wigilijnej dożyje). Dziadek może nie pierwszej jakości, ale mógłby być, tylko że za jeden wieczór chcieli za niego 1000 zł.

Pokrętek z synem wloką się noga za nogą do domu. Nic nie udało im się załatwić. Przy wigilijnym stole usiądą tylko we trojkę, bo starsza córka przez cały okres świąteczny dorabia sobie, stojąc na wystawie w domu towarowym przebrana za renifera.

Pokrętkowa na razie zajęta jest humanitarnym zabiciem karpia. Najpierw myślała o zagłodzeniu go na śmierć, ale doszła do wniosku, że już nie zdąży. Potem zaczęła wyliczać ile relanium powinna rozpuścić w wannie, żeby karp przekroczył śmiertelną dawkę.

Tego dorodnego dziadka za oknem stróżówki wypatrzył młodszy z Pokrętków. Zaczął się szaleńczy wyścig, bo z drugiej strony ulicy biegł już inny ojciec z synem. Zanim dopadli do stróża, ocenili sytuację i w zasadzie walka była już przesądzona – Pokrętkowie mieli przewagę taktyczną – zaprocentowały popołudnia spędzone na trzecioligowych meczach...

Początkowo dziadek stawiał słaby opór (w zasadzie dopiero pod domem Pokrętków wypuścił z rąk poręcze od fotela). Ale Pokrętek – doświadczony ZOMO-wiec – błyskawicznie wyperswadował mu jakiekolwiek sprzeciwy. Nie było przecież czasu na dyskusje, bo Wigilia tuż, tuż, butelka się chłodzi, a w dodatku do stróżówki zbliżał się jakiś typ ( jak później przeczytali w gazetach, nie był to kolejny amator na dziadka, ale zwykły złodziej, który wyniósł z fabryki telewizory pod nieobecność stróża).

W domu karp spał już w wannie. Pokrętkowa nie mogła go zabić: „ Co taka rybeczka komu zrobiła, żeby ją mordować. Je to to mało, a wanny i tak nikt nie używa”).

Kolacja wigilijna była już przygotowana. Pokrętkowa była dziadkiem zachwycona. Po zeszłorocznym podpaleniu mieszkania nie chciała się zgodzić ponownie na dziecko z sierocińca).

Rodzina usiadła do stołu i w tym momencie wydarzyła się tragedia – zepsuł się telewizor. Pokrętkowie na nic już nie mieli już ochoty (oprócz trunku). Zjedli jednak w milczeniu kolację i ... dalsze losy rodziny Pokrętków w następnym numerze naszej gazetki.

Deleted user Dec 25 '97
Pages: «« « ... 2733 2734 2735 2736 2737
  • Save this on Delicious
  • Buffer

News

Coarse words and new thinking

As is often pointed out, coarse or profane language usually represents an outburst of emotion, not careful reason. The president of the United States recently used coarse language while discussing im

Spy suspect s arrest: What motivates turncoats?

Recommended: How much do you know about China? As for geopolitics, the US is now aware that China has developed a full spectrum intelligence capability. “I don’t think this should be seen as someth

The U.S. Has Cut Half of Its Aid to Palestinian Refugees Pending U.N. Reform

The U.S. is the largest donor to the agency that supports millions of Palestinian refugees

Science Says: That Michigan meteor could have been meatier

Science Says: That Michigan meteor could have been meatier

Despite tragic blaze, New York s fire fatalities are sharply down

Just one year ago, New York City officials were celebrating the lowest number of fire fatalities the city had ever seen in over 100 years. It was the largest number of fatalities in a single fire in

States make headway on opioid abuse

In Massachusetts and Rhode Island partial year estimates for 2017 show drops of 10 percent and 9 percent respectively in overdose deaths. Massachusetts was the first of what are now many states that

Watch today’s SpaceX launch live right here at 12:30 PM

SpaceX might have some seriously grand plans for the near future of its rocket program, but until the world s most powerful rocket is ready to head skyward, it s business as usual at the commercial

Palatine boy scouts send science experiment into space via SpaceX rocket

A SpaceX rocket that launched Monday toward the International Space Station is carrying an experiment from a boy scouts troop in Palatine.

Adsense

Loading...
Oxwall: 1.8.4 (10800) Page: 2.389s | 2.00 MBMB Request: BLOGS_CTRL_Blog::index Components: 20 Events: 190 Database: 79qrs | 2.295s CLEAR CACHE