en

News

  • Save this on Delicious
  • Buffer
«    1 2 ... 5020 5021 5022 5023 5024    »

rys. corel galleryPokrętek nie miał żalu do kolegi, że go wydał. Gdyby to jego Pokrętkowa wzięła w krzyżowy ogień pytań, to wydałby nie tylko najlepszego przyjaciela, ale i matkę, Ojczyznę i w ogóle wszystkie tajemnice świata, nawet te, o których nie ma bladego pojęcia. Zresztą jak można mieć żal do takiego strzępku człowieka jaki z niego pozostał po spotkaniu z Pokrętkową (i jej prawym sierpowym)?

No, ale teraz musi szukać nowej mety, ta już jest spalona. Pierwszy miesiąc po ucieczce z domu spędził w sieci ciepłowniczej niedaleko ulicy Wyspiańskiego. Inni, którzy tam mieszkali, założyli Komitet Obrony Mężów Przed Agresywnymi Niewiastami (w skrócie K.O.M.P.A.N.). Gdy Pokrętek opowiedział im swoją historię, to od razu wybrano go na honorowego prezesa Komitetu. Niestety, z chwilą, gdy widziano Pokrętkową węszącą w pobliżu KOMPAN'a, Pokrętek musiał szukać nowej kryjówki. Wtedy właśnie przyjął go do siebie przyjaciel (był akurat w bardzo dobrym nastroju, bo żona go zostawiła). No, ale tutaj też go odnalazła.

Nadszedł czas znaleźć coś nowego. Szczęście sprzyjało Pokrętkowi. Pewien podróżnik szukał pomocnika do dźwigania bagażu w wyprawie na Biegun Południowy (Green Peace zabroniło zabierać zwierzęta w tak niebezpieczną podróż). Znowu okazało się, że nauczyciele w szkole nie wiedzą co mówią, na południu wcale nie jest cieplej niż w Polsce (wręcz przeciwnie). Podróżnik był bardzo miły dla Pokrętka, w zasadzie to on niósł cały bagaż, a Pokrętek tylko jego. Czasem nawet dawał mu coś do jedzenia. W sumie, w porównaniu do rodzinnego domu, był to wprost raj. W ten sposób dotarli do bieguna południowego i zaczęli wracać do domu (do tej pory Pokrętek nie rozumie po co szli taki kawał). Nasz bohater, z każdym krokiem zbliżającym go do Polski, robił się coraz smutniejszy, wiedział, że nic, co piękne nie trwa wiecznie. Na szczęście podróżnik postanowił wracać do Polski nieco okrężną drogą. W Brazylii kupili dużo roślin i sprzedawali je w krajach, które mijali po drodze. Po dwóch tygodniach belgijska policja aresztowała ich i odesłała do Polski. Pokrętek za niską świadomość karalności popełnianych czynów dostał tylko trzy miesiące aresztu (skąd mógł wiedzieć, że Belgowie mają takiego fioła na punkcie zieleni i że nie wolno tam sprzedawać trawy?).

Pobyt w więzieniu był najszczęśliwszym okresem w życiu Pokrętka. Było nawet wspanialej niż wtedy, gdy Pokrętkowa wyjechała w ich podróż poślubną, bo teraz miał co jeść. Co prawda było tutaj kilku bardzo nieprzyjemnych typów, ale w porównaniu z kochaną żonką, to każdy z nich wydawał się łagodny jak baranek. Dobra passa w życiu Pokrętka zakończyła się na dwa tygodnie przed wyjściem z więzienia. Owego dnia, podczas śniadania, w pasztetowej znalazł gryps następującej treści:

"Muj Pysiaczku-biedaczku. Widziam ciebie w telewizorze. Źałuje ciebie bardzo że jezdeś w tym wieńzieniu. Wybaczam ci wszystko. Wybaczam ci żeś robił te cyrki przy oknie co to przez nie śmiali sie z nas wszystkie somsiadki. I wybaczam ci żeś nie hciał zrobić durzych porządkuw wiosennych ani remontu ani kupić i przynieść ze sklepu nowej meblościanki ani wzionś trzeciego etatu żebyś mnie móg kupiś futro. A nawet wybaczam ci że mnie już nie kochasz. I fcale to nieprawda że nasze małrzeństwo sie nie liczy tylko dlatego że miałeś 41 stopni goronczki jak sie ze mnom rzeniłeś. I wogóle nie ma znaczenia to żem cie spiła przed ślupem tak że cie świadkowie musieli donieść do ołtarza. A pytałam sie Baśki od Pyskaczów co to ma durze wie bo pochowała jusz czterech menżóf i ona powiedziała że jak mnie nie chciałeś pocałować tylko krzyczałeś i wyskoczyłeś przez okno z trzeciego pientra i uciekłeś to znakiem tego rzeczywiście chyba jusz mnie nie kochasz. A mnie to sie zrobiło tak romantycznie bo tak jakoś wiosna idzie i w telewizorze widziałam że sie całowali ale może ty masz racje że to tylko tak do filmu i może rzeczywiście niepoczebnie tak mocno cie walnełam. Ale jak cie widziałam w tym sondzie i miałeś kańdanki i ten sond (a ty widziałeś że on fcale nie był wysoki?) tak walił tym młotkiem to se postanowiłam że ci wszystko wybacze i nawet cie nie bende wiencej biła (ale mniej też nie - nie myśl se). Bende na ciebie czekała pszed bramom wienzienia jak bendziesz miał wychodzić (tylko co bym nie musiał za dugo czekać). Morze nawet obiad zrobie? I może nawet nie bendziesz musiał jeść z Azorem? A powiec jeszcze temu co tym młotkiem tak walił żeby przyszed do nas kiedy bo wyglondał bardzo mile a u nas obraz trzeba powiesić to wbije jakiś gwuść (tylko niech nie przychowty peruce bo sie bendom z nas wszyscy znowu śmieli). Ściskam ciebie mocno. Rzona twoja."

Od tej chwili Pokrętek gorączkowo obmyślał plan ucieczki. Początkowo próbował zmusić władze więzienia do zatrzymania go dłużej. Śpiewał brzydkie piosenki, siorbał i mlaskał na stołówce, na spacerze chodził pod prąd itp. Jednak dyrektor więzienia zapoznał się z grypsem od Pokrętkowej i wiedział, że z jego przytulnego więzienia nie zostanie nawet kamień na kamieniu jeśli Pokrętek nie wyjdzie w porę. Następnie Pokrętek próbował uciec. Wymyślił mnóstwo forteli jednak za każdym razem strażnicy udaremniali jego ucieczki (nawet gdy przebrał się za babę ze wsi, psa czy ufoludka). Zanim nadszedł feralny piątek - dzień opuszczenia więzienia, Pokrętek próbował jeszcze głodówki, odwoływania się do ministra sprawiedliwości, Prezydenta, Rzecznika Praw Obywatelskich i księdza Rydzyka. Nic nie pomogło. Rozpacz popchnęła go do samobójstwa. Niestety nie osiągną zamierzonego efektu, ani wieszając się na papierze toaletowym (zabrali mu sznurowadła), ani próbując połknąć swój język.

Nadszedł w końcu dzień opuszczenia więzienia. Czterech strażników musiało odrywać Pokrętka od pryczy w celi, a jego krzyk słyszano aż we Wrzeszczu. Wyrzucili go następnie za bramę więzienia (prosto w ramiona czekającej już żony) i szybko schronili się w bezpiecznym wnętrzu. Pokrętkowa wyściskała męża i zawlokła go do domu. Źebra za jakiś czas same się zrosną, a wspomnień tych kilku szczęśliwych miesięcy już nikt Pokrętkowi nie odbierze.

A.

25-04-1999 12:05:00 ·

rys. corel galleryOdcinek 1: ZAUROCZENIE

ONA: Siedem lat temu poznałam chłopaka, którego na początku uważałam za wielkiego zarozumialca. Teraz jest moim mężem.
Poznałam Kamila na dyskotece, wtedy pierwszy raz zaprosił mnie na randkę. Spodobał mi się, ponieważ był przystojnym facetem, ale delikatnie odmówiłam. Nie zamierzałam być łatwym łupem.
Po kilku tygodniach byliśmy już razem.

ON: Zaczęło się to tak. Piękna kaszubska jesień, zatłoczona pizzeria i ona. Siedziała przy stoliku obok, wcale nie zwracając na mnie uwagi. Najpierw dowiedziałem się z "pewnego źródła", że mieszka tam a tam i że ma na imię Kasia. Potem poznałem się z nią "przez przypadek" i zaprosiłem na imprezę. Dostałem kosza... Spasowałem, ale po miesiącu spróbowałem ponownie. Tym razem usłyszałem upragnione "tak".

Odcinek 2: CZAS POZNANIA

ONA: Mieliśmy po 16 lat, nie bardzo wiedzieliśmy, czego oczekiwać od naszego związku. Było nam razem dobrze. Rozmowy, randki, spacery...
Powstała między nami więź uczuciowa, nie była jednak głęboka. Byliśmy bardziej zatroskani o samych siebie niż o tę drugą osobę.
Po dwóch latach zerwaliśmy ze sobą. Jednak już po miesiącu rozłąki postanowiliśmy spróbować ponownie. Dostrzegliśmy błędy w naszych relacjach i chcieliśmy to zmienić. Spoważnieliśmy, stawaliśmy się coraz bliżsi sobie...

ON: Spędziliśmy wspólnie imprezę, potem kolejny dzień, dwa, tydzień, dwa, miesiąc, rok, dwa, ...pięć. Z pewnymi perypetiami trwało tak przez pięć lat.

Odcinek 3: ZMIANA

ONA: Wiele zmieniło się od chwili, kiedy Jezus stał się najważniejszą osobą w życiu Kamila.

ON: Myśleliśmy już o sobie poważniej, z utęsknieniem czekając na bardziej "wspólną" przyszłość. Ale niespodziewanie w moim życiu pojawił się ktoś jeszcze. Ktoś, kto pokochał mnie i kogo ja pokochałem. Tym kimś był Jezus. Usłyszałem, że Bóg kocha mnie bez względu na to, jaki jestem i co robię, że pragnie mojego szczęścia i ma dla mnie wspaniały plan. Zrozumiałem też, że tylko On może dać mi prawdziwe i szczęśliwe życie, które nie skończy się z chwilą "ustania wszystkich czynności życiowych" mojego organizmu. Tak więc, niczym nie ryzykując, szczerze oddałem swoje życie Bogu w modlitwie. I nie pożałowałem tego, bo On naprawdę wszedł do mojego serca i stał się moim najlepszym przyjacielem. Zaczął odpowiadać na moje modlitwy i wlewać we mnie pokój, którego wcześniej bardzo mi brakowało.

Odcinek 4: DO GÓRY NOGAMI

ONA: Jego relacja z Bogiem miała wpływ na nasz związek. Stał się bardziej dojrzały i wiele o Nim mówił. Ja sama nie byłam przygotowana do podjęcia takiej decyzji. Bałam się zaufać Bogu na tyle, żeby oddać mu każdą dziedzinę życia, szczególnie nasz związek.

ON: Mówiłem więc o tym, jak bardzo Jezus ją pokochał, że zdecydował się umrzeć, ponosząc karę za zło, które w życiu wyrządziła. Trzeba zrozumieć, że człowiek sam w sobie jest zbyt słaby na to, aby próbować odkupić swoje winy. Wystarczy więc powierzyć własne odkupienie Bogu, zaufać Mu i poddać się Jego woli. Przekonywałem, że warto. Nie uwierzyła...

Odcinek 5: MIESZKAJMY RAZEM

ONA: Na III roku studiów podjęliśmy decyzję zamieszkania ze sobą. W końcu i tak będziemy razem - myślałam.

ON: Po trzecim roku studiów zdecydowaliśmy, że zamieszkamy razem jeszcze przed ślubem.

Odcinek 6: PRZYGOTOWANIA

Ona: Przygotowywałam się do naszej wspólnej sielanki przez rok, jestem przecież melancholikiem - perfekcjonistą. Upatrzyłam dla nas stancję w Sopocie, poinformowałam o naszych zamiarach rodziców. Stawało się to dla mnie najważniejszą sprawą. Było podporą, kiedy myślałam o przyszłości.

On: Przygotowaliśmy się do tego solidnie: "zaklepaliśmy" sobie mieszkanie, powiadomiliśmy rodziców, zaczęliśmy kupować najpotrzebniejsze rzeczy.

Odcinek 7: ROZTERKI

Ona: Nie dopuszczałam nawet do siebie myśli, że może się to nie spodobać Bogu...
Bóg w tym czasie uświadomił Kamilowi, że mieszkanie razem - zanim się pobierzemy, nie jest zgodne z Jego wolą i z pewnością nie będzie miało dobrego wpływu na nasz związek.

On: I wtedy to się stało. Mój przyjaciel zaczął mi tłumaczyć, że takie postępowanie nie podoba się Bogu. Jego argumenty wydały mi się śmieszne i staroświeckie, biorąc pod uwagę, że mamy schyłek XX wieku. Tłumaczył mi, że wspólne mieszkanie jest przywilejem małżonków. Ja mu na to, że w czasach Chrystusa małżeństwo było po prostu stanem faktycznym, a nie patetyczną ceremonią, i że w oczach Boga na pewno jesteśmy małżeństwem. Problem w tym, że sam w to szczerze nie wierzyłem... Tego wieczoru, kiedy byłem sam, zwróciłem uwagę na pewien werset w Biblii, mówiący o małżeństwie. Werset, który wcześniej czytałem dziesiątki razy, wtedy właśnie nabrał dla mnie osobistego znaczenia. I zrozumiałem, że Bóg nie patrzy na nasz związek, jak na małżeństwo. Co za tym idzie, wiedziałem, że w tej sytuacji zamieszkanie z Kasią byłoby sprzeciwieniem się Jego woli. Musiałem wybierać. To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu.

Odcinek 8: TRUDNA DECYZJA

Ona: Dla mnie natomiast była to katastrofa - w jednej chwili, mój mały świat, który tak pielęgnowałam w swojej wyobraźni rozsypał się w drobne kawałki. Dotychczasowe marzenia, plany na przyszłość, to cudowne uczucie, jakie mnie ogarniało na myśl o wspólnym gniazdku - wszystko to nagle wydało mi się tak bardzo odległe i nierealne.
Nie mogłam ochłonąć. Byłam wewnętrznie rozdarta i szukałam z uporem maniaka rozwiązania innego niż to, które zaproponował Kamil.

On: Nazajutrz poszedłem do Kasi. Kiedy znaleźliśmy się sami, powiedziałem jej, że bardzo ją kocham, ale zdecydowałem się być posłuszny Bogu. Na początku Kasia jakby nie zrozumiała, więc wytłumaczyłem, że nie możemy zamieszkać ze sobą przed ślubem. Była w szoku. Na zmianę płakała, przekonywała mnie i wyrzucała mi wszystko, co można było wyrzucić, a nawet więcej. Było mi ciężko, bardzo ciężko, ale nie chciałem zmienić decyzji.

Odcinek 9: PRZEMIANA

Ona: Tymczasem ja, bałam się końca naszego związku. Obawiałam się tego, że w oczach Kamila stanę się mniej atrakcyjna, że oddalimy się od siebie i nie będziemy potrafili się zrozumieć. Przez cały czas nachodziła mnie uporczywa myśl, że w końcu Bóg nas rozdzieli.
Wiedziałam, że sama sobie z tym wszystkim nie poradzę. Jedynym ratunkiem był Bóg, bo tylko On potrafi zapewnić nam spokój ducha.
Po dwóch dniach zdecydowałam się całkowicie zaufać Panu i przyjąć Jego przebaczenie. Od tej pory stałam się innym człowiekiem. Bóg sprawił, że moje życie nabrało barw. Teraz jest ono pełne radości i prawdziwego szczęścia.

On: I właśnie wtedy, kiedy uszy bolały mnie już od oskarżeń rzucanych w moim kierunku, kiedy wiedziałem, jaki to ze mnie bezwzględny drań, kiedy rozpacz i smutek sięgnęły zenitu, Kasia niespodziewanie przytuliła się do mnie i uznała, że pragnie, by w jej życiu działa się wola Boga, by Jezus stał się jej Panem.
Nie wiem, czy byłem bardziej szczęśliwy, czy oszołomiony. Niemalże skakałem z radości. Zupełnie, jakby nowy wiatr dmuchnął w moje żagle.

Odcinek 10: HAPPY END

Ona: Powierzyłam też Bogu dziedzinę, która była dla mnie najważniejsza - moją relację z Kamilem. Zaraz po niej, zaczęłam oddawać inne.
Bóg sprawił, że odkryliśmy nowy wymiar naszej miłości - bardziej duchowy. To On jest jej źródłem.
Bóg przez cały czas zmienia moje życie. Daje niebywały pokój, zabiera troski. Jest przyjacielem, któremu mogę bezwzględnie ufać.
Od czterech miesięcy jestem szczęśliwą mężatką. Obecnie, będąc z Kamilem na nowej drodze życia, nadal pragniemy odkrywać Bożą wolę i za nią podążać.
Wiemy bowiem, że Bóg ma dla nas wspaniały plan, który od teraz stał się planem wspólnego życia dwojga ludzi - życia w małżeństwie.

On: Wspólnie postanowiliśmy, że zamieszkamy ze sobą dopiero po ślubie. Pozwoliliśmy Bogu działać.
Bóg uzdrowił także nasze wzajemne relacje. Nasz związek przeszedł głęboką metamorfozę. Przez ten czas mogliśmy dużo lepiej poznać swoje wnętrza, niż przez poprzednie wspólnie spędzone lata. Zaczęliśmy się głęboko rozumieć. Dojrzeliśmy do naprawdę poważnych decyzji.
Niedawno odbył się nasz ślub, cudowna chwila, której oboje od dawna oczekiwaliśmy. Moja żona jest wspaniałą towarzyszką życia. Wspólnie kończymy studia i planujemy przyszłość. Wspólnie też - w tej przyszłości - zarezerwowaliśmy centralne miejsce dla tego, który nas stworzył i połączył - dla Jezusa.

Ona: Kasia / On: Kamil

jeśli chcesz porozmawiać z kimś o przyjaźni z Bogiem, napisz:
trojmiasto@podprad.pl

25-04-1999 00:00:00 ·

Seks – dlaczego tak / dlaczego nie?

 

 

Tak to już jest, że wiele rzeczy ma swój czas i swoje miejsce. I właśnie we właściwym czasie rzeczy te ujawniają swoje prawdziwe piękno. Można to porównać do rośliny, która wydaje owoce. Dojrzewają one, ogrzewane promieniami słońca i stopniowo wypełniają się słodkimi sokami. Kiedy przychodzi odpowiedni dzień, owoce można zebrać i cieszyć się ich wspaniałym smakiem, ich słodyczą. Naturalnie owoce można zerwać w każdej chwili. Ktoś może wtedy mówić, że lubi takie kwaśne, niedojrzałe owoce, ale tak naprawdę nigdy już nie dowie się jak niesamowicie mogą być dobre. Dlatego właśnie warto czekać na odpowiednią chwilę, by zerwany owoc był dojrzały, słodki – taki, jakim zaplanował go Bóg.
Agnieszka i Maciek

Nie widzę w tym nic złego. Mieszkamy razem już teraz leci trzeci rok. To nie jest średniowiecze. Poza tym od kilku miesięcy jesteśmy zaręczeni. W taki sposób można poznać dobrze drugą osobę i potem nie ma rozczarowań. Nawet powinno się to polecać może wtedy byłoby mniej rozwodów. Nasi rodzice nie mają nic przeciwko i w pełni akceptują to, że mieszkamy razem.

Aleksandra i Grzegorz

jeśli chcesz porozmawiać z kimś o przyjaźni z Bogiem, napisz:
trojmiasto@podprad.pl

25-04-1999 00:00:00 ·

Poniżej znajdziesz wybrane cechy, które pomogą ci określić twój temperament. Cechy temperamentu są symptomami szybkości i siły reakcji, aktywności ruchliwości, odporności na stresy, stałości postaw emocjonalnych, wrażliwości zmysłowej i emocjonalnej. Prawdopodobnie w każdym typie temperamentu znajdziesz kilka swoich cech (nikt nie jest czystym typem, każdy jest kombinacją różnych typów osobowości), jednak ten typ, w którym będzie ich najwięcej, jest typem dominującym. Mam nadzieję, że to proste zadanie pomoże ci lepiej zrozumieć i akceptować siebie i innych!

A na koniec jeszcze krótka zachęta do zachwycenia się Bożą pomysłowością i mądrością: Bóg mógł uczynić nas wszystkich sangwinikami. Byłoby wówczas dużo zabawy, ale mało działania. Mógł stworzyć samych melancholików. Bylibyśmy dobrze zorganizowani i schematyczni, ale niezbyt radośni. Mógł nas stworzyć cholerykami. Wszyscy byśmy przewodzili, lecz denerwowalibyśmy się, że nikt nas nie słucha. Mógł stworzyć wszystkich flegmatykami. Mielibyśmy pokój na świecie, ale też niezbyt dużo entuzjazmu do życia.

FLEGMATYK

- spokojny, opanowany, chłodny

- dobry doradca i słuchacz

- nie identyfikuje się z innymi

- wierny uczciwy przyjaciel, zgodny, uprzejmy

- wyraża jedynie przemyślane opinie, lubi być kompetentny

- dobrze sprawdza się w trudnych warunkach życiowych, dobrze znosi niewygody

- konsekwentny, wytrwały, cierpliwy

- przewiduje trudności i potrafi znaleźć z nich wyjście

- niechętnie angażuje się w przedsięwzięcia

- brak mu entuzjazmu

- leniwy, powolny

- chętniej obserwator niż uczestnik życia

- wiele dobrych pomysłów i rozwiązań przedstawia po czasie, choć miał je wcześniej

- trudno przebacza i trudno zapomina

- ma ostry, cięty, czasem dokuczliwy, sarkastyczny humor

- unika odpowiedzialności, nie stawia sobie celów

- zniechęca zapaleńców, niezdecydowany

SANGWINIK

- ekspresywny, entuzjastyczny, energiczny

- otwarty, szczery, gadatliwy

- spontaniczny, żyje chwilą obecną

- łatwo zawiera znajomości i przyjaźnie

- łatwo przebacza, szybko przeprasza, nie chowa uraz

- ma mnóstwo nowych pomysłów, szybko się "zapala", pociąga innych do pracy

- chętnie angażuje się do nowych działań i efektownie zaczyna je realizować

- ciekawy, prostoduszny, dziecięcy, ma dużo osobistego wdzięku

- niespokojny, zmienny, chaotyczny

- głośny, przesadny, mówi prędzej niż myśli, często krzykliwy, odstraszający

- niezdyscyplinowany, łatwo się rozprasza

- egoistyczny, lubi popularność i bycie w centrum uwagi, chętnie mówi o sobie

- podatny na wpływy, łatwo go "nabrać"

- szybko "gaśnie", zniechęca się, trudno mu dokończyć rozpoczęte zadanie

- szybko traci pewność siebie

- zapomina o obowiązkach, nie wywiązuje się z zadań i obietnic

MELANCHOLIK

- ma bogatą, refleksyjną, głęboką naturę

- szczegółowo analizuje zjawiska, sytuacje

- wierny, skłonny do poświęceń, oddany

- uporządkowany, staranny, perfekcjonista lubiący plany, tabele, wykresy

- lubi pozostawać w cieniu, w drugiej linii

- utalentowany, twórczy, dusza artystyczna

- wytrwały, sumienny, skrupulatny, musi skończyć to co zaczął

- troskliwy, współczujący, wrażliwy

- skłonny do ponurych nastrojów

- przesadnie analizuje stan swojej duszy i ciała, co często paraliżuje jego wolę i energię i doprowadza do hipochondrii

- pamięta zło i chętnie myśli o zemście

- trudno mu podejmować decyzje

- podejrzliwy, łatwo go obrazić, dotknąć

- chętnie unika ludzi, nieufny i krytyczny

- trudno go zadowolić, sceptyczny

- chętnie ucieka od rzeczywistości, marzy

CHOLERYK

- urodzony przywódca, dynamiczny

- wewnętrznie zdyscyplinowany

- konsekwentnie dąży do realizacji obranego celu,

- ma potrzebę zmian

- praktyczny, ocenia wszystko miarą przydatności, sensowności

- posiada doskonały zmysł organizacyjny

- szybko chwyta problem i znajduje dla niego często zaskakujące rozwiązanie

- szybki, odważny, zdecydowany w działaniach, niezależny

- ma pewność, że sprosta trudnościom, jest przez nie pobudzany, motywowany

- mało uczuciowy, niewrażliwy, niewspółczujący, nie daje pochwał

- nie liczy się z ludźmi, posługuje się nimi w realizacji swoich planów, manipuluje

- bywa niegrzeczny i nietaktowny

- niechętnie przyznaje się do własnych błędów, niełatwo wybacza innym ich błędy

- dogmatyczny, uparty, apodyktyczny

- oddany pracy, nie umie odpoczywać

- nie lubi szczegółów i gubi się w nich przy organizowaniu przedsięwzięć

- łatwo traci panowanie nad sobą

Ach, jak ten świat potrzebuje sangwiników!

Promień radości wśród trosk.

Powiew niewinności w zepsutych czasach.

Świat dowcipu, gdy jesteśmy przygnębieni.

Iskierka humoru, gdy jest nam ciężko.

Promyk nadziei rozwiewający czarne chmury.

Entuzjazm i energia, żeby ciągle zaczynać od nowa.

Kreatywność i urok dodające barw codzienności.

Prostota dziecka w trudnych sytuacjach.

Ach, jakże świat potrzebuje melancholików!

Głębia, by dostrzegać serce i duszę życia.

Artystyczna natura, by dostrzegać piękno tego świata.

Talent tworzenia dzieł sztuki, tam gdzie dotąd nie było nic.

Umiejętność analizowania i dochodzenia do właściwych rozwiązań.

Dostrzeganie szczegółów, gdy inni zadowalają się bylejakością.

Kończenie tego, co się zaczęło.

Powiedzenie: "Jeśli coś warte jest zrobienia, warte jest zrobienia dobrze".

Pragnienie robienia wszystkiego uczciwie i po kolei.

Ach, jakże ten świat potrzebuje choleryków!

Ścisła kontrola, gdy inni ją rozluźniają.

Ostra decyzja dla niezdecydowanych.

Przywództwo w prowadzeniu nas ku dobru.

Gotowość podjęcia ryzykownej decyzji.

Ufne trzymanie się prawdy wobec kpin i wyśmiewania.

Niezależne stanie z boku.

Mapa drogowa dla naszego życia, gdy zabłądzimy.

O, jakże świat potrzebuje flegmatyków!

Stabilności, żeby trzymać się kursu.

Cierpliwości, żeby nie poddawać się prowokatorom.

Umiejętności słuchania, gdy inni tylko mówią.

Daru mediacji jednoczącego przeciwników.

Pokoju jako celu, prawie za wszelką cenę.

Współczucia, by pocieszać zranionych.

Determinacji, by zachować zimną krew tam, gdzie wszyscy tracą głowę.

Pragnienia, by żyć tak, aby nawet wrogowie nie mieli im nic do zarzucenia.

(na podstawie książki F. Littauer „Słowa zachęty”)

26-01-1999 12:27:00 ·

I rzekł szatan do swych aniołów: „Czyńcie spustoszenie na ziemi. Przyczyniajcie wszędzie niedoli i nieszczęść. Siejcie strach, zgryzotę, gniew i depresję w Jeruzalem, w Judei i w najdalszych częściach ziemi. Jako bowiem ja idę, tak i was posyłam”.

A jeden z tych aniołów, którego imię było Potępienie, osiedlił się w żyznych dolinach wzdłuż rzeki Ohio. Tam zaczął nauczać dziesięciu przykazań:

 

 

1. Nie będziesz nigdy popełniał pomyłek.

2. Będziesz wyprowadzony z równowagi, ilekroć coś się nie powiedzie.

3. Będziesz obwiniał bliźniego twego jak siebie samego.

4. Nie będziesz siebie kochał, ani akceptował, ani wybaczał sobie samemu.

5. Będziesz zawsze oczekiwał, żeby wszystko było inaczej niż jest.

6. Będziesz żądał miłości i aprobaty każdego za wszystko, co czynisz.

7. Będziesz unikał stawiania czoła trudnościom życia, pamiętając, że nie możesz się zmienić, jesteś bowiem zdeterminowany przez swoją przeszłość.

8. Będziesz wciąż myślał o tym, co cię gnębi.

9. Będziesz biernie czekał, żeby szczęście przyszło do ciebie.

10. Twoje szczęście będzie głównie zależało od innych.

A kiedy Potępienie nauczał ludzi z tych dolin, oni mu wierzyli. Przybywali w wielkiej liczbie, słuchali i wierzyli, tak że ziemia ta rzeczywiście wypełniła się strachem, zgryzotą, gniewem i depresja.

26-01-1999 12:02:00 ·

ASIA, V rok psychologii: Przed sesją, to już nie bardzo pamiętam jak jest. Teraz denerwuję się jednym wielkim egzaminem – obroną i egzaminem magisterskim. Objawia się to kłopotami ze snem. Nie mogę wieczorem zasnąć, a rano budzę się bardzo wcześnie. Co z tym robię? Mam bardzo dużo energii, więc staram się z niej korzystać. Jak już się obudzę, to wstaję. Uczę się, później jakaś przerwa na obowiązki domowe. Popołudniu albo wieczorem staram się wyjść na spacer, pochodzić po okolicy, pójść do lasu, oderwać się i pomyśleć o czymś innym. Natomiast jak robię coś w domu, to włączam sobie muzykę, też po to by zagłuszyć myśli. Zazwyczaj działa. Ale ogólnie energię, którą daje stres, staram się wykorzystać i dużo się uczę.

Ania V rok psychologii: Egzaminami się nie denerwuję. Kiedyś w liceum czy na pierwszym, drugim roku, każdy sprawdzian czy kolokwium, to było duże źródło stresu. teraz już nie. Stresem są dla mnie sytuacje, których nie lubię, kiedy muszę zrobić cos na co nie mam ochoty. Pracowałam robiąc ankiety. Każde wyjście do ludzi było dużym przeżyciem. Zrobiłam wiele ankiet i dość długo tak pracowałam. Jednak prawie za każdym razem miałam koszmary, nie mogłam spać, ankiety i ankietowani śnili mi się przez kilka dni. Nic z tym nie robiłam. Nie chodziłam na spacery, nie biegałam i nie ćwiczyłam, nie piłam, ani nic podobnego. Zawsze walczę z sytuacją, nie ze stresem – stres skończy się razem z nią. Zazwyczaj porządkowałam sobie papiery, przygotowywałam potrzebne materiały, układałam listy. Zawsze skupiam się na zadaniu. Jak już nie mogłam nic więcej zrobić, to w klasyczny sposób odwracałam uwagę, zabierałam się za coś co wymagało energii i skupienia, np. piłowałam i malowałam paznokcie.

26-01-1999 09:54:00 ·

Stres przewlekły należy rozładowywać (uwaga! pokusa kopnięcia psa!)

Stres - inaczej stan alarmowy- jest reakcją organizmu pod wpływem nagłych, zaskakujących okoliczności lub sytuacji trwających dłuższy czas, wobec których człowiek nie potrafi być obojętny. Mogą to być sytuacje negatywne lub pozytywne (np. ślub z ukochaną osobą! ).

Do pewnego momentu stres jest czymś pożądanym. Przyczynia się do mobilizacji, pozwala pracować na wysokich obrotach. Taki stres nosi nazwę EUSTRESU i można go bez wątpienia nazwać przyprawą życia. Jest jednak pułap, zwany efektywnością optymalną, którego przekroczenie może być niebezpieczne. Gdy nasilenie stresu jest zbyt duże, przechodzi on w fazę tzw. DYSTRESU, który objawia się załamaniem a nawet chorobą.

Stres nie jest wydarzeniem, ale reakcją na nie. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że to samo zjawisko (np. pojawienie się myszy w pokoju ) na jednych nie zrobi większego wrażenia a innych przyprawi o dreszcze graniczące ze strachem przed śmiercią. Wynika z tego, że w pewnym sensie każdy jest odpowiedzialny za swój stres. Za to, jak podejdzie do danej sytuacji, jak ją zinterpretuje, jak oceni. Sytuacje, które nas spotykają można podzielić na te, których nie możemy zmienić (i wtedy pozostaje je zaakceptować ) i takie, na które możemy mieć wpływ (wtedy należy przystąpić do działania ). Bardzo często stres jest po prostu pochodną lenistwa...

Podobnie jak gniew, stres przewlekły należy rozładowywać. Najlepiej w taki sposób, by otoczenie nie cierpiało na tym ( uwaga! pokusa kopnięcia psa! ). Przypominam: Każdy jest odpowiedzialny za swój stres i za swoją nań reakcję!

Czy życie bez destrukcyjnego stresu jest możliwe? Bez wątpienia łatwiej przychodzi optymistom. Co jednak z tymi, którzy raczej spodziewają się w życiu kłopotów? Czy istnieje jakaś czarna dziura, do której można wrzucić wszystkie obawy, zmęczenie, strach, niepewność, zmartwienia?

Był kiedyś na ziemi Człowiek, który skierował do zestresowanych następujące słowa: ”Przyjdźcie do mnie, a ja zapewnię wam odpoczynek. Chodźcie wszyscy, którzy tak się trudzicie z przygniatającym was ciężarem, a znajdziecie spokój. O nic się nie martwcie, ale w modlitwie mówcie Bogu o wszystkich swoich potrzebach a doznacie Bożego pokoju, który jest ponad wszelkie ludzkie pojęcie. I ukoi on wasze serca i myśli.”

Rzeczywiście, nie mieści się w głowie!!! Ale czy można przejść obojętnie wobec takiej oferty?

Adelajda

Opracowano w oparciu o książkę Henryka Wieji „Tajemnice pełnego zdrowia”

26-01-1999 09:52:00 ·

Kiedyś stałem tam na dole i patrzyłem na niego. Lśnił w blasku słońca ponad kołdrą z chmur, która z dawien dawna stanowiła jedynie początek jego wspaniałości. Nie pamiętam od kiedy zacząłem marzyć aby być tam na górze, uśmiechać się patrząc wstecz na to co poniżej. Chciałem zdobyć ten szczyt. Pragnąłem tego za wszelką cenę.

Trochę bez wiary i trochę z nadzieją zaproponowałem swój udział w przygotowywanej właśnie wyprawie. Jakież było moje zdziwienie gdy dowiedziałem się, że wchodzę. Myślałem, że oszaleje z radości ale tak się nie stało. Zaczęły się przygotowania. Nie byliśmy pierwsi, szlak był przetarty. Pięć etapów, każdy zakończony szaleńczą wspinaczką i krótkim wypoczynkiem, mającym przygotować do jeszcze większego wysiłku. Zaczęło się.

Nie ma co ukrywać, bałem się jak nigdy dotąd. Co będzie jeśli nie wytrzymam tempa, jeśli nie podołam wymaganiom? Pocieszające było to, że nie tylko ja miałem takie odczucia. Choć strach paraliżował nas wciąż szliśmy zgodnie z planem. Właściwie nie było to nic trudnego gdyż szczęśliwie omijaliśmy przeciwności. W chwilach odprężenia zachwycałem się pięknem przyrody. Zewsząd otaczały nas zielonkawe krzewy spokojnie snujące się po niewielkich pagórkach na których od czasu do czasu pojawiało się jakieś zwierzątko zamieszkujące tutejszą okolicę. Naprawdę byłem szczęśliwy.Radość jednak nie trwała wiecznie.

Ku naszemu zdziwieniu nagle wyrosła jak spod ziemi prawie pionowo wzbijająca się w górę skała. Ilu członków wyprawy tyle było pomysłów jak sobie z nią poradzić. Było ciężko. Część odpadła. To był straszny widok. Znowu bardzo się bałem. Byłem gotów zrobić wszystko aby ten pierwszy raz mieć za sobą. Wszedłem. Nie była to tak do końca moja zasługa ale wszedłem. Właściwie to nie grałem do końca fair, ale tak bardzo pragnąłem zdobyć ten szczyt. Wtedy najważniejsze było osiągnięcie założonego celu co małymi kroczkami próbowałem zrealizować.

Potem była następna ściana, kolejne wzgórze jeszcze jedna wspinaczka i koniec etapu pierwszego. Myślałem, że oszaleje ze szczęścia ale tak się nie stało. Dalej wspinałem się i to było najważniejsze. Znowu zaczęliśmy. Początek jak zawsze spokojnie, bez zgrzytów nabieraliśmy obrotów. Wzniesienie pierwsze, drugie, ..., n-te, ..., mordercza wyprawa trwała. Znowu część poległa, a ja sobie tylko znanymi drogami dotrzymywałem reszcie kroku. Sposób sposobowi nie równy ale ciągle byłem członkiem wyprawy. A najbardziej chciałem wejść na szczyt. Koniec drugiego etapu uwieńczony był przednią wspinaczką. Wzgórze wydawało się nie do zdobycia. Spojrzał mi wtedy prosto w oczy mój nieodłączny towarzysz strach. Skupiłem się w sobie i poszerzyłem gamę środków pozwalających dotrzeć do celu. Musiałem tam wejść. Straciłem więcej czasu niż reszta ale dogoniłem ich zaraz po bardzo krótkim wypoczynku. Zaczęło mi się to podobać, choć trzeba przyznać, że faktycznie nastąpił pewien kryzys. Sam nie wiem co, tak jakoś samo z siebie wyszło i nie chciało się schować. Nic to, pomyślałem i spojrzałem za siebie. Uśmiechnąłem się, za mną rozpościerała się tonąca w białym puchu dolina. Tak jak sobie wyobrażałem to było niesamowite uczucie. Ja ponad tym wszystkim, ja tutaj pomiędzy bielą śniegu i gdzieniegdzie mozolnie wydobywającą się spod jego szaty zielenią trawy i mchu, które to ścieliły się na surowej szarości skał. Spojrzałem przed siebie. Był tam i czekał na mnie. Nieporuszony, dumny i wyzywający. Był ponad tym wszystkim jak ja byłem ponad tamtym.

Nawet nie zauważyłem kiedy zaczął się trzeci etap. Szedłem, szedłem, szedłem. Często byłem zmęczony więc pragnąłem jedynie odpocząć. Jak przez mgłę pamiętałem, że mam cel i muszę do niego dążyć. Właściwie to w tym wszystkim powoli zapominałem dlaczego idę z wyprawą. Po prostu wstawałem rano i zdobywałem kolejne wzniesienie. Tak mijał dzień po dniu.

Jak zawsze na koniec trudne wejście. Jakoś tam było. Należał mi się wypoczynek. Jak człowiek ma chwilę wolnego to zaraz rozmyśla, dręczy się stara się zrobić użytek ze swojego umysłu. Praktycznie moje metody kończenia etapów sprawdzały się, ale nie byłem do końca przekonany czy potrafię wspinać się, wchodzić na wzniesienia, czy na prawdę poradziłbym sobie w górach. Nie wiedzieć czemu przypomniałem sobie tą podeptaną trawę na koniec pierwszego, połamane gałęzie na drugim i kopniętego w złości grzyba na trzecim. Nic to, pomyślałem i spojrzałem za siebie. To mnie podniosło na duchu. Byłem ponad. Spojrzałem przed siebie. Był. Nic nie mówił ale był.

Poszedłem dalej. Następny etap niewiele różnił się od poprzednich. Ciężka wspinaczka, dzień pierwszy, drugi, ...Znowu mi się powiodło. Myślałem, że będę szalał z radości ale tak nie było. Jak zawsze w takich sytuacjach spojrzałem za siebie. Poniżej leżała dolina ukryta w kłębach chmur. Przeszedłem już kawał drogi, trudny i zarazem wspaniały był to czas. Spojrzałem przed siebie. Promienie słońca oplatały szczyt, który był zwieńczeniem mojej wymarzonej wędrówki. Kiedyś zdobędę go.

Poświęciłem na to sporo czasu i dokończę to co zacząłem. Ale czy wejście na ten szczyt jest aż tak ważne? Czy wchodząc nie zostawiłem cząstki siebie podczas drogi?

Kiedy już wejdę przede mną nie będzie nic. Spojrzę wtedy w dół i myślę, że zobaczę jak wiele szczytów jest jeszcze do zdobycia. Może wtedy pomyślę nie tylko o tym który ale i o tym jak zdobyć kolejny szczyt.

"Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?"

(Marka 8,36)

Mirek

26-01-1999 09:51:00 ·

Tytuł już jest: “Nerwy w konserwy, czyli jak rozładowywać napięcie”. Warsztat literacki też przygotowany, na biurku piętrzą się różne podręczniki (np. “ Walka ze stresem”, “Bądź szczęśliwa i rozluźniona” itp.), z magnetofonu dobiegają kojące dźwięki Chopina, z kubka unosi się aromat kawy, obok czystych jeszcze kartek leżą dwa starannie zatemperowane ołówki. Podobno wielu znanych pisarzy używało ołówków. Może dlatego, że ołówek...

...ołówek właśnie się złamał, ale jest jeszcze drugi....

... który ma w graficie coś, co tak drapie kartkę, że dreszcz przebiega po kręgosłupie.

Podobno również wielu pisarzy używało zwykłych (nawet tak zalewających jak ten) długopisów. Nowocześni pisarze używają komputerów. Może to i wygodne urządzenie, ale łatwo się psuje, po jednym rzuceniu o ścianę do niczego się nie nadaje (a kto kazał mu się zawieszać?). Przejdźmy do zasadniczego tematu:

Człowiek jest istotą emocjonalną jednakże nierozsądnym byłoby całkowite opieranie się na tychże. Istnieją pewne argumenty za...

...zaścianą jakich “kopytny” słucha tak głośno “Jesteś szalona”, że można oszaleć. Po raz kolejny pomocna okazała się “Walka za stresem”, po kilku rzutach o ścianę uciążliwy sąsiad poskromił nieco swą miłość do Disco Relaxu. Wróćmy do tematu:

...tym aby wyzbyć się wszystkiego co może tłumić nasze emocje. Co jednak rozumiemy pod...

...pod oknem banda rozwrzeszczanych dzieciaków gra w berka. Stanowczo wyrażony protest wywołał u łotrzyków jedynie falę gromkiego śmiechu przerywanego jedynie w celu zaprezentowania w całej okazałości narządu mowy. Zgraja opuściła plac zabaw dopiero gdy za jednym z nich poleciał kubek z kawą. Potrójny zysk. Kawa dawno wystygła, a Basia dała mi ten kubek przez czystą złośliwość, doskonale wie, że żółty kolor działa na mnie jak płachta na byka. Nie dam się łatwo wyprowadzić z równowagi. Wracam do artykułu:

...pojęciem emocji? Zagadnienie to uważa się za niezwykle skomplikowane...

...skomplikowany to był mój związek z Michałem. Gdyby tylko nie był taki przewrażliwiony... żeby obrazić się, bo potłukłam głupi wazon, a tej blizny we włosach nikt nawet nie zauważy. Dziwny człowiek, chociaż czasem... No i co tak siedzę i ryczę, przecież mam pisać:

...i takie w istocie jest.

Ciekawe kto dzwoni. Nie, nie odbiorę, czuję, że to jakaś zła wiadomość. Ten dzwonek jest tak uporczywy, że przebija się nawet przez mój krzyk. Dopiero rzucenie w aparat magnetofonem przerwało go. Przy okazji ustało to bemblotanie Chopina.

Nie bójmy się jednak trudnych wyzwań. Mając ogromne doświadczenie w walce ze stresem mogę...

Znowu dzwonek, tym razem do drzwi. Sąsiad przyprowadził dwóch miłych panów, którzy chcą mnie zabrać do takiego sanatorium, gdzie będę mogła w spokoju dokończyć mój artykuł.

Anita

26-01-1999 09:49:00 ·

Uporaj się z gniewem zanim ten cię zniszczy!

Trudno znaleźć osobę, która nigdy nie była zraniona przez druga osobę. Niestety, trudno jest także o ludzi, którzy całkowicie przebaczyli wyrządzona im krzywdę. Rewanż i chowanie urazy są bardziej popularne niż przebaczenie. Większość z nas woli widzieć, jak ludzie płacą za swoje wykroczenia, ciesząc się widokiem tych, którzy „otrzymują to, na co zasłużyli”.

Większość z nas woli pielęgnować urazę, nigdy nie darując winy i używa jej jako broni, która od czasu do czasu wypala we wspólnej walce.

Staw temu czoła. Nasza duma buntuje się przeciwko poddaniu się w walce o oczyszczenie siebie z zarzutów. Zbyt często domagamy się, by zmieniło się wszystko wokół, tylko nie my sami. W rezultacie to my ponosimy duchowy, emocjonalny i fizyczny koszt.

Kiedy przebaczamy, to tak jakbyśmy wyciągnęli z naszej duszy korek i pozwolili wypłynąć wszelkiej goryczy, urazie, złości, i gniewowi. Kiedy przebaczamy, doznajemy uwolnienia od spowodowanego przez złość napięcia, wysokiego ciśnienia krwi, nie domagamy się by nas wysłuchano i usprawiedliwiono z naszej dezaprobaty i goryczy. Następnie, kiedy Bóg napełnia nasze serca miłością, ona uzdalnia nas do tego, by nie okazywać gniewu w stosunku do innych. Ona sprawia, że nie żądamy, by inni postępowali z nami według tych samych kryteriów. Zamiast tego, możemy miłować ludzi takim, jacy są i traktować ich tak, jak traktowałby ich Jezus.

Przebaczenie ma dwie „dwie strony medalu”.

Z jednej strony, winowajca przyznaje się do popełnionego błędu, przeprasza i prosi o wybaczenie, mając nadzieję, że je otrzyma. Chociaż ból emocjonalny, który jest rezultatem zranienia, utrudnia całkowite przebaczenie, to może on chociaż częściowo być uśmierzony przez przyznanie się winowajcy do popełnionego zła. Usprawiedliwienie na pewno ułatwia przebaczenie, które polega na tym, by żyć już dalej tak, jakby nigdy nic złego się nie wydarzyło.

Z drugiej strony, nie jest dopuszczalne dalsze obwinianie czy stałe oczekiwanie zadośćuczynienia. Angielski pisarz tak to ujmuje; „Są w moim życiu inni, agresywni, niepokorni ludzie, którzy nie chcą czy nie potrafią przyznać się do tego, że zrobili coś złego... Ludzie, którzy podsycają lekko tląca się we mnie frustrację, która wzmaga i roznieca gwałtowny płomień oburzenia. Co z nimi? Z tymi, którzy nie przestają deptać mojego „Ja” i mojej godności? Z tymi, którzy raną mnie najmocniej? Panie, ile razy mam przebaczyć?”

„Odpowiedź Jezusa wskazuje na to, że nie ma znaczenia, ile razy – siedem czy siedemdziesiąt siedem. Ważna jest fundamentalna postawa w stosunku do ludzi i siebie samego, która stara się zapobiegać wzmaganiu się długotrwałej urazy... Nie jest to łatwa droga do przebycia, ale jest ona jedyna, bo prowadzi do pełnego rozwoju naszej przemienionej osobowości.

Każda odmowa przebaczenia niszczy bardziej mnie samego niż winowajcę”.

(wg „Naszych Inspiracji”)

26-01-1999 09:49:00 ·

Sesja się zbliża a wraz z nią jej wierny przyjaciel – STRES . Jest specyficznym przyjacielem bo atakuje wszystkich, którzy chcą zwycięsko przebić się przez jej front by dobrnąć do następnego semestru w miarę nie okaleczonym przez poprawki, zbóje itp. Zdobyłam trochę informacji o tym w co się należy uzbroić by pokonać stres przed egzaminami aprzynajmniej zmniejszyć jego siłę oddziaływania na studenta. Przeczytajcie co radzą inni...

 


Przede wszystkim dużo mleka przed snem, jabłka, a w ogóle wszystkie owoce cytrusowe, też soki różnego rodzaju no i staram sobie radzić sama

A dlaczego sama?

Jeżeli ktoś jest koło mnie, wywołuje jeszcze większą presję, wtedy ja się jeszcze bardziej denerwuję. Po za tym jem dużo czekolady. Czekolada uważam, że jest super.

Ewelina, I ekonomia

Sama nie wiem jak rozładowuję stres. Po prostu to mi samo przechodzi. Bardzo się denerwuję się tydzień , czy tam kilka dni przed egzaminem, rzadko, w zasadzie nigdy, w dniu egzaminu. W tym dniu zazwyczaj idę i nie zdaję sobie sprawy, że tam będą ważyć się moje losy ( np. na egzaminie wstępnym ) . I zawsze idę wcześniej, siadam sobie przed salą i słucham co mówią inni...

Asia, I ekonomia

Generalnie idę na spacer i najczęściej już przed samym egzaminem się nie uczę, bo nie jestem w stanie. Najczęściej śpię albo oglądam telewizję, spotykam się z ludźmi, ewentualnie coś poczytam jeszcze. W przeddzień absolutnie nic, wysoki poziom napięcia.

Justyna, IV psychologia

Siedzę dużo w domu. Dużo jem niestety z powodu tego, że się dużo denerwuję. A szczególnie zabieram sobie coś słodkiego właśnie przed egzaminem, żeby się jakoś odstresować. A poza tym staram się nie myśleć o tym co robię i prawdę mówiąc zachowuję się bardzo często głupkowato przed samym egzaminem. Staram się nie ulegać ogólnej atmosferze...co nie znaczy, że nigdy nie złamię, ale staram się nie dać i zazwyczaj przesadzam z tą „głupawką przedegzaminową”, ona jest bardzo charakterystyczna .

Dorota,,V psychologia

Studiuję na politechnice tak, że tam tego jest dużo ( stresu - przyp. red). Każda sesja to jednak przesiew. No nie wiem, najlepiej jakoś odreagować, pójść i gdzieś się wyłączyć z tego życia studenckiego.

A jak ty odreagowujesz stres?

Różnie: impreza, kino, coś, żeby w ogóle zapomnieć.

Robert, II mechaniczny

Teraz np. ze stresu przed egzaminem, żeby go zmniejszyć, śmiałyśmy się i jadłyśmy. Czasami szłyśmy na dyskotekę, żeby się pobawić albo kupowałyśmy sobie coś dobrego.

Ania i Emila, IVchemia

Nie wiem, jakaś dobra książka, kino. W sytuacji gdy ktoś się nie przejmuje nie ma ku temu żadnej potrzeby

A ty się przejmujesz, czy nie?

Może mniej niż na pierwszym roku, zdecydowanie mniej.

Czyli ty jeżeli coś to kino i...

...dobra książka, czasem po prostu wszystko odkładam i się nie przejmuje, ale to przechodzi z czasem.

Jacek, IV mechaniczny.


Ja przed egzaminem (ostatnio miałem zbója we wrześniu), to musiałem się do niego dużo uczyć w wakacje i odprężałem się chodząc dużo po lesie ( jestem myśliwym) tak, że mogę pogodzić przyjemne z pożytecznym.

Michał, II zarządzanie i ekonomia

Ja sobie nie radzę

Artur II zarządzanie i ekonomia

Dzięki serdeczne za to, że zechcieliście się podzielić się tym, jak sobie radzicie, czy też nie radzicie ze stresem przed egzaminem. Może wasze cenne uwagi pomogą innym w walce z nim w sesji zimowej.

Monika

26-01-1999 09:47:00 ·

Fobia – lęk, który pojawia się w określonych sytuacjach i przed konkretnymi przedmiotami.

Lęk ten często ma charakter paniki. Zasadniczym elementem fobii staje się unikanie za wszelką cenę. Człowiek cierpiący na fobie wie, ze ten lek jest nieuzasadniony, bezpodstawny, ale ta świadomość nie wystarcza do zwalczenia go. nasilenie lęku zmniejsza się nieraz w obecności osób bliskich.

Niektóre rodzaje fobii:

- akrofobia – lęk wysokości

- hipsofobia – lęk głębokości

- agorafobia – lęk otwartej przestrzeni

- keraunofobia – lek piorunami, burzą

- myzofobia – lęk przed brudem

- nozofobia – lęk przed chorobą

- bakteriofobia – lek przed bakteriami

- klaustrofobia – lęk przed przebywaniem w zamkniętych pomieszczeniach

- archanofobia – lęk przed pająkami

- dromofobia – lek przed podróżowaniem

- fobofobia – lęk przed lękiem

- monofobia – lęk przed samotnością

- socjofobie (fobie społeczne): lek przed kontaktami z innymi ludźmi, lek przed znalezieniem się w sytuacjach publicznych, lęk przed czerwienieniem się

- inne: lęk przed zwierzętami, wypadkiem samochodowym, ciemnością, szkoła, zagubieniem się w tłumie.

26-01-1999 09:46:00 ·

Według psychologii emocje są wynikiem procesów myślowych iprzeżyć, czyli tego, jak postrzegamy konkretne sytuacje i ludzi. Nasuwa się jednoznaczny wniosek, że to każdy z nas decyduje o tym,co myśli i jakie uczucia mają towarzyszyć tym czy innym myślom.

Okazuje się, że sami jesteśmy odpowiedzialni za to, jak się czujemy i co odczuwamy. Nikt nie jest w stanie nas uszczęśliwić bez naszej decyzji wyboru szczęścia.

Nie podoba ci się ten wniosek? Z reguły najchętniej odpowiedzialnością za nasze uczucia obarczamy innych lub sytuacje, które sprowokowały w nas takie czy inne emocje. Masz wpływ na to, co zrobisz z uczuciami, które dopadają cię w danej sytuacji zanim tobą zawładną.

Twoje uczucia są twoim wyborem!

Wybieramy negatywne emocje i wyładowujemy je na tych, którzy blokują nasz cel. Albo kierujemy je do środka – przeciwko sobie – i wpadamy w depresję.

Najkrótsza definicja depresji brzmi: „Gniew skierowany do wnętrza siebie z powodu zablokowanego celu” lub „Smutek stłumiony w środku”.

Emocje negatywne i pozytywne – to zbyt uproszczony i zafałszowany podział!

Jest przecież cenny smutek, który prowadzi do upamiętania, jest gniew, który budzi się na widok bezprawia i grzechu, jest żal, który wyraża chęć poprawy.

Są natomiast ludzie, którzy odczuwają radość, kiedy znajomym się nie wiedzie, satysfakcję, gdy oszukali drugiego człowieka, ukojenie, bo dobrze się zemścili za swoje krzywdy.

Nie same emocje są pozytywne czy negatywne, lecz to, jaki stan umysłu je wywołuje i czego są efektem.

Naucz się panować nad własnymi emocjami!

1. Uświadom sobie, co naprawdę odczuwasz. Nazwij emocje po imieniu. Czuję się zraniona... Czuję się zagniewana.. Czuję się zdradzona... To wcale nie jest łatwe, szczególnie, gdy nigdy wcześniej tego nie praktykowałeś.

2. Ustal źródło, przyczynę konkretnej emocji. Czuję się poniżona, ponieważ on się ze mnie śmiał w towarzystwie innych ludzi. Czuję się zaniepokojona, ponieważ miała wrócić do domu dwie godziny wcześniej. Zauważysz, że najczęściej przyczyna ta jest poza naszą kontrolą.Nie jesteśmy w staniekontrolować innych ludzi czy warunków pogodowych. Ale siebie tak! (W tym miejscu warto zaznaczyć, że niektóre emocje mogą być efektem fizycznych zaburzeń w organizmie, takich jak nadczynność tarczycy – niepokój, pobudliwość, drażliwość. Anemia daje znać o sobie w postaci obniżonego nastroju. Zaburzenia biochemicznego funkcjonowania mózgu mogą uzewnętrzniać się w niekontrolowanych emocjach. W tego typu przypadkach konsultacja medyczna, dobra diagnoza i dobra farmakoterapia zazwyczaj pomagają w usunięciu fizycznej, organicznej przyczyny.)

Naszą odpowiedzialnością jest uświadomienie sobie tego, co odczuwamy oraz umiejętne kontrolowanie i rozładowywanie naszych emocji. Jest to ważna życiowa umiejętność. Od niej zależyjakość twojego życia...

(wg „Naszych Inspiracji”)

26-01-1999 09:45:00 ·

rys. corel galleryNiebawem po ślubie, tuż po wprowadzeniu się do wynajmowanej chałupki, okazało się, że czas romantycznych wieczorków, pysznych kolacyjek w przytulnej kuchni i sielskiego życia we dwoje definitywnie się skończył.

Słyszałam wcześniej takie zdania, że „po ślubie jest zupełnie inaczej, twarda rzeczywistość wkracza bezpardonowo” itp. Nie wierzyłam. Teraz chyba wiem o czym mowa...

Okazało się mianowicie, ze mam fobię!

Nie na męża, oczywiście. Na węża też nie, ale na takie małe, obrzydliwe z pazurkami, łysym ogonem i szarym (niektórzy mówią: pięknym, szarym” – nie rozumiem ich wcale) futerkiem.

Tak, to właśnie MYSZ! Ratunku! Jak widzę tylko ten wyraz, zaczyna mnie dziwnie telepać w środku. Od chwili kiedy ją zobaczyłam, moje życie legło w gruzach. Ze szczęśliwej, świeżo upieczonej mężatki, przeobraziłam się w znerwicowaną i wypaloną. Można powiedzieć: „Cóż taka mała myszka wobec wielkiego człowieka?” Niby tak, ale jak skoczy na mnie?! Wbije się pazurami i będzie wymachiwać tym swoim łysowatymogonem! A do tego jak będzie głodna, to na pewno odgryzie mi ucho! I co wtedy?! Wyobrażacie sobie?! I jak tu być spokojna i miłą dla męża, jeśli każdy szmerek z kuchni jest natychmiast wychwytywany przez moje uszy (jeszcze na szczęście całe)?

A propos kuchni – wchodziłam tam tylko wtedy, gdy niezbędnie musiałam i robiłam to według ścisłego planu strategicznego. Mianowicie: chcąc uprzedzić niechcianą lokatorkę kuchni, że właśnie nadchodzi właściciel lokalu i że należałoby się ewakuować, waliłam ręką trzy minuty w drzwi (tak długo na wypadek gdyby spała). Pomagało ale do czasu. Otóż któregoś wieczoru myłam sobie spokojnie (no, powiedzmy, że spokojnie) naczynia, a ta bezczelna i niewychowana wylazła nieproszona obok zlewu i centralnie szła na mnie. Naprawdę! Na szczęście refleks miałam w znacznie lepszym stanie niż nerwy – udało mi się zbiec i jakoś uszłam z życiem (tylko gardło mnie trochę potem bolało).Następnego dnia zainstalowaliśmy łapki (wiem, że to okrutne, ale czy ja jej – a właściwie im – kazałam akurat do nas przyłazić?!).

Myszy już nie ma, ale nerwica nadal trwa. Ostatnio o ból brzucha i kołatanie serducha przyprawił mnie cień mojej własnej ręki! Nieźle, co?

Tak, tak czytałam gdzieś, ze „nerwicy gorzej się pozbyć niż myszy z domu”. Ale ta przynajmniej nie ma pazurów ani tego łysolca.

O fuj! Nie mogę już więcej pisać o tym, bo nasilają mi się odruchy drgawkowo – wymiotne i pogłębiają zmarszczki na twarzy od grymasu obrzydzenia i strachu. Może niektórzy powiedzą: „Wystarczy sprawić sobie kota (tyle ich przecież biednych pałęta się po piwnicach) i kłopot z głowy”. O! To tylko wydaje się takie proste! Kotów też się boję, ale to już zupełnie inna historia.

Znerwicowana Aga

25-01-1999 13:19:00 ·

Konspekt lekcji wychowawczej

Klasa: IV.

Temat: Emocje.

Metody: poglądowa łączona z dyskusją.

Cel poznawczy: zapoznanie uczniów z definicjami różnych emocji.

Cel kształcący: wykształcenie w uczniach umiejętności wyrażania swoich emocji.

Cel wychowawczy: przekonanie uczniów, że nie warto opierać się na emocjach, ponieważ fakty są bardziej realne.

PRZEBIEG LEKCJI

1. Czynności porządkowe.

2. N: Dzisiaj porozmawiamy o emocjach. Jakie znacie emocje?

U: Strach, radość, gniew, żal...

3. N: Zanotujcie definicję emocji: silne przejęcie się czymś, podniecenie, wzruszenie, silne przeżycie uczuciowe, np. gniew, obawy, radości , tremy itp.

4. N: Omówimy bliżej kilka emocji.

{Po tych słowach włączyć mechanizm uruchamiający model Frankenstein’a.}

Jak nazwalibyście emocję której właśnie doznaliście?

U: Strach, przerażenie...

N: Bardzo dobrze. Jest to bardzo głęboka emocja i często towarzyszą jej reakcje fizjologiczne, zatem zupełnie naturalne jest, że niektórzy z was przed chwilą oblali się potem.

5. N: Kolejna emocja: jak określilibyście moje wtorkowe emocje gdy Stasiu nie odrobił lekcji?

U: Gniew, wściekłość...

N: Tak, gniew jest również silną emocją, która z kolei często prowadzi do zachowań agresywnych.

Sprawdzić czy uczniowie przestrzegają harmonogramu odwiedzin Stasia w szpitalu.}

6. N: Co czujecie gdy jest dzwonek na przerwę?

U: Radość, ulga...

N: A co gdy okazuje się, że znowu woźny upił się i zostało jeszcze 10 minut lekcji?

U: Źal, zawód...

7. N: Do omówienia kolejnej emocji poproszę o pomoc Jasia. Chodź na środek klasy i opowiedz nam o twoich problemach wtedy, gdy zostałeś w tej samej klasie na drugi rok.

Opowiadanie ucznia}.

N: Jakie emocje odczuwałeś Jasiu przed chwilą?

U: Wstyd, trema, upokorzenie...

8. N: Czasem pewne osoby wyglądają na bardzo rozemocjonowane, a jednak ich zachowanie nie jest efektem odczuwania emocji. W naszej ocenie musimy być ostrożni, np. dziwne zachowanie Zosi jest przejawem nie emocji lecz szaleństwa (biedaczka siedziała najbliżej Frankenstein’a).

9. Praca domowa.

Napisać wypracowanie (co najmniej siedem stron) na temat:

“Fakty, a nie emocje, określają rzeczywistość”.

(ex)nauczycielka z dwuletnim stażem

25-01-1999 12:19:00 ·

Rodzina jednogłośnie (tzn. Pokrętkowa tylko głosowała „za”, ale ona ma głos decydujący) postanowiła kupić nowe łóżko do sypialni.

Pokrętkowie dokonali wstępnego rozpoznania rynku i zasiedli do narady. W grę wchodziły dwa łóżka, ale każde z małżonków chciało inne. Pan domu sporządził listę kilkunastu argumentów za jego wyborem (na pierwszych miejscach listy znajdowały się pięciokrotnie niższa cena w odróżnieniu od łóżka, które wybrała jego żona, oraz to, że zmieszczą się na nim oboje, a przy tym nie będzie trzeba wyrzucać innych mebli z sypialni). Rzeczywista głowa rodziny swój wybór argumentowała tylko tym, że czuje, iż powinni kupić to łóżko właśnie. No i kupili. Raty spłacać będą jeszcze prawnuki, a Pokrętek śpi w kuchni na materacu.

Pozornie sprawa na tym się zakończyła. Jednak Pokrętek był bardzo niezadowolony z wyboru żony. Koledzy z pracy podburzali go cały czas, że powinien zaoponować. Pokrętek pamiętał jednak doskonale jak zakończył się jego bunt, gdy jeszcze na początku ich małżeństwa, nie chciał zrobić obiadu. Liczne blizny na głowie nadal przypominają mu to przykre doświadczenie. Ostatecznie Pokrętek wybrał taktykę zimnej wojny. Sumiennie wypełnia wszystkie swoje obowiązki domowe, a bunt demonstruje w czasie wolnym. Stoi wtedy całymi godzinami, zupełnie nieruchomo, w oknie i gapi się bezmyślnie w niebo. To jego specyficzne zachowanie dziwi wszystkich, ale Pokrętek odmawia jakichkolwiek wyjaśnień. Atmosfera w domu zagęszcza się z dnia na dzień...

Cała ta sytuacja wywołała niemały stres u Pokrętka. W pracy, podczas przerwy śniadaniowej, dostał zawału. Jednak już pod koniec zmiany czuł się znacznie lepiej i pracował prawie tak samo wydajnie jak inni koledzy. A bo to dla niego pierwszyzna ?

Pokrętkowa nigdy jeszcze nie miała zawału, ani żadnych innych chorób psychosomatycznych (pierwszy miałaby szansę dostać z wysiłku, gdyby ktoś kazał jej powtórzyć to słowo). Wszelkie stresy rozładowuje pląsając po mieszkaniu w falbaniastej spódniczce, zrobionej ze starej firanki. Ten taniec to podobno partie z „Jeziora łabędziego”, jednak pozostałym członkom rodziny kojarzy się to dużo bardziej z treningiem zapaśnika sumo.

Napięcia w domu rodzinnym w ogóle nie zauważyła Pokrętkówna, gdyż jest zakochana do szaleństwa w Leonardo Di Caprio. Mdleje z nadmiaru emocji gdy tylko usłyszy jego imię, co też jej koledzy z klasy skrzętnie wykorzystują i gdy tylko jakiś nauczyciel próbuje zrobić sprawdzian, to pokazują Pokrętkównej, za jego plecami, zdjęcie jej idola. Dziewczyna mdleje, nauczyciel panikuje, a uczniowie po raz kolejny odnieśli sukces nad niesprawiedliwym ustrojem społecznym, który każe im chodzić do szkoły.

Pierworodna Pokrętków jest święcie przekonana, że gdyby jej wybrany ujrzał ją, to od razu by ją pokochał. Dlatego już od dłuższego czasu zbiera pieniądze na bilet do Ameryki, od pół roku odkłada każde kieszonkowe, ma już 6 złotych, a niedługo będzie kolejna dyskoteka szkolna i znowu będzie mogła pozbierać trochę butelek po piwie.

Małego Pokrętka koledzy z klasy zaczęli przezywać „synem Szymona Słupnika” albo „Sztywnego Joe”, od czasu jak pierwszy raz zobaczyli jego ojca w oknie. Chłopak próbował tłumaczyć, że nie jest to jego ojciec, tylko mama zaczęła parać się krawiectwem i w oknie stoi manekin. Jednak koledzy nie w ciemię bici i nie dali się nabrać. Nie łyknęli też bajeczki o tym, że jego ojciec pracuje w Archiwum X i wypatruje przybycia obcych. Przez to wszystko mały Pokrętek ma zaplanowany czas po lekcjach na pięć następnych miesięcy. Codziennie ma jedną albo dwie walki o honor. Przez te wszystkie ciosy w głowę, które oberwał, nauka idzie mu co raz gorzej, a i nawet już nie pamięta dlaczego się bije. Idzie mu jednak całkiem dobrze. Z walki na walkę na boisku szkolnym gromadzą się co raz większe tłumy.

Nauczyciele początkowo nie wiedzieli jak mają zareagować. Szybko jednak zaczęli sprzedawać bilety wstępu i zbierać zakłady.

Od jakiegoś czasu walkom małego Pokrętka przygląda się jakiś facet. Mówi, że chciałby trenować razem z nim. Tylko jak on się nazywa? Nagota, czy tak jakoś.

Pies Pokrętków od czasu awantury z łóżkiem zachowuje się bardzo dziwnie. Przy lada głośniejszym dźwięku z żałosnym skowytem chowa się pod szafą. Jednak prawdziwy horror zaczyna się gdy ktoś przy nim wypowie słowo "łóżko". Azora nagle ogarnia całkowity paraliż; leży tak, z łapami wyciągniętymi sztywno w górę, ślina cieknie mu z pyska, a z gardła wydobywa się rzężenie. Taki stan może trwać nawet dwie godziny. Jedynym, co może przywrócić mu świadomość wcześniej, jest porcja jego ulubionego Whiskasa.

Trzeciego dnia zagęszczenia atmosfery wydarzyła się najdziwniejsza rzecz. Karaluchy z całego mieszkania zeszły się do łazienki. Trzy godziny trwało ich zbiorowe samobójstwo (po kolei wskakiwały do klozetu).

Tydzień po zakupie łóżka atmosfera nadal była napięta. Czy w rodzinie Pokrętków zapanują jeszcze kiedyś zwyczajne klimaty? Kiedy znowu spędzą kilka godzin razem, przed telewizorem? Czy jeszcze kiedyś Pokrętkowie przeżyją romantyczny wieczór, jak wtedy, gdy Pokrętkowa pomogła mężowi umyć klatkę schodową? Czy jest coś, co może uratować sytuację?

Cóż, autorka ma czas, do następnego numeru gazetki, na znalezienie odpowiedzi na te pytania.

Autorka

25-01-1999 10:55:00 ·

Chciałabym być szczęśliwą osobą tzn. chciałabym robić to, co naprawdę lubię, czego tak naprawdę chcę, czyli “ tworzyć coś z niczego, wznosić coś nowego”. Zawsze byłam samodzielna, bardzo lubiłam poznawać nowe rzeczy. Dlatego chciałabym, aby praca przynosiła mi satysfakcję, dawała możliwość zrealizowania się i żeby nie była to kwestia materialna. Z drugiej strony, chcę, żeby moje życie się ułożyło, aby nie było w nim ostrych zakrętów. Rzecz nie w tym, że potrzebuję spokojnego życia, po prostu nie lubię zbyt wielu burz i wichrów. Wolałabym, aby rodzina była takim miejscem, gdzie mogę przyjść, gdzie jest mi zawsze dobrze i gdzie czuję się rozumiana.

Asia, budownictwo lądowe

Najbardziej chciałabym, kiedy moje życie już się skończy, żebym mogła powiedzieć, że niczego nie żałuję.

Ania, III historia

Nigdy nie chciałbym zaznać biedy. Tylko tyle i ogólnie szczęścia.

Andrzej, III fizyka biomedyczna

Ja podobnie, też chciałbym szczęścia zaznać i wszystkiego, co możliwe.

Mateusz, III fizyka biomedyczna

Chciałybyśmy spełnienia w życiu prywatnym i zawodowym.

Agnieszka i Asia, IV filologia germańska

Chciałabym od życia nareszcie spokoju. Chciałabym ukończyć moje studia. Ponieważ żyję bardzo intensywnie, chciałabym, aby to życie nabrało troszeczkę spokoju, ułożyło się. I żebym mogła uczyć, bo bardzo to lubię. Chciałabym uczyć w średniej szkole, właśnie już to robię, ale żebym mogła spokojnie uczyć, muszę zakończyć studia. A tak bym chciała jeszcze może miłości i dobrej znajomości języka, aby być fachowcem w tej dziedzinie.

Alicja, IV filologia germańska

Szczęścia i zdrowia.

Przemek, nie studiuje, ale chce, na filologii rosyjskiej

Myślę, że dla mnie najważniejsze jest życie osobiste, życie rodzinne po prostu, żebym była szczęśliwa. Jeśli będę kiedyś w jakimś związku małżeńskim , to chodzi mi właśnie o takie szczęście rodzinne. Kończę te studia, ale nawet nie musiałabym pracować zawodowo, nie jest to moim celem i nie będę się czuła niezrealizowana i niespełniona, jeżeli będę tylko przy garnkach, w domu, przy dzieciach. Nie będzie to dla mnie karą...Studia są moją ambicją i będę szczęśliwa, jeżeli je skończę. To są bardziej moje marzenia ,ale jakaś wielka kariera zawodowa nie jest mi potrzebna do szczęścia, raczej szczęście rodzinne. Choć kiedyś chciałam być kobietą podziwianą.

Agnieszka, chemia

26-11-1998 12:08:00 ·

Czy dusza porusza się we właściwym tego słowa znaczeniu i ma udział w ruchu?...

Ponieważ istnieją cztery rodzaje ruchu, mianowicie przenoszenie z miejsca na miejsce, zmiana jakościowa, ubytek i wzrost, dlatego dusza mogłaby się poruszać albo w jednym z tych ruchów, albo kilkoma, albo wszystkimi. Jeśli dusza nie porusza się tylko „przypadkowo”, posiadać musi ruch dzięki swej naturze; ale w takim razie musi zajmować także miejsce, wszystkie bowiem wymienione ruchy odbywają się w miejscu. Ponadto jeśli do istoty duszy należy wprawiać siebie samą w ruch, nie będzie się ona poruszać tylko „przypadkowo”, jak przypadkowo porusza się tylko to, w czym one się znajdują, tj. ciało; dla tej też racji nie zajmują miejsca; lecz dusza będzie je zajmować, jeśli jest prawdą, że bierze ona udział w ruchu dzięki swej naturze...

Ponieważ nie ulega wątpliwości, że dusza porusza ciało, dlatego można rozumnie założyć, że wykonuje ono te same ruchy, co dusza. Jeśli jednak tak się rzecz ma, to i na odwrót będzie można śmiało powiedzieć, że jakim ruchem porusza się ciało, takim także i ona sama; otóż ciało porusza się ruchem przestrzennym; zatem i dusza będzie zmieniać miejsce odpowiednio do ciała...

Mówimy, że dusza boleje i cieszy się, czuje odwagę i boi się, ponadto unosi się gniewem, odbiera wrażenia zmysłowe, wyciąga wnioski. Wszystko to jednak polega, jak się zdaje na ruchu. I można by stąd wnosić, że dusza się porusza. Ten wniosek jednak nie ma nic z konieczności.... Stanowczo lepiej nie mówić, że dusza odczuwa litość, uczy się, wyciąga wnioski, lecz, że człowiek to czyni dzięki swej duszy...

Arystoteles

26-11-1998 12:07:00 ·

Ciche jezioro ujęte w ramy czarno-zielonego lasu. Chmury wiszące nad głową są ciężkie i zasłaniają słońce, a mimo to nie powodują nastroju przygnębienia. Surowość tego widoku, zaprawiona wilgocią, ale i delikatnością powietrza, sprawia, że wracasz do korzeni. Głęboko oddychając zapominasz o cywilizacji. Dotykasz ciszy... Pojawiają się myśli, na które nigdy nie miałeś czasu: po co istnieję? czy jest jakiś sens? Wreszcie możesz porozmawiać sam ze sobą, odpowiedzieć na pytania, które od tak dawna tkwią w twojej głowie. Tak to dobry czas aby...

Dzwonek! Budzik znów zadzwonił za późno, a dzisiaj koło ze staty. Z wściekłością zrzucasz koc. Gdy pędzisz do łazienki przez mózgownicę przelatuje ci zbłąkana myśl: „jakiż piękny był ten sen, szkoda, że to tylko sen”. Jednak bardzo szybko zostaje przytłumiona myślą o umyciu zębów i zabraniu kalkulatora.

Dziesięć minut później uprawiasz swój ulubiony sport – bieg do tramwaju, który właśnie zbliża się do przystanku. Udało się! Stoisz jedną nogą na ostatnim schodku zgrzytającego pojazdu. Nad tobą „zwisa” jakiś facet i dmuch ci prosto w twarz – wczoraj na kolację jadł cebulę.

Wpadasz do sali, ludzie już piszą, a ich miny nie są pocieszające. Wykładowca patrzy na ciebie tym specyficznym wzrokiem; on nienawidzi spóźnialskich i ma doskonałą pamięć, a to fatalne połączenie. Potem koncentrujesz się już tylko na zadaniach i liczbach, które biegają ci przed oczyma. Nareszcie koniec. Ale dzisiejszy dzień nie będzie łatwy do przetrwania, ćwiczenia i wykłady, na których sprawdzają obecność (!). Na dodatek spotkanie z Tomkiem w bibliotece, bo razem prowadzicie na zajęciach dyskusję, która ma być poprzedzona referatem. Trzeba więc jeszcze coś doczytać. Właściwie nic jeszcze dzisiaj nie jadłeś, ale to twój szczęśliwy dzień, pędząc do autobusu kupujesz sobie bułkę i połykasz ją, stojąc obok pani z ogromnymi siatami. Ostatni przystanek, trochę powietrza, jeszcze tylko kupisz chleb i „coś” żeby było na kolację. Powłócząc nogami wracasz do akademika. Właściwie każdy twój dzień jest taki sam: budzik, tłok w środkach komunikacji miejskiej, gadające głowy na uczelni, akademik, znajomi, koła.

I po co to wszystko? Dokąd tak pędzisz? Czy warto biec, aby zdobyć coś, czego nie widać, czego niema ? A może jest kto, kto mógłby pomóc ci w tym wyścigu, kto pokazałby ci cel? Może Bóg, ale czy On istnieje? Tak, chyba. Odsuwasz od siebie te niepokojące myśli. Przed tobą całe życie, jeszcze kiedyś znajdziesz czas żeby o tym pomyśleć i wszystko uporządkować.

Teraz jeszcze tylko przejście przez ulicę i będziesz w pokoju w akademiku. Patrzysz w prawo – pusto. Jednak tym razem nie spojrzałeś pod nogi i potykasz się o kamień. Nagle widzisz asfalt, dociera do ciebie warkot samochodu, a potem następuje uderzenie...

Samochód jechał za szybko i był zbyt blisko, nie zdążył wyhamować. Ty nie miałeś czasu aby pomyśleć i uporządkować swoje życie, i znaleźć w nim miejsc dla Boga. Bo przecież Bóg jest, teraz masz już tego pewność.

Magda (A. nie kryj się)

26-11-1998 12:06:00 ·

Można by powiedzieć, że moje życie było udane, tylko ja nie umiałam się nim cieszyć. Studiowałam, miałam całkiem fajnego chłopaka, przyjaciół, w domu nie było problemów. No i racja – nie umiałam się cieszyć życiem, ale naprawdę próbowałam.

Najpierw pomyślałam, że będę się cieszyć każdym drobiazgiem; tym, że jest ciepło, tym, że nic mnie nie boli, tym, że zajęcia się skończyły... No i cieszyłam się, ale skoro cieszyłam się drobiazgami, to zaczęły mnie też martwić drobiazgi: chłopak plątał się w zeznaniach, koło poszło nie najlepiej, w akademiku znowu nie ma ciepłej wody... Przecież nie można martwić się drobiazgami, życie na to jest za krótkie.

Postanowiłam martwić się tylko poważnymi problemami, ale coś mi podpowiadało, że jeśli tak, to i cieszyć się powinnam tylko z wielkich rzeczy. Ale co jest wielką sprawą w moim życiu? Czy to, że zaliczyłam kolejny rok studiów? Bzdura! Nikt o czymś takim książki nie napisze. Oto przekleństwo posiadania rozumu – czasem trzeba z niego skorzystać. Mój rozum był wystarczająco duży, żeby dać mi zagadkę, ale zbyt mały, żeby ją rozwiązać.

Jednak znalazłam rozwiązanie tam, gdzie nie spodziewałam się go znaleźć i gdzie bałam się go szukać. W Bogu.

Złamałam swój opór, którego źródła były tak stare i marne, że nawet ich nie pamiętałam i zaczęłam przyswajać fakty o Bogu, które słyszałam z różnych źródeł.

Niby zawsze wiedziałam, że Bóg stworzył człowieka (mnie) i go kocha (czasem tylko mój rozum nie chciał tego przyjąć, jako zbyt mało udowodnionego empirycznie), ale co to wnosiło do mojego życia? Nic. Jakoś w praktyce żyłam swoim życiem i nie zastanawiałam się nad miejscem Boga w nim (no, może tylko czasem).

No ale zaczęłam myśleć i kilka rzeczy dotarło do mnie z ogromną siłą. Bóg naprawdę stworzył człowieka (to nie jest tylko poetycki opis ewolucji) i zrobił to dlatego, że kocha człowieka i chce nawiązać z nim relację. Ale człowiek jest grzeszny (jakoś nikt nie musiał specjalnie przekonywać mnie, że to również o mnie chodzi), a Bóg jest święty i doskonały (tak doskonały pod każdym względem, że nasze słownictwo nie jest tego w stanie oddać) i te dwie przeciwstawne sobie rzeczy nie mogą trwać obok siebie a dobre uczynki nie mają wystarczającej mocy, by zakryć całą grzeszność człowieka.

Kiedy tak szczególnie mocno dotarło do mnie jaki jest Bóg, to zapragnęłam iść z Nim przez życie. Cały czas a nie tylko raz w tygodniu, przez kilkadziesiąt minut. Zrozumiałam, co mogę zrobić, żeby zniszczyć barierę między mną a Nim. Jezus Chrystus umarł na krzyżu za wszystko to, co oddziela mnie od Boga i nie mogę w żaden sposób zasłużyć na to, co już się stało. Mogę jedynie z pokorą przyjąć ten niesamowity dar.

Tak też zrobiłam (to już trzy lata temu!). Powiedziałam Bogu (w modlitwie) o wszystkich moich przemyśleniach, prosiłam, żeby przebaczył wszystkie moje grzechy i na zawsze był w moim życiu.

I jestem przekonana, że od tej pory, nieprzerwanie, Jezus jest ze mną. Dzięki Niemu zyskałam inną perspektywę postrzegania świata i mojego życia. Już umiem cieszyć się życiem a nawet jestem wdzięczna za trudne chwile. Moje życie zyskało sens. Gdy się już wie dlaczego się urodziło, jak ma wyglądać życie i co będzie po nim – zaczyna się prawdziwe życie. Słowo!

Anita

26-11-1998 12:04:00 ·
«    1 2 ... 5020 5021 5022 5023 5024    »
  • Save this on Delicious
  • Buffer

News

Coarse words and new thinking

As is often pointed out, coarse or profane language usually represents an outburst of emotion, not careful reason. The president of the United States recently used coarse language while discussing im

Spy suspect s arrest: What motivates turncoats?

Recommended: How much do you know about China? As for geopolitics, the US is now aware that China has developed a full spectrum intelligence capability. “I don’t think this should be seen as someth

The U.S. Has Cut Half of Its Aid to Palestinian Refugees Pending U.N. Reform

The U.S. is the largest donor to the agency that supports millions of Palestinian refugees

Science Says: That Michigan meteor could have been meatier

Science Says: That Michigan meteor could have been meatier

Despite tragic blaze, New York s fire fatalities are sharply down

Just one year ago, New York City officials were celebrating the lowest number of fire fatalities the city had ever seen in over 100 years. It was the largest number of fatalities in a single fire in

States make headway on opioid abuse

In Massachusetts and Rhode Island partial year estimates for 2017 show drops of 10 percent and 9 percent respectively in overdose deaths. Massachusetts was the first of what are now many states that

Watch today’s SpaceX launch live right here at 12:30 PM

SpaceX might have some seriously grand plans for the near future of its rocket program, but until the world s most powerful rocket is ready to head skyward, it s business as usual at the commercial

Palatine boy scouts send science experiment into space via SpaceX rocket

A SpaceX rocket that launched Monday toward the International Space Station is carrying an experiment from a boy scouts troop in Palatine.

Adsense

Loading...
Oxwall: 1.8.4 (10800) Page: 12.694s | 2.00 MBMB Request: NEWS_CTRL_News::index Components: 16 Events: 200 Database: 132qrs | 12.619s CLEAR CACHE